'Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci'. - Wisława Szymborska

środa, 2 stycznia 2019

Krach Weronika (1926-2018)

2 stycznia 2019 odbył się pogrzeb Weroniki Krach z Tarnawca. ŚP Weronika zmarła 30 grudnia 2018 w wieku 92 lat. 
Mszę świętą żałobną w Kościele pw Św. Józefa w Kuryłówce par. Tarnawiec odprawił proboszcz parafii w Tarnawcu ks. Piotr Babijczuk, o godz. 13:00. 
Weronika Krach była znaną i bardzo lubianą osobą, jedną z najstarszych kobiet w parafii Tarnawiec.
Weronika Krach z d. Chudy córka Michała Chudego i Agaty Kosiarskiej ur. się w 1926 w Tarnawcu. Miała 9 lat, gdy zmarła jej matka. 20 stycznia 1945 roku poślubiła Fryderyka Kracha s. Adama i Marii Rękas. 
Niespełna rok temu, 19 kwietnia 2018 roku zmarł jej najstarszy syn Jan Krach.
ŚP Weronika Krach była dla mnie encyklopedią wiedzy o historii Kuryłówki, Tarnawca i Brzyskiej Woli, o I i II wojnie światowej, o walkach toczonych na tym terenie, o rodzinach kolonistów, którzy w ramach kolonizacji józefińskiej pod koniec XVIII wieku przybyli do Dornbach, o Rodzinie, o naszych wspólnych korzeniach, o obrzędach i tradycjach naszego regionu. Była mi bardzo życzliwa i chętnie dzieliła się wiedzą. Cieszyła się ogromnym autorytetem wśród ludzi, którzy interesowali się historią i genealogią.
Będzie mi Jej bardzo brakowało. Rest in peace









zobacz też:
Genealogiczne spotkanie ze Staszkiem Zawadowiczem. Wizyta u Weroniki Krachowej
Jan Krach (1946-2018)

wtorek, 4 grudnia 2018

Aleksander Kiersnowski (1934-2018)

1 grudnia 2018 zmarł w wieku 84 lat Aleksander Karol Maria Kiersnowski. Pogrzeb odbędzie się 6 grudnia 2018 o godz. 13 w Leżajsku.
Urodził się 29 maja 1934 roku w Kosowie Poleskim, syn Witolda Kiersnowskiego i Heleny z Wyganowskich. Rodzicami chrzestnymi Aleksandra była 8-10 letnia Jolanta Jelska c. Kazimierza oraz Henryk Jelski (właściciel majątku, absolwent Akademii Handlowej w Hadze).
Absolwent Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie - mgr inż. rolnictwa. Od 17-04-1961 do 31-01-1963 r zatrudniony w Woj. Biurze Geodezji i UTR (Urządzeń Terenów Rolnych) w Olsztynie na stanowisku agronom ds. klasyfikacji gruntów.
Oddelegowany do pracy w Leżajsku.
15 kwietnia 1968 roku poślubił Krystynę Julię Ordyczyńską c. Józefa Ordyczyńskiego i Janiny z Gdulów. Ślub odbył się w kościele Farnym w Leżajsku. Miał trzech synów - Ksawerego, Witolda i Piotra.
Przez wiele lat, aż do emerytury pracował jako nauczyciel w Technikum Rolniczym w Nienadowej koło Dubiecka.
Żona Krystyna zmarła 23 stycznia 2006 roku. Syn Witold zmarł 22 stycznia 2015 roku.
****
RODZINA KIERSNOWSKICH
Ojciec Aleksandra - Witold Aleksander Kiersnowski pochodził z Wilna, gdzie urodził się 6 sierpnia 1899 roku, jako syn Karola i Heleny Gnoińskiej.
Witold Kiersnowski
Wychował się w polskiej rodzinie ziemiańskiej pomiędzy Słonimiem a Baranowiczami w okręgu nowogródzkim (obecnie Białoruś) - początkowo w majątku Czemeresznik, a następnie w Rysiborze / Rysiborku należącym do większego majątku Gajpol.

Mieszkał też w Michałowie niedaleko Baranowicz, gdzie właścicielami ziemskimi był jego dziadek Aleksander Kiersnowski i babcia Helena z Bułhaków. Witold Kiersnowski pobierał nauki w Warszawie, rzadko bywał we dworze w Michałowie.  Witold ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu J. P. w Warszawie i uzyskał dyplom w dniu 5.10.1927 r. Znał w mowie i piśmie poza językiem polskim również francuski i rosyjski, a w mowie - angielski i niemiecki (słabo). Odbywał aplikację sądową w Sądzie w Grodnie, 28 maja 1930 r. mianowany na asesora sądowego w Słonimiu, 26 października 1932 r. mianowany na Sędziego Okręgowego Śledczego w Kosowie Poleskim, 2.10.1933 r. przeniesiony do Sądu Okręgowego w Pińsku, a następnie 16.11.1933 r. ponownie przeniesiony do Kosowa Poleskiego. W dniu 7 maja 1938 r. odznaczony Brązowym Medalem za Długoletnią Służbę.
Witold ożenił się z Heleną Wyganowską c. Konstantego i Marii z Jelskich. Ślub Witolda Kiersnowskiego i Heleny Wyganowskiej odbył się 20 września 1932 r. w kościele parafialnym w Wysocku, powiat Słonim, województwo nowogródzkie. Witold Kiersnowski wraz z żoną Heleną zamieszkali w Kossowie Poleskim. Mieli 8 dzieci: Konstantego Adama Emila, Aleksandra Marię Karola, Jerzego Stanisława Juliusza, Helenę Emilię Julię, Witolda, Romana Krzysztofa Ksawerego, Annę Marię i Tadeusza.

Z początkiem II Wojny Światowej Witold Kiersnowski, jako podporucznik rezerwy w Armii Kleeberga trafił do oficerskiego obozu jenieckiego w Radomiu, skąd uciekł do Lublina, do wuja Piotra Gnoińskiego. 

W maju 1940 roku jego żona Helena (z d. Wyganowska) została ostrzeżona przez zaprzyjaźnionego kuratora oświaty Radkiewicza o planowanym zamiarze aresztowania Rodziny i wywózce w głąb Rosji. Uciekła z Rodziną do Brześcia. Zamieszkali u kolejarza. Dzieci nocą zbierały węgiel z torów. Po roku, kiedy dowiedziała się, że mężowi udało się uciec z więzienia, opuściła Brześć i przyjechała z dziećmi do Lublina. Siedemdziesięciokilkuletni ojciec Witolda - Karol Kiersnowski nie chciał przyjechać do Polski. Pozostał w Baranowiczach i tam prawdopodobnie zmarł i być może w Baranowiczach jest pochowany. Kiersnowscy zamieszkali w Lublinie u Rodziny, wraz ze swoją matką Marią Wyganowską (z d. Jelska - córką Adama Jelskiego) u siostry Leontyny (Lila) Gnoińskiej z Jelskich. Matka Maria znała bardzo dobrze język niemiecki, pracowała w Polskim Czerwonym Krzyżu.

Witold początkowo mieszkał w Radomiu, dostał ofertę pracy w Opatowie. Pracował jako adwokat. W 1964 roku zamieszkał w Staszowie.
Witold Kiersnowski zmarł 30.04.1965 roku i został pochowany w Staszowie. Żona Helena zmarła u córki Heleny w Poznaniu. Pochowana jest na Cmentarzu Komunalnym Miłostowo w Poznaniu (pole 41, kwatera 3, rząd 14, nr 2).
Majątek Kiersnowskich pozostał na Białorusi.

***
W zasobach Centralnego Archiwum Wojskowego, dostępne on-line są np. wnioski o odznaczenie Wojskowe Biuro Historyczne. Wśród dokumentów jest karta Witolda Aleksandra Kiersnowskiego, sędziego śledczego zam. w Kosowie Poleskim, Sadowa. Podano dwie daty urodzenia. Pierwsza według kalendarza juliańskiego, a druga gregoriańskiego. W Polsce międzywojennej w życiorysach bardzo wielu osób związanych z Kresami funkcjonowały dwie daty.
https://wbh.wp.mil.pl/pl/skanywyszukiwarka_kartoteka_personalno_odznaczeniowa/?strona=13&szufladka=KIDZ-KIES Fot.77.jpg

niedziela, 16 września 2018

Ellis Island

Na początku roku 2001 została udostępniona na Internecie dokumentacja 22 milionów emigrantów do USA, którzy wyjechali do Ameryki w latach 1892 - 1924. Uciekali z krajów biednych, z Rumunii, Włoszech, z Polski. Nazwiska z oryginalnych dokumentów zostały odczytane i wprowadzone do bazy danych przez ochotników. Niestety, baza danych zawiera masę błędów. Nie tylko powtarza mylnie zapisane przez urzędników emigracyjnych nazwiska, imiona i miejsca urodzenia, ale także ochotnicy wielokrotnie błędnie odczytali dane z dokumentów i te błędy wprowadzili do bazy danych. Oczywiście, wielu emigrantów było niepiśmiennych i sami nie bardzo mogli wiedzieć, jak poprawnie powinny być pisane ich imiona, nazwiska i miejsca urodzenia. Podróżni płynęli statkami, przebywając na międzypokładach. Mieszkali tam w wieloosobowych kojach. Wielu z nich chorowało, zwłaszcza starsi. Modlili się o szczęśliwe przybycie do "raju". Po wielu dniach podróży, ogromnym krzykiem radości zostali wywołani na pokład. Ogarnęła ich euforia, kiedy na horyzoncie ujrzeli Statuę Wolności. Z radości krzyczeli i śpiewali. Po zejściu na ląd, całowali ziemię, mówiąc "Boże błogosław Amerykę". Wylądowali w głównym ośrodku imigracyjnym na Ellis Island pod Nowym Jorkiem. Mieszkali w gettach. Minęło sporo czasu, zanim urzeczywistnili swoje marzenia.

Na stronie American Family Immigration History Center, http://www.ellisislandrecords.org/, wyszukałam informacje o mieszkańcach Leżajska, Kuryłówki i Dornbach-Tarnawiec, którzy w poszukiwaniu lepszego bytu, opuścili wieś i wyjechali "za chlebem".
Z Kuryłówki odnalazłam 197 osób, z Tarnawca 59 osób, z Leżajska 519 osób.

Wśród emigrantów znalazł się Michał Feldman, starszy o 10 lat brat mojego dziadka ojczystego Juliana Feldmana.
Michał Adam Feldman urodził się 12 sierpnia 1889, Kuryłówka nr d. 235, w rodzinie niemieckich kolonistów, jako najstarszy syn Józefa Feldmana i Marianny Milli. Poród odbierała Małgorzata Grossman. Rodzice wybrali mu na chrzestnych Michała Timlera i Annę Federkiewicz. Został ochrzczony 15 sierpnia 1889r, w Kościele Parafialnym w Tarnawcu, ks. Mikołaj Burczyk.
Ojciec Józef Feldman był kowalem w Kuryłówce. 
Próbowałam sobie wyobrazić jakie były okoliczności opuszczenia rodzinnego gniazda młodego chłopaka.
Z jakich pobudek postanowił skorzystać z okazji, podobnie jak wielu mieszkańców galicyjskich wsi i miasteczek wyruszyć w świat? 
Czy w domu była bieda? 
Do Ameryki "za chlebem" wyjechał z Kuryłówki na początku 1906 roku, miał niespełna 17 lat. Wyjechał bezpowrotnie z bagażem rodzinnych dramatów, z szesnastoma dolarami w garści. 
Miał 5 lat, gdy 16 listopada 1894 r zmarła jego półtoraroczna siostra Anna Stanisława. Ania urodziła się 7 maja 1893r. 
Jego o dwa lata młodszy brat Jan (ur. 22 sierpnia 1897r) zmarł na szkarlatynę w wieku 4,5 lat. Jasiek zmarł 22 czerwca 1902 roku.
Kilka miesięcy później, bo 17 czerwca 1906r zmarła jego 11 miesięczna siostra Elżbieta Weronika. Michała już nie było w Polsce. W Kuryłówce przy rodzicach został jedynie brat Julian (ur. 6 lutego 1900r) oraz ich młodszy brat Adam Franciszek ur. 18 czerwca 1902 roku.
Już po jego wyjeździe, 13 października 1907 roku urodziła się jeszcze siostra Helenka, ale wkrótce 18 października 1910 roku zmarła na szkarlatynę, miała zaledwie 3 latka.
W tym samym roku zmarł jego ojciec Józef. Zmarł 8 stycznia 1910 roku, wcześniej niż siostrzyczka Helenka. Mama Marianna wychowywała tylko jedynego syna Juliana, bo Adam Franciszek zmarł, jako 17 letni chłopiec 10 kwietnia 1918 roku. 

Udało mi się odnaleźć wiele ciekawych informacji dot. Michała Feldmana. Z Manifestu okręgowego udostępnionego na ellisisland można odczytać, że Michał do Ameryki płynął statkiem "Finland" z Antwerpii - 27 lutego 1906 roku. Razem z nim płynęli mieszkańcy Kuryłówki – Michał Dutko i Maksym Krupa. Miał przy sobie 16$ i udawał się do swojego przyjaciela Jana Niemczyka do Hartfordu. Niebieskooki blondyn. 




Michał ożenił się z Rosjanką, czy Włoszką. Miał jednego syna, nie wiem jak miał na imię, ale wiem, że wychowywał się u ciotki Antosi Banaś z Horstów. Zmarł podczas operacji.
Przeszukując na Family Search censusy -spis ludności United States Census z 1940 roku odnalazłam Michała Feldmana.
Jak się okazuje, w 1940 roku był już wdowcem, a miał zaledwie 51 lat. Jak wynika ze spisu mieszkał w Nowym Yorku. Był lokatorem u państwa Uretsky, Adres: Assembly District 7, Bronx, Nowy Jork, Bronx, Nowy Jork, Stany Zjednoczone.
****
Henryk Sienkiewicz w książce "Listy z podróży do Ameryki" opisuje losy polskich emigrantów w rozdziale 'Osady polskie w Stanach Zjednoczonych Północnej Ameryki'.
Na okrętach przebiegających przestrzennie między Hamburgiem a New Yorkiem jest miejsce dla najuboższych pasażerów, tak zwane: pod pokładem. Na statkach angielskich i francuskich wygląda ono jako tako, na niemieckich daleko gorzej; w ogóle jest to obszerna, ciemna sala, gdzie światło dzienne dochodzi nie przez oszklone otwory w pokładzie, ale przez zwykłe soczewkowate okienka poumieszczane w bokach statku. Kajut nie ma, łóżka stoją poprzypierane bezpośrednio do ściany, kąt tylko przeznaczony dla kobiet oddzielony jest osobnym parapetem. W czasie wzburzonego morza fale uderzające raz w raz z hukiem w okienka napełniają salę ponurym zielonawym światłem. Do wyziewów kuchennych i ludzkich łączy się tu ostry zapach ropy morskiej, smoły i zmoczonych lin okrętowych. W ogóle jest tam duszno, wilgotno, ciemno. Wieczorami lampy rzucają mdłe światło, szkła i naczynia blaszane, poumieszczane na stołach, dzwonią poruszane kołysaniem się statku, wiązania skrzypią – aż góry dochodzą żałosne nawoływania majtków i ostre głosy świstawek miczmenów. W salach takich jadą emigranci. Na niewielkich statkach, najtańszych ze wszystkich, można za dwadzieścia kilka dolarów dostać się w ten sposób z Hamburga do New Yorku, Bostonu, Baltimore lub innych portów amerykańskich. Ale też nędzny to i męczący sposób podróżowania. Każdemu jednak podróżnikowi polskiemu jadącemu wygodnie pierwszą klasą radzę, żeby przez samą ciekawość zajrzał pod pokład, zwłaszcza wieczorem w czasie burzy, gdy olbrzymie zwały wody przelewają się przez pokład, wicher rzuca okrętem, a powietrze, woda i ciemność zdają się być zmieszane w jeden chaos. Na iluż to statkach, zanim wzrok podróżnego oswoi się z półmrokiem, usłyszy słowa szeptane przez wystraszone głosy i przez pochowane po kątach postacie – słowa w rodzinnej naszej mowie: „Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko!” Na pytanie: – Ludzie, czyście z Polski? – ciemne owe postacie zerwą się jakoby podrzucone tajemną jaką siłą, otoczą ze wszystkich stron podróżnika, a wzruszone i drżące od łez głosy zarzucą go pytaniami: – Panie! wielmożny panie, my z Polski. Czy pan także? Gdy się ich spytać, z których stron, odpowiedź brzmi: – Spod Prusaka, spod Austriaka, spod Moskala. To nasza krew, kość z kości naszych – to nasze Mazury, Wielkopolanie i Ślązacy – jadą... dokąd?... – Do Hameryki! – odpowie Mazur – do Frylandu – objaśnia Ślązak. – A po co? – Szukać chleba i woli, których w domu brakło. Wkrótce jednak zaczną narzekać, bo żal im za swymi strzechami, pod którymi się urodzili. Namówił ich tam taki a taki ajent, któremu kompania płaci procent od każdej ludzkiej sztuki. Ale oni nie wiedzieli, że to tak, że przez takie morza i odmęty trzeba przejeżdżać, że ich tak napakują pod pomost. Przy tym w domu nie wiedzieli także, że się też z nikim nie będzie można rozmówić „po katolicku”. Co się z nimi stanie, nie wiedzą. Są na woli bożej jak owe 246 mewy płynące w powietrzu za okrętem. Wszystko tu dla nich obce, począwszy od spiętrzonych gór wodnych, skończywszy na samym statku, na załodze. Huk śruby i łopotanie nocne żagli targanych wiatrem napełnia ich zabobonnym przestrachem, najwięcej jednak przeraża ich bezmiar oceanu. Nie wiedzą, jak zdać sobie sprawę z tego wszystkiego, co ich otacza. Są pod naciskiem czegoś nieznanego. Jednakże wszystkim tym obcym żywiołom, utrudzeniu, nudzie, pogardliwym żartom, niewygodom, nieznanym wrażeniom, strachom przeciwstawiają swoją niewyczerpaną, bierną, pokorną cierpliwość chłopską i swoją wiarę w tę Marię Częstochowską o ciemnym obliczu, a jasnej koronie, która im wśród tych nocy burzliwych i pustyni wodnej jest gwiazdą przewodnią... Tymczasem upływają dni i noce. Okręt z dziobem zwróconym na zachód wspina się pracowicie z fali na falę i idzie naprzód, aż wreszcie – po kilkunastu lub więcej dniach podróży – poczyna się rysować i jakby wychodzić z wody ziemia, do której dążyli. Brzeg widać i widać coraz wyraźniej. Dom kwarantanny na Sandy Hool wynurza się z fali, dalej widać olbrzymie ujście East River, dalej lasy masztów, nad nimi spiętrzone dachy, kominy fabryczne, wieże, nad tym wszystkim jeszcze kolumny dymów rozwiane w puszyste kiście u szczytów – to New York i jego okolice. Nasi podróżni cisną się na pokład wzruszeni i uradowani. Kto przebył Ocean, łatwo zrozumie ich radość na widok ziemi. A oto wydaje im się, że Bóg zmiłował się już nad nimi jakoby nad jakim taborem błądzącym po pustyni i przeprowadziwszy ich szczęśliwie przez morze, ukazał im ziemię obiecaną. Tymczasem przywykłych do ciszy i jednostajnej pustoszy morskiej otacza gwar i hałas kipiącego życia. Mały statek pilota mknie z chyżością jaskółki po falach i zbliża się do okrętu, za nim drugi z kwarantanny. Śruba poczyna burzyć wodę, popychając okręt to w tył, to naprzód, słychać hurkot rozwijających się sznurów, okrzyki, nawoływania i klątwy majtków; godzina jeszcze; okręt wsuwa się w wąski dok jak w futerał i wyludnia się z pasażerów. Przyjechali. Przez wielki budynek celniczy na tzw. warfach wychodzą na ulicę... I teraz co?... Maciej spogląda na Bartłomieja, Bartłomiej na Franciszka. Co robić? Gdzie się obrócić? Gdzie iść? Okręt wyrzucił ich po prostu na bruk i na tym koniec... Ajent w Hamburgu obiecywał im wprawdzie, że jak przyjadą, będzie ktoś na nich czekał, ale ten „ktoś” istniał tylko w słowach ajenta. Ajent i okręt zrobili swoje. Pierwszy zapakować ich pod pokład, drugi przewiózł ich przez Ocean. Więcej do nich nie należy. Emigranci mogą sobie teraz robić, co im się podoba. Przybyli oto do wielkiego miasta, koło nich wre nieznane życie – lokomotywy świszczą na wysokości drugiego piętra; krzyżują się omnibusy i pojazdy; tłumy ludzi białych i kolorowych latają z gorączkowym pośpiechem na wszystkie strony; ajenci wszelkiego rodzaju wrzeszczą jak opętani, a oni – ci chłopi nasi, wśród tego gwaru, przepychów i świetności czują się jeszcze bardziej samotni i opuszczeni, niż byli na wielkiej pustyni morskiej. I znowu są na woli bożej. Ani zgadują, ile jeszcze muszą przecierpieć, nim trafi się jaki ksiądz polski, który powie im, gdzie się obrócić, gdzie poszukać roboty, gdzie znaleźć kawałek chleba. Przedtem jeszcze chciwi właściciele bording-housów położonych blisko portu wycisną z nich grosz ostatni; jeszcze niemało nacierpią się zimna w obrzydłych suterenach różnych kwater – pierwej jeszcze niejeden pijany Irlandczyk, którego jako prawdziwego znawcę zadziwią tęgie pięści mazurskie, zapragnie spróbować ich siły i popodbija oczy tym biedakom, którzy bronić się nawet nie śmią z obawy, aby nie uderzyć „pana”. Dola ich ciężka, straszna – i kto by odmalował wierny jej obraz, ten by stworzył epos nędzy ludzkiej. O tych dniach bez kawałka chleba, w których głód żelazną ręką targa wnętrzności, o nocach spędzonych w dokach pod odkrytym niebem, o snach przerywanych brzęczeniem moskitów w lecie, poświstem wiatru w zimie – łatwiej jest pisać lub słuchać, niż je odczuć lub przejść samemu... Kto im tam nie robi krzywdy? Kto nie chce. Początkowa ich historia to historia nędzy, tęsknoty, bolesnych zwątpień i poniewierki. Nie myślcie jednak, abym 247 wam kreślił dzieje pojedynczego jakiegoś oddziału wychodźców. Nie! Sto tysięcy blisko chłopów, których ziemia nasza wysłała na drugą stronę Oceanu, przeszło przez takie dantejskie piekło – za życia. Emigracja nasza w Ameryce nie ma żadnego podobieństwa do emigracji zamieszkującej Francję lub Szwajcarię. Ci ostatni – to wychodźcy polityczni, wyrzuceni burzami rewolucyjnymi; w Ameryce nie ma prawie politycznych polskich wychodźców. Przeważnie są to chłopi i robotnicy wychodzący za chlebem. Zrozumiecie więc łatwo, że w kraju zamieszkanym przez ludność bynajmniej nie sentymentalną, ale energiczną, zabiegłą, z którą współzawodnictwo istotnie trudno jest wytrzymać, los tych ludzi, mało oświeconych, nie rozumiejących stosunków tamtejszych, nie znających języka, nie wiedzących, jak sobie dać rady, istotnie musi być opłakanym.
Ameryka, a ściślej mówiąc: Stany Zjednoczone, nie są ziemią niegościnną. Ci szorstcy demokraci Jankesi, wiecznie zajęci businessem, mają w gruncie rzeczy lepsze serca, niż się na pozór wydaje. Jest to kraj prostych ludzi i prostych uczuć. Młody i zdrowy mężczyzna usłyszy tam wprawdzie jedną zawsze odpowiedź: pomagaj sam sobie – i z głodu może umrzeć, jeśli nie potrafi iść za tą radą. Niedołężny za to starzec, kobieta, dziecko doznają tam takiej pomocy, jak nigdzie. W stosunku jednak do emigracji najszczersza pomoc prywatna byłaby niewystarczającą, a wreszcie w tego rodzaju sprawach, jak kwestia pomocy dla wychodztwa, tylko obustronna korzyść może być regulatorem. Otóż, o ile np. napływ Chińczyków jest dla młodej rzeczypospolitej niebezpieczny, o tyle napływ białych korzystny. Biali stają się obywatelami, osiadają na roli, zamieniają pustynie w uprawne łany, zakładają miasta, wytwarzają nowe stosunki handlowe i potężny rozwój ekonomiczny. Interesem więc Unii jest popierać przypływ wychodztwa europejskiego. Tym celem w New Yorku istnieją tak zwane domy dla emigrantów, gdzie każdy przybyły może znaleźć przytułek, pożywienie, naukę angielskiego języka i jakiegoś rzemiosła. Prace dokonywane w takich zakładach przez emigrantów idą na pokrycie kosztów ich utrzymania; po pewnym zaś czasie, gdy wychodźca przygotowany już jest do walki z życiem, opuszcza zakład i poczyna pracować na własną rękę. Ale instytucja ta, dająca chlubne świadectwo rozumowi i sercu Amerykanów, jest wielce niewystarczająca. Naprzód, zakłady nie mogą pomieścić nawet połowy wszystkich potrzebujących przytułku emigrantów, po wtóre, uczą tylko rzemiosł, tymczasem ludność napływowa, np. polska, przeważnie ciśnie się do roli. Przy tym zakład taki jest rodzajem kurateli, jest po prostu domem zarobkowym. Mężczyźni, kobiety i dzieci pracują tam osobno, jak tego sam rodzaj ich zajęć wymaga – rodzina zatem nie może być razem. Dla tych powodów przy znanym wstręcie naszych włościan do podobnych instytucji, jak szpitale, domy zarobkowe itp. mała bardzo ich część z zakładów emigranckich korzysta. Ale głównym powodem jest, że chłopi nasi nic o nich nie wiedzą. Zdarzyło mi się spotykać Polaków zamieszkałych od kilku lat w Stanach Zjednoczonych, którzy o istnieniu working-housów emigracyjnych dowiadywali się po raz pierwszy, gdy z rozmowy wypadło – z moich ust. Domy emigracyjne nie mają, jak łatwo zrozumieć, swoich ajentów na wzór hotelowych, którzy by wyszukiwali w porcie nowo przybyłych. A jednak – czy chłopi nasi nie przywożą do nowej części świata nic, co by mogło zapewnić im spokojne życie i pewny kawałek chleba? Przeciwnie. Przywożą przyzwyczajenie do przestawania na małym, prawdziwie chłopską wytrzymałość, cierpliwość i żelazne zdrowie. Wysileniom i niewygodom, jakim z trudnością opiera się emigrant Niemiec lub Francuz, nasz chłop, przywykły chodzić boso i jadać byle jak, sypiać pod byle czym, opiera się z większą łatwością. On nie rozumie nawet potrzeby rozmaitych wygód, które pierwszy uważa za konieczność życia. Słońce go nie spali, deszcz mu nie zaszkodzi, śniegi i wiatry go nie zmrożą. W zimnym Wisconsinie lub Minnesocie nie dba o zamieć śnieżną, w półzwrotnikowym Teksasie, raz wytrząsłszy się na febrę, pracuje na spiekocie, jak Murzyn. Przy tym robotnik z niego może mniej zręczny od innych, ale wytrwalszy, korny, cichy. 248 II W kraju, gdzie takie przestrzenie, jak Cesarstwo Niemieckie i Francja razem wzięte, stoją jeszcze pustkami; w kraju, którego niezmierne zasoby mineralne i rolnicze czekają tylko rąk ludzkich, gdzie zatem praca jest zarówno cenną jak poszukiwaną, takie przymioty powinny by zapewnić pomyślność naszym osadnikom. Na nieszczęście, jeśli nawet dochodzą do niej – to krzyżową drogą. O ile stany zachodnie, z tamtej strony Missisipi, są jeszcze puste, o tyle nadatlantyckie prawie już przeludnione. Szczególniej można to powiedzieć o stanie New York i mieście tejże nazwy, do którego przybija większa część przewozowych okrętów. Tam nie ma już ani cala kwadratowego nie zajętej ziemi, rąk zaś do pracy prawie za dużo. – Przejeżdżając od Oceanu Atlantyckiego ku Wielkim Jeziorom widziałem naokół siebie kraj uprawny, podzielony na małe po większej części gospodarstwa, czyli tzw. farmy – i zaludniony do tego stopnia, że chwilami zdawało mi się, iż jestem w Belgii lub Anglii. Dotarłszy już nawet do splotu Wielkich Jezior pociąg mija ustawicznie białe domy farmerów, miasta większe i mniejsze, a niekiedy i grody, do stu tysięcy mieszkańców liczące. W miarę posuwania się ku zachodowi ludność rzednieje, ale z wolna miejscami staje się nawet znowu niezmiernie gęsto osiadłą. Granica Dalekiego Zachodu, czyli Far Westu, z każdym rokiem oddala się od Atlantyku. Ohio, Indiana, Illinois z ogromnym Chicago są stanami mocno jeszcze zaludnionymi. Zachodni brzeg Missisipi również już został przekroczony przez pionierów, a ziemie puste, stepowe, dziewicze zaczynają się dopiero na zachodniej Ukrainie Jowy, o kilkanaście dni drogi wozowej od koryta Missouri. Tu dopiero podróżnik, który na próżno dotychczas upatrywał stepów opisywanych przez Coopera, znajduje, czego szukał. Domów przydrożnych nigdzie już nie widać na widnokręgu, a oko gubi się w niezmiernym, bezbrzeżnym stepie, na którym wiatr migoce barwami tysiącznych kwiatów. Łby bawole poprzybijane na stacjach kolejowych i olbrzymie, wypchane, szare niedźwiedzie strzegące drzwi budynków okazują, jacy są mieszkańcy tych przestrzeni. Wszystko tu zdradza krainę pierwotną i dziką. Z okien wagonu można świtaniem dostrzec antylopy skaczące w bujnych trawach lub dzikich czerwonych jeźdźców z piórami pozatykanymi we włosy, harcujących za zwierzyną. Gromady kopców usypanych przez pieski ziemne są jedynymi miastami, przez które przejeżdża się poza Omaha. Jest to prawdziwa pustynia, prawdziwy ocean traw. Upływają dnie i noce, a step nie kończy się, w miarę tylko jak zbliżamy się do Rocky Mountains, czyli Gór Skalistych, wznosi się nieznacznie coraz wyżej i wyżej, tak że stacja Shennan leży już 8242 stóp nad poziom morza, czyli na granicy wiecznych śniegów. Olbrzymie drzewiane galerie pokrywają też drogę w tych miejscach, która inaczej byłaby zasypana śniegami. Ale Góry Skaliste nie są granicą, jeno tylko kością pacierzową pustyni. Gdy pociąg wydostanie się na koniec z tego świata granitów, z tych kanionów, kamiennych gardzieli, urwisk, złamów i przepaści, gdy minie Góry Skaliste i sploty Wasaeru, wjeżdża w pustynię jeszcze dzikszą. Dopiero w Utah trafia na Ogden, większą osadę ludzką, zamieszkaną przez mormonów a leżącą niedaleko ich stolicy Salt Lakę City. Ale Ogden i Salt Lakę City to tylko oazy, reszta zaś kraju pusta. Nigdzie nawet nie zdarzyło mi się widzieć pustyni równie głuchej i jeśli rzec można, równie groźnej w swoim majestacie. Z tamtej strony Gór Skalistych to przynajmniej step szumiący falą traw – z tej strony, aż do Sierra Nevada, to pustynia biblijna, bezpłodna, skalista, na której łysa ziemia poci się solą, a widnokrąg, zamknięty jakoby zwaliskami jakichś murów, przypomina krajobrazy z piekła Danta w ilustracjach Dorego. Te stepy, kaniony, góry i pustynie to tak zwany Far West – Daleki Zachód. Ludność całej środkowej Europy mogłaby się w nim pomieścić, a z jego bogactw rolniczych i mineralnych drugą taką cywilizację można by stworzyć. Ziemia tu niczyja. Ludność rolnicza zaczyna ją zalewać powoli od strony Chicago, ale kto siada na brzegu, ten ma przed sobą zawsze ogromne przestrzenie niezamieszkane. Na owych brzegach też każdy może stać się właścicielem. Ale długo nacierpi się nasz chłop, nim zrozumie radę rzuconą mu na wschodzie od niechcenia: 249 – Go to the Far West. Idź na Daleki Zachód, a znajdziesz ziemię i robotę. Pominąwszy już jednak to, że aby iść na Daleki Zachód, trzeba najprzód wiedzieć, że on istnieje, o czym nowo przybyły nasz chłop nie ma żadnego pojęcia – iść tam niełatwo. Sama podróż koleją z New Yorku do Chicago, choćby emigranckim tylko pociągiem, więcej prawie kosztuje niż z Hamburga do New Yorku. Potem i przybywszy już na ziemie nie zajęte trzebaż mieć pługi, siekiery, kosy, wozy, konie, muły, broń przeciw dzikim zwierzętom, ziarno na zasiew, słowem: cały tabor osadniczy. Tymczasem chłop nasz, z którego ostatni grosz wyciśnięto w New Yorku, albo wcale nie może się na Daleki Zachód wydostać, albo jeśli się wydostanie, wówczas wobec tych pustyni i niebezpieczeństw ujrzy się samotnym i bezbronnym. Historia liści wśród burzy zaczyna przybierać obrót tragiczny. Jednakże pod groźbą głodowej śmierci większość wychodźców musi wydostać się z przeludnionych wybrzeży Atlantyku w głąb kraju. Tam nie tylko o ziemię łatwo, ale i rąk większa potrzeba, więc i praca gotowa. Pochód to jednak krzyżowy. Dziś zapewne jest lepiej nowo przybyłym, niż było dawniej. Dziś wychodzą już w Stanach Zjednoczonych gazety polskie, które o biedzie mogą rozgłosić; istnieją stowarzyszenia zarządzające składki w nagłych wypadkach, ale i dziś, nim słońce zejdzie, rosa częstokroć oczy wyjada, nim zacznie się żyć własnym zapracowanym kawałkiem chleba, długo żyje się boleścią, gorzkimi łzami... i wiele liści burza rozwieje na marne, nim reszta padnie koło jakiego polskiego kościółka na dalekich stepach Wisconsinu, Illinois, Teksasu lub Nebraski.

III 
Wspomniałem, że prawie wszyscy przechodzili przez podobne koleje. Ale w Stanach Zjednoczonych jest przysłowie, że kto do nich przyjedzie, ten pierwszego roku łaje je, w drugim zaczną je poznawać, w trzecim kochać. Prawdę tego przysłowia stwierdziłem poniekąd na sobie samym, o Polakach zaś zamieszkałych już od dawna w Stanach powiem tylko tyle: emigrantowi żyjącemu we Francji lub Szwajcarii można, co się chce, powiedzieć na Francję lub Szwajcarię, ale byłoby niebezpiecznym wobec amerykańskiego osiadłego Polaka mówić źle lub pogardliwie o Stanach Zjednoczonych. Nie przestaje on kochać swojej starej ojczyzny, ale po Polsce kocha najwięcej Stany Zjednoczone. Nie ma w tym nic dziwnego. Polak we Francji pozostanie zawsze emigrantem, ta zaś szeroka ziemia uzna go od razu za swego. Nowo przybyły przychodzi do sędziego stanowego oświadczając mu, iż pragnie zostać obywatelem Unii. Odpowiedź krótka i zawsze jednakowa: All right! Sędzia czyta oświadczenie, na mocy którego nowo przybyły zrzeka się dawnego poddaństwa i przywilejów szlacheckich, jeśli takowe posiada – i wszystko skończone. Od tej pory jest się pod opieką gwiaździstego sztandaru, jest się u siebie; nie w obcym, ale w swoim kraju. Po pięciu latach ma się prawo głosowania, zostania deputowanym, senatorem, ministrem, słowem, posiada się wszystko, co posiada zupełny obywatel Stanów. Wprawdzie ten, kto się nie urodził na amerykańskiej ziemi, nie może zostać prezydentem Unii, wierzajcie mi jednak, że nasz zwyczajny sobie Maciej lub Bartłomiej mało ma do tego pretensji. Zresztą korzysta ze wszystkich praw. Inne ziemie dają tylko przytułek – ta ziemia uznaje za syna i daje prawa. To odwrotna strona medalu, na którego pierwszej odmalowałem nędzę wychodźców. Kto raz tę nędzę przebył, kto po nadludzkich usiłowaniach zdołał się wydostać z przeludnionych miast portowych na farmy lub miasta dalszego Zachodu, temu już dola łatwiejsza. Wielu z nowo przybyłych osiada po miastach, zwłaszcza takich, które dopiero rosną, gdzie zatem budzące się potrzeby ludzkie i powstający z nich przemysł wymaga mnóstwa rąk. Czynią to zwłaszcza ci, którzy w domu już należeli do klasy wyrobniczej. Ponieważ w stanie wspomnianego rozrostu, zatem i potrzeby rąk, znajdowały się aż do ostatnich czasów szczególniej miasta leżące nad splotem Wielkich Jezior: Superior, Michigan, Huron, Erie i Ontario, tam przeto głównie grupują się polscy robotnicy. Pełno też ich w Bufallo, Detroit, Chicago i Milwaukee. Głównym ogniskiem polskim jest Chicago, położone 250 w państwie Illinois, nad olbrzymim jeziorem Michigan. W mieście tym liczącym blisko pół miliona mieszkańców, ma się znajdować około dwadzieścia tysięcy naszych rodaków. Sądząc z przestrzeni miasta, jaką zajmują, a jaką Niemcy tamtejsi zowią szyderczo: Polakei, cyfra ta nie wydaje się przesadzoną. Najwięcej Polaków osiadło nabywszy nieruchome własności przy ulicy Milwaukee Avenue. Gdy w czasie mej podróży przybywszy o świcie do Chicago udałem się do tej części miasta, chwilami wydawało mi się, że jestem w Polsce. Poranne słońce wstając z wód Michiganu, rozświecało nazwiska i napisy polskie na sklepach. Tylko niezmierna, niewidzialna w Europie ilość drutów telegraficznych pouczepianych do słupów lub narożników, a na koniec widok nieprzejrzanego jeziora psuły złudzenie. Tymczasem słońce podnosiło się coraz wyżej. Domy i okna poczynały się otwierać i złudzenie znów wróciło, bo pierwsze słowa, jakie usłyszałem, były wymówione po polsku. Po kilku minutach dalszej drogi ujrzałem kościół Św. Stanisława Kostki, wzniesiony na rogu Noble street i Bradley. Około ósmej rano zaroiły się tłumy dzieci podążając do szkoły położonej przy kościele, a utrzymywanej przez księży. Dziwne wrażenie robił na mnie ich szczebiot, na którym, mimo iż dzieci uczą się w polskiej szkole, nieprzeparty wpływ angielszczyzny odbijał się już wyraźnie. Gdy dzieci nikły we drzwiach szkoły, poszedłem dalej zobaczyć drugi kościół, między Milwaukee Avenue a Division street. Jest to jednak tylko jakoby filia poprzedniego, który coraz wzrastającej liczbie Polaków nie mógł wystarczyć. Na nieszczęście, nową budowę wkrótce zabrano za długi. W przeciwnej stronie miasta, południowo-zachodniej, osiadła także dość znaczna liczba Polaków. Spójnią dla wszystkich są stowarzyszenia polskie, których celem jest dawanie pomocy nowo przybyłym, obrona swych członków przed obcymi wpływami i podtrzymanie ducha narodowego. Jest tych stowarzyszeń dziewięć, ale siedm z nich nosi charakter czysto kościelny. Świeckie noszą nazwy: Gmina Polska i Towarzystwo Kościuszki. Na nieszczęście, wszystkie, razem wzięte, nie idą często zgodnie, w czym pisma tamtejsze polskie: „Gazeta Polska Katolicka” i „Gazeta Polska Chicagowska”, dają im pierwszy przykład, a co w czasie wyborów szkodzi kandydaturom polskim i osłabia wpływ, jaki Polacy w państwie Illinois ze względu na swą liczbę mieć by mogli. Drugim ogniskiem, w którym skupiła się licznie ludność polska, jest Milwaukee w państwie Wisconsin, nad brzegiem jeziora Michigan. Liczba Polaków tu zamieszkałych ma dorównywać tejże w Chicago, w ogóle zaś Polacy tamtejsi, jako dawniej osiedli, lepiej się mają od zamieszkałych w innych miasteczkach. Istnieją tu dwie szkoły: wyższa i elementarna. Stowarzyszenia wszystkie noszą charakter kościelny. W tymże stanie Wisconsin leży Northeim, kolonia wśród ogromnych lasów ledwie cokolwiek przetrzebionych. Ziemia zajęta przez tę kolonię nabyta była bardzo tanio lub zajęta na prawach osadniczych. Później, gdy okolica zaczęła się ożywiać pod względem handlowoprzemysłowym i rolniczym, ceny gruntu podskoczyły nagle w górę, skutkiem czego dawni osiedleńcy znaleźli się w posiadaniu dość znacznych majątków. Ludność chłopska zostaje tu pod zarządem duchownego, który zarazem jest dyrektorem szkoły liczącej 90 słuchaczów. Northeim stanowi jedną parafię z sąsiednią osadą Manitowoc, w którym istnieje kolegium polskie podtrzymywane przez rząd Wisconsinu. W New Yorku ma się znajdować około 8 tysięcy Polaków. Mieli oni tu swój organ, „Kurier Nowojorski”, który niedawno przestał wychodzić. Prócz tego w każdym ze znakomitszych miast mieszka większa lub mniejsza liczba Polaków połączonych to w towarzystwo świeckie, jeśli członkowie stanowią przeważnie tzw. inteligencję, lub kościelno-parafialne, jeśli składają się z włościan i wyrobników. Cytowanie podobnych wielkich miast, każdemu znanych z geografii, uważam za zbyteczne, pozwolę sobie natomiast wymienić wszystkie takie, w których istnieją zupełnie uorganizowane osady i w których ludność polska w stosunku do ogólnej gra jakąkolwiek rolę. Te ostatnie są następujące: Detroit (Mich.), Pittsburg (Pa.), Calomet (Mich.), Lemont (Illin.), Lykens (Pa.), St. Paul (Min.), Shamokin (Pa.). Berca 251 (Oh.), Polonia (Wisc.), North Creek (Wisc.), Piane Creek (Wisc.), Beaverdam (Wisc.), Stevenspoint (Wisc.), Teresa (Wisc.), Nortporth (Wisc.), Oshkosh (Wisc.), Princetown (Wisc.), Greenbay (Wisc.), Kraków (Mo.), Radom (I11.), La Sale (Illin.), Dunkirk (N.Y.), Dellano (Min.), Farribonnd (Min.), Winona (Min.), Shenahdoah (Pa.), Nauticoce (Pa.), Toledo (Oh.), Cleveland (Oh.), Cedar Rapids (Mich.), Bay City (Mich.), Jeffersonville (Indiana pod księdzem Moczygębą), Otis (Ind.), Lanesville (Ind.), Panna Maria(Teks.), San Antonio (Teks.), Cottage Hill (Teks.) Mulberry (Teks.), Bluff (Teks.), Bandera (Teks.), Platonia (Teks.), Planiersville (Teks.), a na koniec dwie jeszcze, świeżo założone: Waren Hoino w Arkansas i Nowy Poznań w Nebrasce. W niektórych z tych miast i miasteczek żyją Polacy we wspólnej organizacji z Czechami (Lemont I11.), w innych nawet z Irlandczykami (Calomet, Mich.). Czysto polskie osady są Radom w Illinois, Kraków w Missouri, Polonia w Wisconsin i Panna Maria w Teksas. Są to większe lub mniejsze miasteczka rolnicze mające po kilkaset rodzin, szkoły, kościoły i własny samorząd, na podobieństwo wszelkich innych gmin amerykańskich. Charakter ich w ogóle jest do tego stopnia polski, że prawie w niczym nie różnią się od leżących w Polsce. Trafiają się tam nawet i Żydzi, lubo nie w takiej ilości jak u nas, albowiem bardziej ich nęcą wielkie rynki handlowe. Żydzi polscy, których w Ameryce spotkałem, byli to w ogóle ludzie dostatni. We wszystkich większych miastach jest ich mnóstwo, w ogóle zaś dochodzą do majątków. Amerykanie, dawno już osiedli, nazywają greenhornami (nowicjuszami) świeżo przybyłych i zwykle wyzyskują ich na każdym kroku, tymczasem nasz polski Żyd, dzięki wrodzonemu sprytowi do interesów i rzutkości, przybywszy do New Yorku np. w niedzielę, w poniedziałek zaczyna zaraz handelek, a we wtorek zdarza mu się wyprowadzić już w pole najbardziej szczwanego Amerykanina, jeżeli tenże chciał go oszukać. Trafia tu kosa na kamień, stąd też nazwa Polish Jew (polski Żyd), budzi w spekulantach amerykańskich dość uzasadnioną obawę. Żydom naszym z powodu ich sprytu, znajomości języka niemieckiego i ruchliwości handlowej wcale nieźle się dzieje w Stanach Zjednoczonych i wcale nie przechodzą przez takie cierpienia, jak np. chłopi. W nowoodkrytych kopalniach, gdzie ludność awanturnicza szybko poczyna się gromadzić, gdzie panuje jeszcze nóż, rewolwer lub straszliwe prawo lynch, gdzie kupiec amerykański niechętnie się udaje z obawy niebezpieczeństwa dla towaru i życia, pierwsze sklepy otwierają zwykle Żydzi nasi. Grzecznością, dobrym słowem, a przede wszystkim kredytem ujmują oni sobie zwykle najgroźniejszych awanturników lub regulatorów25, a zjednawszy raz dla siebie ich rewolwery, handlują już pod ich opieką bezpiecznie. Zyski za to w takich miejscowościach, gdzie górnik zamiast pieniędzmi płaci na oko proszkiem złotym, są ogromne. Widziałem istniejące w tych warunkach sklepy naszych Żydów w Dedwood (Wyoming), w Darwin (Kalifornia), Virginia City (Nevada). Właściciele ich w ciągu kilku może lat staną się milionerami. W ogóle, gdy rozważę położenie ludności żydowskiej w Stanach Zjednoczonych, dochodzę do wniosku, że o ile emigracja chłopska jest i dla kraju i dla samychże chłopów niebezpieczna, o tyle wychodztwo Żydów jest rzeczą dla nich korzystną. W naszych miasteczkach istnieją setki rodzin żydowskich nie mających z czego żyć i trudniących się tylko szkodliwym, nieprodukcyjnym pośrednictwem, tam zaś, gdzie z gołymi rękami, byle z obrotną głową, można dojść do majątku, gdzie wiele gałęzi handlowych nie zdołano jeszcze rozwinąć, otworzyłoby się dla nich szerokie pole dobrobytu i zysków. Nie mogę jednak zatrzymywać się nad tym przedmiotem dłużej i wracam do osad polskich. Wspomniałem, że Radom, Panna Maria itp. nie są miasteczkami ściśle handlowymi. Mieszkańcy ich zajmują się przeważnie hodowlą bydła i uprawą roli. W Illinois, Wisconsin i w Indianie – sadzą kartofle i sieją pszenicę jak w Polsce, w gorącym Teksasie – kukurydzę lub nawet bawełnę. Stan ich, daleki od dostatków i w ogóle dość mierny, zaspokaja jednak ich potrzeby, a dochody wystarczają na wznoszenie kościołów, zakładanie szkół i opędzanie wy- 25 Tak nazywają wykonawców prawa lynch. 252 datków gminnych. Dawniejsi osiedleńcy, jeśli są ludźmi rządnymi, żyją nawet we względnym dobrobycie. Najłatwiej do pewnej zamożności dochodzą ludzie żonaci, a zwłaszcza mający dużo dzieci, albowiem w Stanach Zjednoczonych, gdzie praca drogo kosztuje, dzieci, byle trochę podrosły, są prawdziwym dobrodziejstwem dla osadnika. W miastach znaczną część ludności polskiej stanowią robotnicy żyjący z zarobku dziennego po fabrykach. Są oni znacznie ubożsi od robotników amerykańskich, niemieckich, angielskich lub szkockich. Jednakże, gdy interesa w całych Stanach idą dobrze, żyją oni lepiej, niż żyli w Polsce, a oszczędniejsi dochodzą nawet do spokojnego kawałka chleba. W wielu pomieszkaniach tamtejszych polskich robotników widziałem podłogi pokryte całkowicie, wedle zwyczaju amerykańskiego, dywanami; w tak zwanym „parlorze”, czyli bawialni, nie brakło krzeseł na biegunach, na obiad zaś podawano bifsztyk i porter albo mięsne puddingi. Zastrzegam jednak zawsze, że piszę o tych tylko, którzy mieli dość zdrowia i hartu duszy, by przetrzymać nędzę początkową. Z drugiej strony, i ci nawet, szczęśliwi, w chwilach zastoju handlowego lub bankructw fabrycznych tracą robotę i wpadają w bardzo trudne położenie. Sprowadza to częstokroć nowe wychodztwa w okolice, w których business idzie lepiej, albo przenoszenie się ludności miejskiej na osady rolnicze. Za czasu mej bytności powstały w ten sposób dwie nowe kolonie polskie: Nowy Poznań w Nebrasce i Waren Hoino w Arkansas. Temu ostatniemu jednak, założonemu w złych warunkach, nie przepowiadano długiej przyszłości. Z tego, com dotąd powiedział, widzimy, że Polacy żyją rozproszeni w całych Stanach, od Oceanu Atlantyckiego do Spokojnego i od Zatoki Meksykańskiej aż po Rzekę Św. Wawrzyńca, czyli na przestrzeniach tak rozległych, jak cała Europa. Spójnię dla wszystkich stanowią stowarzyszenia znoszące się wzajemnie, pisma periodyczne, których niedawno wychodziło cztery, obecnie zaś trzy26 wychodzi w Chicago – i wydawnictwa puszczane w świat przez księgarnie polskie założone w Chicago, Milwaukee i Detroit. Główną jednak siłą podtrzymującą jaką taką jedność moralną jest Kościół i przewodniczący polscy księża. Kościół grupuje wokół siebie przewodniczących robotników lub chłopów i wytwarza coraz nowe parafie; ksiądz żeni, chrzci, grzebie, a przede wszystkim uczy. Duchownemu nie tylko przynosi to dochody, ale daje mu wpływ polityczny, on bowiem rozporządza głosami swoich owieczek. Taki stan rzeczy może się komuś nie podobać, co mu jednak nie przeszkadza istnieć. Być może nawet, że przewaga wpływu czysto kościelnego sprowadza pewną wyłączność i zacieśnienie granic polsko-amerykańskiej gminy, usuwa bowiem np. protestantów, których wielu znajduje się między Ślązakami lub Mazurami pruskimi. Z drugiej strony jednak, należy wyznać, że ogół ludności skupia, wytwarza z niego społeczne jednostki, nie daje mu rozpraszać się i ginąć marnie między obcymi żywiołami, a na koniec staje się wyłączną opieką dla takich nowo przybyłych, których losy skreśliłem na początku niniejszego szkicu. 26 „Gazeta Polska Katolicka” pod redaktorem Barzyńskim, „Gazeta Polska Chicagowska” pod Dyniewiczem i „Orzeł Polski”.

Linki:

czwartek, 6 września 2018

Stanisław Stankiewicz- poszukiwania genealogiczne

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2006 roku, zadzwonił do mnie pan Stanisław Stankiewicz i zaoferował mi przekazanie materiałów dotyczących poszukiwania Stankiewiczów. Swoje poszukiwania, które prowadził przez wiele lat w Bibliotece Jagiellońskiej, w archiwum na Wawelu, jak również w archiwum Urzędu Parafialnego w Dynowie dotyczyły zarówno przywódców Litwy przed Gedyminem, jak i pochodzących od Gedymina (Jagiellonowie) oraz dotyczyły nazwiska Stankiewicz tak na Litwie, jak i w Dynowie do 1829 roku.

Nie chciałabym zmieniać treści przekazanych mi materiałów. Oto treść:

Pan Stanisław Stankiewicz sporządził zestawienie Stankiewiczów urodzonych w Dynowie od 1820 do 1925 roku (razem ca 400 osób) oraz tych, którzy wyjechali do USA w okresie 1905- 1913 (10 osób).

Brak Ksiąg Urodzeń sprzed 1775 r., jakie zabrali Sowieci z archiwum Diecezji w Przemyślu w 1940 r uniemożliwia dokładne ustalenie imion przodków Stankiewiczów i dot. ich przybycia po Potopie Szwedzkim w 1655 r do województwa ruskiego, w tym i do Dynowa.

Pewne książki i dokumenty zawierające wzmiankę o Stankiewiczu zostały wywiezione z księgarni ze Lwowa nawet do Izraela o czym mowa niżej.

Autorzy opracowania pt. "Studium z Dziejów Miasta Dynowa" wydanego drukiem w 1995 r korzystali m. in. z ksiąg miasta Dynowa od 1691 do 1797 r znajdujących się we Lwowie w Centralnym Archiwum Historycznym.

Kilka lat później jeden ze współautorów w/ wymienionego opracowania przywiózł ze Lwowa do Urzędu Miasta Dynowa mikrofilm z Księgi Rady miasta Dynowa tylko za okres od 1727 r do 1797 r. Natomiast Księgi Rady miasta Dynowa za okres od 1691 r do 1726 r. archiwiści Centralnego Archiwum Historycznego we Lwowie nie mogli odszukać.

Z dostępnych materiałów wynika, że miastem Dynowa i dobrami koło Dynowa po Potopie Szwedzkim rządzili Krasiccy, a szczególnie Jerzy Krasicki Stolnik Przemyski, który umierając w 1686 roku zapisał dobra koło Dynowa swojej żonie Ks. Teofili Czartoryskiej, która następnie wyszła za Ks. Grzegorza A. Ogińskiego Wielkiego Hetmana Litewskiego.

Ks. Grzegorz A. Ogiński wydał w 1691 roku zarządzenie porządkowe i przywileje dla miasta Dynowa i rządził miastem i dobrami koło Dynowa aż do śmierci w 1709 roku. Kopie w/w zarządzeń i przywilejów w języku polskim znajdowały się w księdze, z której zrobiono mikrofilm dla Dynowa, a pisane po łacinie w archiwum na Wawelu.

Krasiccy i Ogińscy byli inicjatorami odbudowy i zaludnienia terenów zniszczonych i wyludnionych przez wojska węgierskie Jerzego Rakoczego w 1657 roku.

Wydaje mi się, że w kronikach miasta Przemyśla lub innych miast dawnego województwa ruskiego mogą być jakieś informacje dotyczące imion i nazwisk przesiedleńców z Litwy, w tym i o Stankiewiczów.


Władcy Litwy przed Gedyminem.

Na podstawie "Historii Litwy" prof. Jerzego Ochmańskiego. Wydanie - Ossolineum z lat 1982 i 1990.

1. Na przełomie XII i XIII wieku Litwa wkroczyła w okres tworzenia państwa w drodze łączenia poszczególnych plemion w jeden związek plemienny. Związkowi plemiennemu przewodziła nieliczna grupa starszych kunigasów (książąt) plemiennych. Spośród tych rodów na przełomie XII i XIII wieku wybili się Ryngołdowicze.

Przodek ich zmarły przed 1219 rokiem zwany Ryngołdem miał synów:

- starszego Dowsprunka (który ma być podobno przodkiem Piłsudskich, o czym mowa ma 1 stronie książki Woyszwiłły pt. "Józef Piłsudski - Życie, Idee i Czyny" z 1937 roku

- młodszego Mendoga

2. Po śmierci Dowsprunka przywództwo nad Związkiem Plemiennym objął Mendog, który żył od 1200- 1263. Mendog zjednoczył ziemie Litwy i koronowany w 1253 r. za zgodą papieża Innocentego IV był I i jedynym królem Litwy. Mendog został zamordowany przez Ks. Dowmunta z Nalszczan w 1963 roku.

3. Po śmierci Mendoga władzę na Litwie zagarnął Ks. Treniota, który rządził przez rok i w 1264 roku zginął z rąk ludzi Mendoga, którzy pomścili na nim śmierć Mendoga. Ks. Treniota był jednym z uczestników spisku przeciw Mendogowi.

4. Syn Mendoga Ks. Wojsiek ur. w 1230 r pozyskawszy pomoc ruską objął w 1265 roku władzę na Litwie i wypędził zabójcę swego ojca Ks. Dowmunta, który uciekł aż do Pskowa. Ks. Wojsiek rządził Litwą przez 3 lata, tj. do 1267 roku, gdy na zjeździe ugodowym został z nienacka napadnięty i zabity przez Ks. Lwa Halickiego.

5. Po śmierci Ks. Wojsieka usiłował rządzić Litwą zięć Mendoga Ks. Chełmski Szwarno Daniłowicz, lecz w 1268 r. wystąpili przeciw niemu Kunigasi (Książęta) Litewscy z Ks. Trojdenem na czele.

6. Ks. Szwarno został wypędzony i w latach 1269/70 Trojden utwierdził się na tronie litewskim rządząc Litwą przez następne 12 lat.

7. Po zgonie Trojdena od przełomu lat 1281 /82 Litwą rządził nieznany bliżej Dowmunt, który zginął w czasie wyprawy na Ruś w 1285 r. Następnie Litwą rządzili Budikid i Budiwid. Budiwid zwany Pukuwerem rządził Litwą w latach 1292-1294.

8. W latach 1295-1315 Litwą rządził syn Budiwida-Pukuwera-Ks. Witenes.

9. Następcą Ks. Witenesa był jego brat Ks. Gedymin (Gedyminas) ur. 1275 r., który rzadził Litwą od 1316 r. do 1341 r. Ks. Gedymin był dziadkiem Wielkiego Księcia Litwy Witolda oraz Króla Polski Władysława Jagiełły.

wtorek, 15 maja 2018

Cmentarz ewangelicki w Baranówce (Hirschbach)

Trwają prace porządkowe dawnego ewangelickiego cmentarza w Baranówce koło Nowej Sarzyny. Pochowani tu są niemieccy osadnicy, którzy z początkiem XIX wieku w ramach kolonizacji józefińskiej przybyli w te okolice i założyli niemiecką osadę Hirschbach. 
Początkowo było to zaledwie siedmiu kolonistów, wkrótce pojawiło się więcej osób. 
Wg. Józefa Półćwiartka - "Dzieje Leżajska":
"W 1847 roku znane są następujące nazwiska osadników niemieckich w Hirschbach: Wilhelm Neu (nr l), Matius Neu (nr 2), Herman Witwe (nr 3), Michael Wagner (nr 4), Nicolaus Franz (nr 5), Jakob Herman (nr 6), Adam Engelberg (nr 7). Wnet kolonia rozrosła się nieco i pojawiły się w niej nowe nazwiska, jak: Nehr, Biembach, Engelman, Waldeck, Schober, Henn, Schmidt".
W 2006 roku 16 sierpnia miałam okazję spotkać się z Kathleen Campbell Clement.  Katlhleen przyjechała specjalnie do Polski z Norwalk w stanie Connecticut, w poszukiwaniu korzeni. Interesowały ją nazwiska Wagner, Franz, Engelman, Henn, Schmidt pochodzący i z Hirschbach i z Kőnigsberg (to kolejna kolonia niemiecka zlokalizowana jakieś 10 km od Woli Zarczyckiej, na obszarze byłego folwarku wójtowskiego. 
                               Pisałam o ty na blogu >> Genealogiczny Relax
Pojechałam wówczas z Kathleen do Baranówki (Hirschabach). Z pomocą przypadkowo napotkanych mieszkańców Baranówki udało nam się jedynie ustalić, gdzie kiedyś stał kościół ewangelicki. Mieszkańców o takich nazwiskach już nie ma we wsi. Osiemdziesięcioparoletnia staruszka opowiedziała nam trochę historii wioski, będącej kiedyś niemiecką kolonią. Przed laty kupiła plac po kolonistach, dostała też we władanie stary, poniemiecki cmentarz. Kazano jej wówczas wyciąć na nim drzewa, a cmentarz doprowadzić do stanu używalności na własne potrzeby. A że cmentarz był dla niej świętością, postanowiła pozostawić go w stanie nienaruszonym.

Cmentarz, który cmentarz funkcjonował w latach 1820 - 1939 był zarośnięty, zaniedbany. Kiedyś znajdowały się na nim piękne grobowce, ale mieszkańcy wsi rozgrabili kamienne lub granitowe tablice. Pośród wysokich drzew zostały tylko gdzieniegdzie zarośnięte dołki po grobach.
Gdzieniegdzie na zarośniętym cmentarzu rosły dorodne grzyby. Znalazłam tam kilka okazałych podgrzybków.
Amerykanka Kathleen wzięła na pamiątkę 2 kawałki znalezionych odłamków kamieni, pozostałości po grobach, jeden dla siebie, drugi dla kuzyna, który tak samo jak ona jest zapalonym genealogiem w Stanach. Wzięła też garść ziemi z cmentarza, zrobiła kilka zdjęć.

W kwietniu spotkałam się z Januszem Motyką, znanym regionalistą, pasjonatem historii. Podczas kilkugodzinnej rozmowy Janusz opowiedział mi, że wiosną tego roku podjęto w czynie społecznym prace porządkowe cmentarza ewangelickiego w Baranówce (Hirschbach)

W prace zaangażowali się mieszkańcy wsi, sołtys Jelnej - Michał Zawadzki, sołtys Łukowej - Edward Baj, strażacy, burmistrz Nowej Sarzyny - Andrzej Rychel, a nawet księża.
Podobno w okresie Wszystkich Świętych pojawiają się na cmentarzu samochody z niemieckimi rejestracjami. Po ich pasażerach pozostają zapalone znicze.

- Na cmentarzu zostanie umieszczony pomnik z kamienną tablicą informacyjną o nekropolii oraz o tym, że jej odnowę wykonali mieszkańcy Jelnej, Łukowej i Nowej Sarzyny. Są szanse, że uda się ustalić nazwiska części pochowanych tutaj osób, a także dotrzeć do ich żyjących potomków - mówi pan Janusz Motyka. 


W znajdującej się w gminie Nowa Sarzynie wsi Wola Zarczyczka (przed wojną Kőnigsberg), na podobnym cmentarzu, potomkowie niemieckich osadników ufundowali lapidarium. Prace przeprowadziła firma firma kamieniarska z Górna. 

Linki:
Genealogiczny Relax
Nowiny24 - W Jelnej koło Nowej Sarzyny społecznicy odnawiają zaniedbany, stary poniemiecki cmentarz protestancki

wtorek, 8 maja 2018

Harlender Jan (1887-1939)

Na Starym Cmentarzu w Jarosławiu znalazłam 2 groby rodziny Harlenderów. 
Jan Harlender (ur. 1887 w Jarosławiu, zm. 9 września 1939 w Jarosławiu, w wieku 52 lat) – prawnik, sekretarz zarządu miasta Jarosławia. Urodził się w 1887 w Jarosławiu, w rodzinie mieszczańskiej. Absolwent Gimnazjum I w Jarosławiu. Współredagował Księgę Pamiątkową poświęconą Zjazdowi Jubileuszowemu z okazji 50-lecia Gimnazjum I w Jarosławiu. Rok 1934
Po ukończeniu gimnazjum studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim. W latach 1916–1921 odbywał służbę wojskową przy sądzie wojskowym. Szeregi wojska opuścił w stopniu porucznika. Działacz Towarzystwa Szkoły Ludowej (TSL), członek ,,Zarzewia” i drużyn strzeleckich. W latach 1921–1923 i 1924–1939 pełnił funkcję sekretarza Magistratu i Rady Miejskiej. Po powstaniu muzeum 13 grudnia 1925, jako jego dyrektor, dokonał wszelkich starań dla powiększenia jego skromnych początkowo zbiorów. Był (w 1935) jednym z trzech założycieli Stowarzyszenia Miłośników Dawnego Jarosławia, którego został pierwszym sekretarzem. Był też inicjatorem powstania biblioteki miejskiej. Tworzył też prasę lokalną. Odznaczony został Medalem Niepodległości. Przed II wojną światową przy pomocy Kazimierza Gottfrieda w obawie o losy archiwum przeniósł je do piwnic klasztoru o.o. reformatów; zbiory zmagazynowano w Sali lustrzanej.
Zmarł na atak serca 8 września 1939 w Jarosławiu. Autor prac o historii Jarosławia. (źródło: Wikipedia). 

Mieszkał w Jarosławiu na ul. Boczna na Blichu 7. Decyzją Rady Miasta Jarosławia z 13 marca 1992 zmieniono nazwę ulicy, na ul. Jana Harlendera.
Razem z Janem pochowany jest Bohdan Harlender, z tablicy nagrobnej możemy odczytać, że urodził się w 1920 roku, st. praw. UJK, zm. 24 lutego 1944 roku. Syn?
Obok grobu Jana Harlendera znajduje się drugi grób, w którym pochowani są: Waleria Harlender (* października 1890 - zm. 2 listopada 1981) oraz Witold Harlender (*16 stycznia 1918 - zm. 1945, zaginął).


Interesują mnie osoby o tym nazwisku, bowiem w mojej tablicy pokrewieństw umieściłam Stanisław Harlőnder s. Franciszka i Anny Stachowicz, który poślubił Mariannę Hausner c. Jana i Katarzyny z Beigertów. Panna młoda urodziła się 16 października 1840 roku w Dornbach par. Tarnawiec. Ślub ze Stanisławem Harlőnderem odbył się 30 stycznia 1866, też w Dornbach. 
Z tego związku, jak udało mi się ustalić urodziło się 3 córki - Karolina, Zuzanna i Anna oraz syn Jan Harlőnder
Anna Harlőnder była matką znanego malarza, rysownika, scenografa, jednego z najwybitniejszych współczesnych malarzy ikon i cerkiewnych polichromii - Jerzego Nowosielskiego. >> Grobowiec Nowosielskich - Cmentarz Rakowicki

Linki:
Babcia Jerzego Nowosielskiego pochodziła z Tarnawca

niedziela, 6 maja 2018

73. rocznica Bitwy pod Kuryłówką. Uroczystości 6 maja 2018

6 maja 2018 o godz. 16 rozpoczęły się w Kuryłówce uroczystości związane z Bitwą pod Kuryłówką. W 1945 roku pod Kuryłówką stoczono jedną z największych bitew, jakie żołnierze polskiego podziemia antykomunistycznego stoczyli z Sowietami na ziemiach polskich. Zwycięskich bitew.
W Kościele pw. św. Józefa w Kuryłówce odbyła się Msza św., którą celebrował abp Adam Szal Metropolita Przemyski, proboszcz leżajskiej Fary - Marek Cisek; z udziałem pocztów sztandarowych, licznych grup rekonstrukcyjnych. 
W tym roku to już czwarta taka uroczystość. W centrum Kuryłówki został odsłonięty i poświęcony pomnik upamiętniający Bitwę pod Kuryłówką i tragiczne wydarzenia ofiar akcji w dniach 6-8 maja 1945 roku.

Przez 70 lat od zakończenia wojny była cisza na temat tragedii mieszkańców Kuryłówki. Od 2015 roku odbywają się z tej okazji uroczystości patriotyczne, od trzech lat w Polsce się o tym mówi, odbywają się konferencje naukowe z udziałem IPN oraz msze św. w intencji poległych i zmarłych żołnierzy oraz cywilnych ofiar mieszkańców Kuryłówki. 
Na uroczystości od czterech lat przyjeżdżają przedstawiciele ŚZŻ AK w Stalowej Woli i tradycyjnie już składają wiązanki kwiatów pod pomnikiem Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka". Warto wspomnieć, że autorem pomnika jest Andrzej Pityński, który jest również autorem monumentu "Pomnik Katyński" nad rzeką Hudson na przeciw Manhattanu w Jersey City. Głośno ostatnio o skandalicznej decyzji burmistrza miasta, który zamierza usunąć Pomnik Katyński. 




Zaproszeni goście złożyli również wiązankę kwiatów na grobie  Janiny Oleszkiewicz-Przysiężniak ps Jaga, zamordowanej przez NKWD 30 marca 1945 roku.














Fot. Tadeusz Puchalski, Władysław Baj, Wioletta Gut-Siudak, Anna Ordyczyńska
Fot. Tadeusz Puchalski, Władysław Baj, Wioletta Gut-Siudak, Anna Małek-Szlufik

Po oficjalnych uroczystościach uczestnicy uroczystości zostali zaproszeni na tradycyjną grochówkę przygotowaną przez członków OSP w Kuryłówce. Była okazja do wspomnień o historycznych wydarzeniach.




Pod pomnikiem delegacje złożyły wieńce m. in poseł na Sejm RP - Jerzy Paul, Związek Narodowych Sił Zbrojnych Koło Podkarpackie - Piotr Boruta, ŚZŻAK Koło Obwodu Nisko-Stalowa Wola -Zbigniew Markut, IPN O/Rzeszów -Grzegorz Leszczyński i in. 

 

 afisz
****


***

Zobacz też: 
Bitwa pod Kuryłówką 6-8 maja 1945

Popularne posty

Etykiety

1 listopada 2016 (1) 71 rocznica bitwy pod Kuryłówką (1) 72 rocznica bitwy pod Kuryłówką (1) 73. rocznica Bitwy pod Kuryłówką (1) 8 maja 1945 (2) AGAD (22) AGAD< Seidler (1) AK (2) album rodzinny (1) Aleksander Bilski (1) Alfred Mogiła Stankiewicz (1) Alfredówka (1) Almanach (1) Amberg (1) Anders (1) Andres (3) anegdoty rodzinne (1) Antek Wichura (1) Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy (5) Antonówka (1) AP Przemyśl (1) apelatywy (1) Arbeitsamt (2) archeologia (1) Archiwum Akt Nowych (1) Archiwum Główne Akt Dawnych (1) Archiwum Państwowe (1) Archiwum Państwowe w Rzeszowie (1) arcybiskup Wiednia Christoph von Schönborn (1) Argasiński (1) Art (1) artystka z Brzyskiej Woli (1) Ashner (1) Asner (1) Aszner (1) austriackie korzenie (1) Babcia Kasia (1) Babijczuk (1) Baczyński (1) Bal (1) Banas Wanda (1) Banaś (1) Banaś Józef (1) Baran (1) Baranów Sandomierski (1) Baranówka (2) Bartłomiej Brodziak (1) Bartoszewski (1) Baumann (1) Bawaria (5) Bazylika OO Bernardynów (1) Bąkowice (1) Beigert (10) Beigert Maciej (1) Bereza Tomasz (1) Berghaus Krakau (1) Berntsson (1) Betlejemka (1) Biblioteka Publiczna (1) Bielsko-Biała (1) Bieszczady (3) Bihar (1) Bilger (3) Biłgoraj (1) Biogramy (22) Biszcza (1) Bitwa pod Kuryłówką (4) Blaschke (2) Blog Roku 2011 (1) Blog Roku 2012 (1) Blog Roku 2015 (1) Bloomfield (1) Bochdan (1) Bochdan Hipolit (1) Bogacz Grażyna (1) Bogna Bender-Motyka (1) Bohemia (1) Bohorodczany (3) Bojarska Krzysztanowicz Jadwiga Wanda (1) Bończa (4) Borek Franciszek (1) Borek Stanisława (1) Borowa (1) Borszowska (1) Bój o Kuryłówkę (1) Bractwo Kurkowe (1) Bridgepoint (1) Bruckenthal (1) Brundorf (1) Brygidki (1) Brzeziński (1) Brzuszkiewicz (1) Brzyska Wola (3) Buczacz (2) Budapeszt (1) Buderaż (1) Buniowski ks. Michał (1) Bychawa (2) Bychawka (3) cadyk (1) CAW (1) Census (1) Census of the United States (1) Centralne Archiwum Wojskowe (2) cerkiew w Kuryłówce (1) Chałupki Piskorowickie (1) Chawa (1) Chłodnicki (1) cholera (1) Christoph von Schönborn (1) Chudy (1) Chyrów (1) Cieczkiewicz (1) Cielenkiewicz (1) Cieplice (1) Cieślikowa (1) Ciryt Rafał (1) Cisna (5) ck armia (2) CK Sąd Powiatowy (1) Cmentarz (2) cmentarz ewangelicki (1) cmentarz greckokatolicki w Kuryłówce (1) Cmentarz Łyczakowski (2) Cmentarz Na Pęksowym Brzyzku (1) Cmentarz Orląt Lwowskich (1) Cmentarz Rakowicki (2) Cmentarz Stary w Jarosławiu (1) Cmentarz w Kuryłówce (3) Connecticut (1) Czabański (1) Czapla (1) Czapliński (1) Czarnota (1) Czeremuszna (1) Czernichowce (1) czerwonka (1) Czułyma (1) Czupik (1) Ćwikła (8) Ćwikła Franciszek (1) Ćwikła Jan (1) Ćwikła Julian (1) Ćwikła Ryszard (1) Ćwikła Stanisław (1) Ćwikła Stanisław (1908-1985) (1) Dąbek Przemysław (1) Dąbrowski Florian (1) Dąbrowski Walerian (1) Dąmbska (1) de Pourbaix (1) Dec (1) Diakiewicz (3) Diakiewicz Stanisław (1) Dick (1) Dobrzański (1) Dolny (1) Dornbach (7) Dreyseitel (1) Drohobycz (1) drużyny strzeleckie (1) Drzewo genealogiczne (24) duchowni (1) Dück (1) Dworaczek (1) Dynów (1) dyzenteria (1) Dziewczyny wyklęte (2) Dziki Franciszek (1) Dzików (3) Eger (1) Ehresmann (1) Eidschun Connie (1) Ejczun (1) Elimelech Weissblum (1) Ellis Island (1) Ellisisland (5) emigracja (2) Emil Kostek ps Maciek (1) Epidemia cholery (4) epoka brązu (1) epoka żelaza (1) Etymologia nazwisk (2) Eustachiewicz (1) Family Search (7) Federkiewicz (1) Fehlbach (2) Feldman (19) Feldman Franciszka (3) Feldman Jadwiga (1) Feldman Jan (1) Feldman Janina (5) Feldman Józef (1) Feldman Julian (5) Feldmann Johan (1) Firstenhof (2) Fischer (2) Florczak Marek (1) Franciszek Przysiężniak (2) Franz (1) Fredro (2) Fredro Aleksander (1) Freifeld (1) Fruzińska (2) Gala Twórców (1) gaz musztardowy (1) Gazetka Rodzinna (1) Gdula (1) Gdula Atanazy (1) Gdula Stanisław Jerzy (1935-2011) (1) Gedroyc (5) gen. Anders (1) Genealogia (44) Genealogiczny Relax (1) Genebase (1) Genek Kwieciński (1) genogram (1) Genpol (1) Giedroyć (1) Gillershof (4) Gimnazjum oo. Jezuitów (1) Gliniany (2) Gnädinger (1) Gnändiger (1) Goetz (1) GOK Kuryłówka (2) Gołębiowska (1) Gołkowice (1) Gorylewicz (1) Gottlieb Rit (1) Graba (1) Graczyk (1) grekokatolicy (1) Grekowicz (1) Griner (1) Groll (2) Grossman (1) Grottger Artur (1) Gródek Jagielloński (2) Gruntowicz (1) Gryger (1) Guguł (1) Gyjakiewicz (1) h. Zaremba (1) Halesiak (2) Halik Rafał (1) Harlender (1) Harlender Jan (1887-1939) (1) Hartford (2) Hartleb (4) Haszto (1) Hausner (14) Hausner Artur Walenty (2) Hausner Jerzy Artur (1) Hausner Karol Aleksander (1) Hausner Ryszard (1) Hausner Stefan (1) Hausner Włodzimierz Karol (1) Hausner Zbigniew Henryk (1) Hektor (1) Herman (1) Hibsch (1) Hirschbach (2) Historia (3) Hitler (1) Hofman (1) Honoriusz Stankiewicz (1) Hornung (1) Horodenka (1) Horscht (1) Horst (4) Hryniszyn (1) Huber (1) Hütter (2) I wojna światowa (9) I wojna światowa nad Sanem (1) I WW (4) II wojna Światowa (11) III Rzesza (3) IIWW (1) Imieniny Antoniego Stankiewicz Antoni (1) Ingram (1) Internet (2) IPN (1) Iwaszek Agnieszka (1) IWW (1) Jadwiga Berntsson odeszła (1) Jaga (4) Jagiełła (1) Jamroży (1) Janina Oleszkiewicz (1) Janina Oleszkiewicz Przysiężniak (7) Janów Lubelski (1) Januszewski (1) Jarosław (9) Jasiński (1) Jelna (1) Jose (1) Josefinendorf Józefówka (2) Józefówka (3) Junosza (1) Kacprzak (1) Kaczmarski Krzysztof (1) Kahl (1) Kahlówka (4) Kahlówka 2015 (1) Kahlówka 2017 (1) Kalatówki (2) Kalimon Władysław (1) Kałmuk (3) Kapral (2) Kapral Zofia (1) kardynał Schönborn (1) Karolówka (1) Karwan (1) Karwan Konstanty (1896 - 1962) (1) Kasprowy Wierch (1) Kathleen Campbell Clement (2) Katyń (2) Kazimiera Myk-Magdziak (1) Kaźmierczak (1) Keswick (1) Kiełbowicz Malwina (1) Kiernica (1) Kiersnowscy (1) Kiersnowski Aleksander (1934-2018) (1) Kijanowski (1) Kijów (1) Kimlowski Józef (1) Kisielewicz Adam (1) Kiszakiewicz (1) Kłupko (1) Kobelnica (2) Kobylnica (1) Koch (1) Kochaj (1) Kochańska Marzena (1) Kociatkiewicz (2) Kociołek (1) Kolejka Leśna (1) kolejka linowa (1) koloniści niemieccy (33) kolonizacja józefińska (3) Koło ŚZŻAK w Leżajsku (1) kołowrotek (1) komunia (1) Kőnigsberg (3) Konopka (1) koń (1) Kończyce (1) Korczyński (1) Kosiarski Józef (2) Kosów Poleski (1) Kostrzewa (1) Kostrzewa Franciszek (1) Kostrzewa Michał (1) Kostrzewa Wawrzyniec (1) Kostrzewa Władysław (1) kościół Marii Magdaleny (1) Kościół św. Anny (1) kościół św. Józefa (1) Kościół św. Mikołaja (1) kościół św. Stanisława Biskupa (1) Kościółek (1) Kowalik Mariusz (2) Kowalska Dorota (1) Koziebrodzka (1) Kozieł (1) Krach (10) Krach Jan (1) Krach Jan (1946-2018) (1) Krach Weronika (1) Krach Weronika (1926-2018) (1) Krach Zofia Kamila (1) Kraków (8) Krasnopolski (1) Krasnystaw (1) Kresy (8) Kronberger (1) Kronenberg (3) Kronenberger (4) Kronnberger (1) Król Kurkowy (1) Krupa (3) Krupa Stefania (1) Krysa (2) Krystyniacki (1) Krzan Wanda (1) Krzemieniec (3) Krzeszów (6) Krzyżanowski (1) Księgi Kościelne (25) księgi metrykalne (11) Kubis (1) Kucharska Krystyna (1) Kucharski (2) Kucharski Stanisław (1) Kuczyńska (1) Kukiz (1) Kukiz Paweł (1) Kukiz Tadeusz (1) Kulików (1) Kulinaria regionalne i narodowe (1) kultura łużycka (1) Kułacz (1) Kułacz Sławomir (3) Kumaszka (1) kurierzy (2) Kurowski Bogumił (1) Kuryłówka (27) Kuryłówka Dornbach (51) Kuziński (1) Kwieciński (1) Kycia Michał (1) Larendowicz (1) Laszki (1) Legenda (1) legioniści (1) Legiony (2) Leja (1) Leopold Lewicki (1) Lesko (1) Leżachów (1) Leżajsk (25) Liber Natorum (1) Limeryki (1) Linki Przydatne (1) Lipman (1) Lisowski (1) Listy z podróży do Ameryki (1) Litke (1) lniany obrus (1) Lubaczów (3) Lubelskie Korzenie (4) Lubelskie TG (1) lubgens (7) Lublin (1) Lubomirka (1) Luckschandel (2) ludobójstwo (1) Ludwig (6) Ludwik (4) Luton (1) Lwów (15) Lwów sw. Anny (1) Łaskawski Ignacy (1) Ławra Poczajowska (1) Łopatyń (2) Łuck (1) Madonny Kresowe (1) Magenheimer (1) Magiera (1) Majdańska Huta (1) malaria (1) Markiewicz Mieczysław (1) Markowski (1) Markut Zbigniew (1) Marusarz (1) Mastyło Konrad (1) Matejska Zofia (1) Matuszko (1) Matuszko Julian (1) Matuziński (1) Maziarski (1) Mazur Kasia (1) Meder (6) Medycyna (5) Merkel Angela (1) metryki (2) Michalik (1) Michałówka (3) Michlewski (1) Miechocin (3) Miednoje (1) Mielec (1) Mieszczańskie Towarzystwo Strzeleckie we Lwowie (1) Miękisz Nowy (2) Mihlbach (1) Mikulska (1) milicja (1) Milii Wiktoria (1) Milli (14) Milli Adam (1) Milli Antoni (1) Milli Justyn (1) Milli Marianna (4) Milli Roman (1) Milli Wilhelmina (1) Minakowski Marek (2) MO (1) Mogiła (1) Moje zainteresowania i pasje (1) Monne Wanda (1) Mortka (1) Motyka (1) Motyka Janusz (2) Mowa pogrzebowa (1) Mróż (1) Mühlbach (1) Muzeum Powstania Warszawskiego (1) Myheritage (1) Na co umierali nasi przodkowie (2) NAC (2) Naskręski (1) Nefling (5) Nekropolia (1) Neunburg worm Wald (5) Newsweek (1) Nicpoń (1) Nida Rudolf (1) Nida Stanisław (1) Nida Tadeusz (1) Niedenthal (2) Nielepkowice (1) Niemczycki (1) Niemczyk (1) Niesiołowski (1) Nisko (7) NKWD (2) NOW_AK (1) NOW-AK (2) Nowaczyk Małgorzata (1) Nowak Szymon (2) Nowosielski (1) Nowosielski Jerzy (1) Nysa (1) obrzędy (1) odbiorcy (1) Oddział Ojca Jana (1) Ogrody Wspomnień (1) Ojciec Jan (6) Oleszkiewicz (3) Oleszkiewicz Janina (2) Ordyczyńska Anna (4) Ordyczyńska Maryla (4) Ordyczyńska Wiktoria (1) Ordyczyński (8) Ordyczyński Antoni Jan (1) Ordyczyński Jan Antoni (1) Ordyczyński Józef (1) Ordyk (1) Ordyka (3) organista (1) Orlęta Lwowskie (1) Osiński (1) Ossowa (1) Ostasiuk (1) Ostrowiec (3) Ostrowska Henryka (1) Ostrowski (1) Ośniki (1) Ożga (1) Paczyński (1) Padew Narodowa (1) papierosy (1) Papp (1) Parczewski (1) partyzanci (3) pasja i twórczość (1) patronimiki (1) PCK (1) Peigert (1) Penier (1) Perełka (1) Piave (2) Piawa (2) Piechota (1) Pietrusiewicz (1) Pietruszewicz (1) Pietrycha (1) Pikulski (1) Piliszko (1) Piliszko Rozalia (1) Piłat (1) Piłsudski (1) Pityńska Stefania (1) Pityński (4) Pityński Andrzej (1) Piwnica pod Baranami (1) plebania (1) Pleśniany (1) Pławo (1) poczta (2) Poddębce (1) Podzameczek (1) poezja (1) Pogrzeb (2) Pokolenie IV (1) Pokolenie IX (1) Pokolenie V (1) Pokolenie VI (1) Pokolenie VII (1) Pokolenie VIII (1) Politechnika Śląska (1) Polska Deklaracja o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych (1) Polska The Times (1) Polski Słownik Biograficzny (5) pomnik katyński (1) pomnik Wołyniaka (1) Porytowe Wzgórze (2) posag (1) Potoccy (2) Potocki (2) Potomkowie rodziny Milli (1) Powidlaki (1) powstanie warszawskie (1) prawosławni (1) Prech (1) Presch (2) Pro Memoria (2) Pro Memoriam (1) Przemyśl (2) Przędzel (1) Przydomki (1) Przysiężniak (4) Przysiężniak Jan (1) Przysiężniak Jerzy (2) ps Henia (1) ps Maria (1) ps Szpak (2) PSB (5) Puchalski Tadeusz (1) Pudełkiewicz (1) Puławy (1) Pysznica (1) rabin (1) Radwan (1) Radziechów (2) Rafał Drabik (1) Rakszawa (1) Rawa Ruska (1) Rawska (1) Raźnikiewicz (1) reb (1) refleksje na temat (3) Regmunt (2) Reichert (2) Reiner (1) Reising (1) Renda Krzysztof (1) Robutka (1) Rogala (1) Rokita Jan Maria (1) Romański Zdzisław (1) Rudnik nad Sanem (1) Rup Bogumił (1) Ruski Koniec (1) Rydygier (2) Rymut (1) rzeź wołyńska (1) Sabat (1) Sadrakuła (1) Sambor (1) San (1) Schaff (1) Schiffer (1) Schoenborn (1) Schoesser (1) Schonanger (2) Schőnanger (1) Schönborn (2) Schősser (2) Schősser Franciszek (1) Schősser Jan (1) Schősser Małgorzata (1) Sekuła (1) Seltenreich (1) Serafin (1) Sędzimir (1) Sieniawa (1) Sienkiewicz Henryk (1) Sikorski Zygmunt (1) Skalken (1) Skalska (1) Skałat (1) Skorupka (1) Skowronek (1) Skrzypczyk (1) Słaby (1) Słomka (1) Słowacki Juliusz (1) Słownik geograficzny Królestwa Polskiego (1) Sobieszczański (2) Sobór Św. Trójcy (1) Socha (2) spadek po (1) Spiers (1) Spis Ludności Miasta Krakowa (1) Stachyra (1) Stadion hr Franciszek (1) Stalowa Wola (1) Stanisławów (3) Stankiewicz (11) Stankiewicz Anna Danuta (1) Stankiewicz Antoni (5) Stankiewicz Felicja Eugenia (1) Stankiewicz Jan (2) Stankiewicz Janina (6) Stankiewicz Stanisław (1) Stankiewicze z Dynowa (1) Stara Wieś (1) Stare Miasto (1) Staroń (1) Staruszkiewicz (1) Stary Zbaraż (1) statystyka (1) statystyka wyświetleń (1) Stępak Sławomir (1) straż grobowa (1) Stryj (1) Sturmwind (1) Suchodolski (1) Suchorzewski (1) Suchorzewski Jan Kazimierz (2) Sulimów (1) Sybir (1) szalona Baśka (1) Szałajko Roman (1) Szamik Maria (1) Szaniawski (1) Szczepkowska (1) Szczepkowska Eleonora (1) Szczepkowska Joanna (1) Szczepkowski (4) Szczepkowski Andrzej (1) Szczepkowski Jan (1) Szeptycki (2) Szewc (1) Szewczyk (1) Szpunar (1) Szpyrka (1) szwabskie pierogi (1) Ślęzak Roman (1) Śniatyn (1) Światowy Związek Żołnierzy AK (1) Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej (1) Świdnik (1) Świete Wrota (1) Święto Zmarłych (2) ŚZŻAK (2) T.G. "Sokół" (1) Tab (1) Tarnawiec (9) Tarnawska Eleonora (1) Tarnobrzeg (2) Tarnowscy (1) telegraf (1) Teodor Rhein (1) tercjarka (1) Tłumacz (1) Tokarski (1) Tomasz Nitsch (1) Towarzystwo Numizmatyczne (1) tradycje (2) trafika (1) trasa kurierska (1) Trociuk (1) Tryczyński (1) Tryncza (1) TSL (3) TTN (1) Tuligłowy (1) Turki (2) TVP Lublin (1) Twer (1) tyfus (1) Tykocin (1) UB (1) Ubieszyn (1) Uhnów (2) UJ (3) Ujejski (1) UJK (1) Ukraina (1) ul. Burmistrzów Zawilskich (1) ul. Harlendera (1) Ulas (2) ulica Ariańska (2) ulica Łyczakowska (1) Uniwersytet Krakowski (1) UPA (2) Urbański (1) Urodzeni we Lwowie (1) Urząd Repatriacyjny (2) Virtuti Militari (1) W poszukiwaniu korzeni Zapiski genealogiczne (1) Wacek (1) Wagner (3) Wajdowicz (1) Wanago (1) Wanda Wasilewska (2) Wanderszeit (1) Wańczyk (1) Warkowicze (1) Wawel (1) Wątróbka (1) Weisenberg (1) weiße suppe (2) Werfel (3) Werflówka (1) Węgierskie rody (1) Węgry (3) wiano (1) Wiącek (1) Wiązownica (2) Wiedeń (1) Wielkanoc (1) Wien (1) Wieniawa Chmielewski (1) Wierzbicki (1) Więcsław (2) Wildenthal Dzikowiec (6) Wilkos Aniela (2) Wilkos Katarzyna (1) Wioletta Gut-Siudak (1) Wirtenbergia (1) Wodecki Ernest (3) Wodziczka (1) Wojcieszyn Tadeusz (1) wojna obronna 1939 (1) Wojnar Antoni (1) Wolf (1) Wołyniak (5) Wołyń (4) Wólka Batorska (1) Wólka Łamana (1) Wróbel (1) Wspomnienia (14) Wspomnienia Antoniego Stankiewicza (2) Wspomnienia Janiny Stankiewicz (1) Wszystkich Świętych (1) Wyszukiwarki (1) Wywód przodków (9) Wyżniany (1) Yaki (1) Zabłotny (1) Zadwórze (1) Zadzierski (2) Zadzierski Józef (1) Zahoń (1) Zakopane (2) Zaleszczyki (1) Załuże (1) zamach na Quislinga (1) Zamarstynów (1) zamordowani w Katyniu (1) Zamość (1) Zarzycki (1) Zawadowicz (2) Zawadowicz Stanisław (1) Zawadzki (2) Zawilska Maria Leontyna (1) Zawilski Leopold (1) Zawirski (1) Zbaraż (2) Zbigniew Markut (1) Zborów (1) ZBOWID (1) Zdołbunów (1) Zduńska Wola (1) Złoczów (1) Zofia ze Sprowy Odrowąż (1) Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (1) ZWZ (1) Żdżanne (1) Żmigród (1) Żoladkiewicz (4) Żołnierze Wyklęci (3) Żołynia (2) Żółkiew (5) Żubracze (6) Żuk (1)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...