3 miesiące walczył z chorobą, niestety, bezskutecznie.
Zapamiętam Go przede wszystkim, jako uczciwego człowieka. Z przyjemnością rozmawiałam z Nim o polityce, ale najczęściej spędzałam z nim dużo czasu na rozmowach i wspomnieniach o Jego życiu, o trudnym dzieciństwie, ciężkich przeżyciach z czasów młodości, kiedy to wojna wytyczała rytm jego życia. Miał zaledwie 17 lat, kiedy musiał uciekać z kraju na Węgry, by z dala od rodziców walczyć o każdy dzień z niemieckim okupantem. Z tęsknoty za domem wrócił do Żubraczego i od razu został deportowany na przymusowe roboty do III Rzeszy. Musiał gwałtownie dorosnąć, by sprostać wymaganiom niemieckich bauerów. W ciągu 5 lat, mając naturę buntownika przeszedł niezłą szkołę życia.
Zostawił po sobie imponującą metrykę urodzenia. Zmieniał adresy zamieszkania tak często, jak często zmieniała się historia Polski. Urodził się już w wolnej w Polsce 17 kwietnia 1924 roku, ale w dowodzie osobistym wpisano mu ZSRR. Mieszkał w różnych szerokościach geograficznych, od Kulikowa, gdzie się urodził, po Żubracze w Bieszczadach, gdzie mieszkał w dzieciństwie, potem na Węgrzech - Budapeszt, Estergom, Nigerhaza, niemiecka Bawaria - Nefling, Neunburg worm Wald, po wojnie Cisna, Łańcut, Kuryłówka i wreszcie docelowo Leżajsk.
Pracował zawsze sumiennie i zawsze uczciwie. I zawsze był wielkim społecznikiem. Takie wartości przekazał swoim 4 córkom.
Bagaż własnych przeżyć, jaki wyznaczył mu los opisał we wspomnieniach. Mam poczucie własnej satysfakcji, bo to ja namówiłam go na pisanie, wytyczałam mu zadania, nagrywałam rozmowy na dyktafon, pomagałam redagować tekst. Udało mi się również nagrać jego wspomnienia przy użyciu kamery.
Będzie brakować mi tych rozmów, będzie brakować mi jego poczucia humoru oraz jego gry na skrzypcach. Miałam świadomość jego niedoskonałych umiejętności muzycznych, ale tolerowałam jego pasję do tego instrumentu, bo znałam historię jego życia, wiedziałam, że w ten sposób próbuje zagłuszyć tragiczne przeżycia, kłopoty zdrowotne i nieubłagalnie nadchodzący kres jego życia. Miał silną wolę życia, bronił się przed starością, dbał o dietę, dużo spacerował i do końca, mając 88 lat jeździł na rowerze, pokonując niejednokrotnie kilkanaście kilometrów dziennie.
Mam nadzieję, że odszedł na drugą stronę życia z ambitną misją.
Niech spoczywa w pokoju!
To zdjęcie bazyliki oo. Bernardynów z widocznym w tle budynkiem ma szczególną dla mnie wymowę. Od dzisiaj budynek będzie mi przypominał nie tylko porodówkę, miejsce moich urodzin, ale też miejsce, w którym walczył z chorobą mój tato, miejsce, w którym zmarł w Wielką Sobotę. Na zdjęciu widać ludzi idących do klasztoru z koszykami poświęcić wielkanocne potrawy. Ja w tym czasie załatwiałam u księdza formalności pogrzebowe.
![]() |
Pogrzeb Antoniego Stankiewicza |
Dlaczego ja tego wszystkiego nie zrobilam? Myslalam ze moj Tata bedzie z nami zawsze. szesnastego kwietnia bedzie trzecia rocznica Jego smierci. I tak zaluje.
OdpowiedzUsuńMalgorzata
Aniu,
OdpowiedzUsuńsmutne są święta kiedy odchodzi nam bliska osoba.
Słowa nie pomogą, czas ukoi ból.
Pamiętam bardzo dobrze swoje święta Bożego Narodzenia
w 1995,kiedy mój Tata tuż przed świętami zmarł.
Małgorzata
Aniu, sercem i myślami jestem z Tobą. Wyrazy współczucia...
OdpowiedzUsuń