Dlaczego?

'Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci'. - Wisława Szymborska

niedziela, 19 kwietnia 2015

Antoni Stankiewicz. Cisna - w obronie Betlejemki

W centrum bieszczadzkiej miejscowości Cisna znajduje się Pomnik z kontrowersyjną dedykacją "Poległym w walce o utrwalanie władzy ludowej". 
Pomnik w Cisnej upamiętniający walki z oddziałami UPA
Ten drażniący wielu turystów napis zaświadcza o ogromnej tragedii ludzi, którym przyszło żyć w Bieszczadach po zakończeniu II wojny światowej. Dla tych ludzi, także dla mojego ojca wojna wcale nie skończyła się w 1945 roku. 

Przytoczę wspomnienia mojego taty Antoniego Stankiewicza, który po czterech latach ciężkiej, przymusowej pracy w III Rzeszy postanowił wrócić do Ojczyzny. Miał wówczas nadzieję, że wreszcie wróci do wolnej Ojczyzny. Był młodym chłopakiem, miał 21 lat. Nie przypuszczał, że zastanie piekło, jakie próbowali tam zgotować ludziom bandy UPA, którym zamarzyło się utworzyć Wolną Ukrainę.
Mój tato napisał w swoich wspomnieniach:

Koniec wojny. Powrót do Ojczyzny 

Wojna się skończyła. Co robić dalej? Co z moją Rodziną? Czy ocalała? 
Czy zdążę jeszcze kogoś żywego z Rodziny spotkać?

Po jakimś czasie Amerykanie zaproponowali chętnym do powrotu Polakom pomoc. Podstawili na stacji kolejowej wagony, kto był chętny mógł wyjechać. W ostatnie chwili zgłosiłem się do mego pracodawcy, któremu oświadczyłem, że wracam do Polski. Nie zatrzymywał mnie. Dał mi na drogę żywność, alkohol itp.

Nie miałem zamiaru wracać do Polski, bowiem nie było żadnych wiadomości z domu - z Polski od 2 lat. Ciągle rozmyślałem, co z moją rodziną, jak się mają bracia, jakie zniszczenia na terenie Bieszczad zostały dokonane przez wojnę. Walki tam trwały około 6 tygodni.

Lokalna prasa niemiecka podawała skąpe informacje o tym, jak armia radziecka posuwa się na Zachód, wyzwalając po kolei polskie miasta i tereny.

Byłem przekonany, że państwo polskie szybko odbuduje się ze zniszczeń wojennych, sytuacja szybko się ustabilizuje.

Istotnie niebawem taka odbudowa następowała. Warszawa zniszczona prawie w 75%. Także Wrocław, Rzeszów.
Kiedy w sierpniu 1945 roku wysiadłem na stacji Czechowice-Dziedzice, zgłosiłem się do władz repatriacyjnych, gdzie spisano moje dane osobowe i wydano mi bilet na dalszy przejazd do Żubraczego. Załatwianie formalności trochę się przedłużało, wobec tego zdecydowałem się przenocować przed powrotem do domu w Dziedzicach. Tej nocy, pamiętam, wielki ruch, bieganinę osób, strzały. Od miejscowej ludności dowiedziałem się o sytuacji panującej w kraju.
W kraju istnieją oddziały partyzantów, którzy nie zgadzają się z obecną rzeczywistością i walczą w ruchu niepodległościowym. Istnieją również grupy rabunkowe, które rabują co się nadarzy.

Po załatwieniu wszelkich formalności w biurze repatriacyjnym, ruszyłem do Żubraczego.

Zastałem rodziców stosunkowo jeszcze młodych i na chodzie. Zaskoczeniem dla mnie był fakt, kiedy zobaczyłem dzieciaka, 3-letniego chłopaka, którego tato przedstawił mi, jako mojego najmłodszego brata. Janek urodził się w 29 czerwca 1943 roku w Żubraczem. To mój drugi brat, który urodził się w naszej bieszczadzkiej gajówce. W Żubraczem urodził się również Franek, tyle, że jeszcze w 1929 roku.

Serdecznie przywitałem się ze wszystkimi, po ponad czteroletniej przymusowej nieobecności. Po wymianie niektórych rutynowych pytań, dotyczących spraw bytowych, można powiedzieć, że rodzinka miała się nie najlepiej. W domu bieda. Moi dwaj bracia w czasie przesuwania się frontu ze wschodu na zachód zostali ciężko ranni. Wojsko niemieckie przeprowadzało się czołgami. Dowództwo radzieckie stało obok mostku, niedaleko naszej gajówki, ustalali plan działania. Obok kręciły się dzieci. Pocisk wpadł prosto w grupę żołnierzy. Wszyscy zginęli. Brat Władek został ciężko ranny, ale w szoku wstał i próbował iść. Młodszy brat Franek w szoku, zdziwiony spytał: „Tobie nic nie jest?, bo mnie nogę urwało”. Kikut wisiał na strzępie skóry. Franek został przetransportowany do szpitala w Sanoku i tam amputowano mu nogę. Władek ciężko ranny przez 2 lata przebywał w szpitalach wojskowych kolejno w Stanisławowie, Kijowie i Charkowie. Opieka w szpitalach wojskowych była dostatecznie dobra, ale kiedy przenieśli go do szpitala powszechnego i tam nastąpił kryzys z jego zdrowiem, bo brakowało dla niego krwi, był wycieńczony, więc bezradny lekarz kazał go odstawić do kostnicy. Po 3 dniach leżenia w tej kostnicy, został zauważony przez sanitariuszkę, która odkryła, że Władek jeszcze oddycha i żyje. Zawiadomiła lekarza, jednak ten uważał, że nie ma dla niego krwi, że krew jest bardziej potrzebna na froncie. Sanitariuszka oddała swoją krew dla Władka. Uratowała mu życie. Dożył 64 lat, zmarł w 1991 roku. Obydwaj w 1947 roku wyjechali z rodzicami do Nysy. 
Ja zostałem w Cisnej, ponieważ już od sierpnia 1945 r zostałem funkcjonariuszem MO. W pracy przeważająca część kolegów to koledzy z ławy szkolnej bądź znajomi jeszcze sprzed 1939 roku. Mimo niepewnych czasów, niebezpiecznej sytuacji ze względu na grasujące oddziały UPA, chciałem pozostać w Bieszczadach. Dostałem pracę w towarzystwie starych, sprawdzonych przyjaciół, w terenie znanym mi od dzieciństwa. Tutaj w Cisnej chodziłem do szkoły, tutaj chodziłem do kościoła, gdzie przystąpiłem do I Komunii Św. i do bierzmowania, tutaj grałem z chłopakami w piłkę, tutaj znałem każdy kamień. To wszystko dawało mi gwarancję, że jakoś to będzie. 
Dość tułaczki w moim młodym życiu. 
Kulików, Żubracze, Cisna, Koszyce, Węgry (Budapeszt, Nyíregyháza, Esztergom, Zahoń), Bawaria (Nefling, Neunburg). 

Pora na stabilizację. Koledzy podtrzymywali mnie na duchu, opowiadali o przeżytych walkach z banderowcami. Taki stan „niby stabilny” na tym terenie nie trwał długo. 
Sytuacja polityczna Bieszczad była pod stałym napięciem nerwowym i cenzurowanym przez UPA. Zamarzyli sobie banderowcy zbudowania samostijnej Ukrainy. Zorientowałem się co oni wyrabiają na tych terenach, o ich poczynaniach represyjnych w stosunku do polskiej ludności. W samym powiecie leskim było już szereg posterunków milicji atakowanych przez banderowców. Kolejnym do rozwalenia był posterunek w Cisnej.
Interesującą sprawą dla mnie okazał się fakt podstawienia funkcji 40 ? karabinu maszynowego, który był zaminowany przez UPA. Karabin ten przywieziono na posterunek MO w Cisnej, przy którym zaczęli majsterkować funkcjonariusze milicji, w wyniku czego nastąpiła kolosalna eksplozja. Zginęło wówczas 6 funkcjonariuszy, dom uległ eksplozji. 

Cisna
Uznałem za słuszne podjąć pracę w organach MO. Po kilkudniowym pobycie z rodzicami, 27 VIII 1945 roku podjąłem pracę w Cisnej, jako funkcjonariusz.

Muszę stwierdzić, że ta praca nie była pracą dla funkcjonariusza porządku publicznego. Przez okres pobytu w Cisnej, tj. przez 2 lata nie pełniłem takiej funkcji. Należałoby powiedzieć, że obsada posterunku nie była przygotowana do pełnienia tych zadań jakie miały być wykonywane przez funkcjonariuszy MO. W tym okresie, po wyzwoleniu, kiedy UPA dominowała na bieszczadzkich terenach, funkcjonariusze pełnili funkcje żołnierzy, który mieli za zadanie patrolować podległe im tereny, prowadzić wywiady o banderowcach, gdzie się znajdują, o ich ilości, uzbrojeniu, kto im pomaga. Tego rodzaju zadania wypełniali milicjanci na okrągło, przez cały rok. Należy nadmienić, że służba MO była służbą skoszarowaną, gdzie obowiązywała dyspozycyjność przez 24 godziny na dobę. Zasadniczym celem walki z oddziałami UPA była obrona ludności polskiej i jej mienia, a nie walka o utrwalanie władzy ludowej, jak to twierdzili niektórzy np. p. Taylor. 

Pracując w Cisnej, jako funkcjonariusz MO brałem dwukrotnie udział w walkach w obronie posterunku. Raz w grudniu 45 –tego, a po raz drugi w połowie stycznia 1946 roku.

1-szy był 2 tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia w 1945 r, a drugi 2 tygodnie po Nowym Roku 1946.

Refleksje po ponad 60. latach

Po przeczytaniu książki Stanisława Myślińskiego pt „Strzały pod Cisną” oraz innych opracowań (np. Jackowski) zdecydowałem się opisać wydarzenia z czasów walk z UPA w Bieszczadach z mojego punktu widzenia. Mam wiele zastrzeżeń co do wiarygodności faktów opisywanych przez autora. Moje wspomnienia zacznę od 15 grudnia 1945 roku tj od pierwszego napadu na posterunek milicji w Cisnej przez oddziały UPA dowodzone przez Hrynia i Burłaka.

W I napadzie dokonanym przez UPA rano o 500 banderowcy chcieli wykorzystać osłabioną czujność funkcjonariuszy MO i zdobyć posterunek bez walki, z zaskoczenia.

Feralnego dnia miałem służbę wartowniczą przed budynkiem posterunku. Dzisiaj się przyznaję, że tego dnia, samowolnie opuściłem stanowisko, uznając, że banderowcy nas nie zaatakują. W budynku posterunku czytałem spokojnie prasę.

Tego ranka pan Edward Mortygier, komendant posterunku, który mieszkał w pobliżu tartaku miał zaplanowany wyjazd do Czechosłowacji. Wychodząc na dwór zauważył kilkadziesiąt podejrzanych, uzbrojonych osób wskakujących do dołów po spalonym tartaku (jeszcze z okresu I Wojny Światowej). Domyślił się, że to mogą być banderowcy.

Przybiegł na posterunek, po czym zdenerwowany zrugał mnie, że opuściłem stanowisko wartownicze:

- ty tu siedzisz, a banderowcy otoczyli posterunek!

Wybiegłem z posterunku na zewnątrz budynku, ale nic podejrzanego nie zauważyłem.

Komendant w tym czasie zarządził pobudkę załogi, wszyscy natychmiast zjawili się na swoich stanowiskach w bunkrze. By postawić funkcjonariuszy w stan bojowy, użył czerwonej rakiety do celów alarmowych.

Otworzyliśmy ogień z broni maszynowej w kierunku dołów. Wymiana ognia nastąpiła również ze strony banderowców, usadowionych w dole po spalonym tartaku w odległości ok. 300 metrów. Atak z tych tartacznych dołów na posterunek trwał ok. 45 minut. W czasie walki dolatywały do nas okrzyki „Polaki piddajłysia- Lachi poddajcie się”. Wzywali nas do poddania się, bo nie mamy szans na zwycięstwo, straszyli, że jeśli się nie poddamy czeka nas śmierć.

W czasie tej walki zginął 1 funkcjonariusz – Michał Iwanicki. Miał w tym dniu wyjechać razem z komendantem Mortygierem do Czechosłowacji. Nocował w domu, kiedy usłyszał strzały, wybiegł z domu, aby udać się na posterunek. Nie zdążył.

Po tej krótkiej, 45 minutowej wymianie ognia, banderowcy wycofali się, zdając sobie chyba sprawę, że nie mają szans na zdobycie posterunku. W sile ok. 50 ludzi udali się w kierunku wsi Dołżyca.

Zapada decyzja o ulokowaniu broni w bunkrze na stanowiskach bojowych, aby w razie ponownego ataku być przygotowanym na szybkie oddanie ognia.

Likwidacja posterunku MO w Cisnej, dla Oddziału Hrynia i Burłaka była priorytetem i dlatego zaatakowali go w tak mocnej obsadzie.

Byli pewni, że go zdobędą, o czym świadczył masowy i liczny tabor konny, przygotowany do wywózki łupu. UPA z pewnością liczyło na zdobycie uzbrojenia, amunicji, a przede wszystkim na likwidację uczestników tego posterunku.

Mieli dokładne rozeznanie o posterunku w Cisnej. Liczyli jednak na osłabioną czujność załogi, zwłaszcza nad ranem, po nie przespanej nocy.

Następny napad oddziałów UPA na posterunek milicji w Cisnej miał miejsce w pierwszej dekadzie stycznia 1946 roku. Walki trwały od godziny 21:45 do 6:00 rano. Wg szacunku w napadzie brało udział około 300 banderowców pod dowództwem Hrynia i Burłaka. Napad ten miał nieporównywalnie większą moc w działaniu bojowym niż pierwszy sprzed miesiąca. Mieli większe zamiary i nadzieję na zwycięstwo. Posterunek stanowił poważną przeszkodę strategiczną dla banderowców. Utrudniał im swobodne przemieszczanie się taborem konnym lub samochodowym po terenie, zwłaszcza do Czechosłowacji, Węgier czy Austrii. Stawka była duża, dlatego banda Hrynia i Burłaka użyła największego „działa” przeciwko nam, będąc pewna zwycięstwa.

Umocnienia obronne usytuowane kilka metrów od posterunku pomogły nam utrzymać pozycje bojowe na wzgórzu Betlejemska.

W II napadzie, podobnie jak w pierwszym miałem również służbę wartowniczą w bunkrze. Podejrzanie wyglądała mi grupka ludzi biegająca dość nerwowo wokół zabudowań koło świetlicy, głośne rozmowy, jakieś kłótnie, wzbudziły moją czujność. Podejrzewając, że są to banderowcy, podszedłem do okienka w bunkrze, wymierzyłem w nich całą serię z karabinu rosyjskiego diktierowa, zużywając prawie cały dysk naboi.

Nastąpiła wymiana ognia. Było to sygnałem dla pozostałych funkcjonariuszy, którzy momentalnie zajęli odpowiednie stanowiska bojowe. Niewątpliwie byli już w łóżkach, bądź szykowali się do nocnego wypoczynku, ale natychmiast zjawili się w bunkrze na wyznaczonych stanowiskach przystępując do działań obronnych. Od tej pory kanonada trwała cała noc przez 10 godzin.

Banderowcy skierowali ogień przede wszystkim na budynek posterunku, który był drewniany, chcieli go spalić pociskami zapalającymi. Gdyby udało im się tego dokonać, byłaby to dla nas tragedią, bowiem budynek stał 8 do 10 m od bunkra. Z konieczności musielibyśmy opuścić bunkier - na otwarte pole przylegające wokół bunkra. Wpadlibyśmy w objęcia banderowców, zlikwidowaliby nas bez trudu. Musieliśmy rozważać różne warianty obrony, na pewno czekali na taką ewentualność, że zechcemy uciec z pomieszczeń bunkra i wpadniemy im w ręce bez walki. Już miesiąc wcześniej podczas I napadu straszyli, że nas wszystkich wyrżną jak zdobędą posterunek.

Tej krytycznej nocy, nie spodziewając się tak licznego wroga, nie mieliśmy wystarczającej ilości amunicji. Już po północy zaczęło brakować amunicji. Być może z braku dowodzenia ogniem kogoś doświadczonego, nastąpiło szybsze zużycie amunicji. Tragedia.

Kiedy jej zabrakło, w czasie akcji bojowej, pod gradem kul, kilkakrotnie wybiegałem z bunkra do składu amunicji i dostarczyłem na stanowiska bojowe 6000 szt. amunicji –mauzer i amunicję rosyjską do broni. Dostęp był bardzo utrudniony, z uwagi na ciągły ogień ze strony UPA. Nie myślałem wówczas o niebezpieczeństwie, o zagrożeniu mojego życia, ale o jak najszybszym dostarczeniu amunicji na pozycje strzeleckie. Cel był najważniejszy: Obrona posterunku, będącego jedyną ostoją najdalej wysuniętą w płd-wsch. części Polski. Żadnej pomocy ze strony wojska nie mieliśmy, bo takiej jednostki wojskowej nie było w Cisnej, lecz w oddalonym o 80 km Przemyślu.

Nie od rzeczy będzie wspomnieć o psie wilczurze, który towarzyszył nam jako współtowarzysz broni. Otóż, kiedy zdecydowałem się opuścić bunkier, by polecieć po amunicję, w jednym z pomieszczeń posterunku zastałem naszego wiernego przyjaciela. Leżał ciężko ranny, przestraszonym, błagalnym wzrokiem prosił o pomoc. Nikt z załogi nie pomyślał wcześnie o nim. Także i teraz nie było czasu i warunków na opatrzenie jego ran. Nawałnica ognia potężna, nasi czekali na amunicję. A pies, który pełnił służbę z każdym kolejnym wartownikiem, czujnie pilnował nas na posterunku teraz oczekuje pomocy. Nie raz ratował nam życie, bo przecież różnie bywało, nie raz się przysnęło na warcie, a ten był zawsze czujny. Co robić? Jaki był koniec żywota tego psa, nie wiem, ale, kiedy myślę o tamtych wydarzeniach z szacunkiem wspominam naszego wilczura.

Około godziny trzeciej nad ranem ogień banderowców jak gdyby ucichł, od czasu do czasu następowały jedynie pojedyncze strzały. W pewnym momencie zauważono, że w odległości około 10-15 metrów od bunkra, widać przesuwających się 2 zamaskowanych banderowców. W białych prześcieradłach na tle śniegu trudno byłoby ich zauważyć, ale kiedy znaleźli się na tle ciemnego wozu niemieckiego, zostali zauważeni przez K. Duciaka i Gustka Marszałka. Marszałek bez wahania rzucił w nich węgierskim granatem- na pewno zostali rozszarpani. Po ustaniu walki ciał ich nie znaleziono. To świadczy, że byli wypuszczeni na linach i zostali ściągnięci z powrotem na swoje pozycje. Kolegę Marszałka, który usunął z boju walki 2 banderowców, uznaję i oceniam bardzo wysoko. Zamiarem było na pewno obrzucenie nas granatami i to mogli wykonać z tego miejsca gdzie się znajdowali.

W czasie walk kilkakrotnie był używany moździerz. Ostrzeliwano podejrzane miejsca postoju banderowców, a wiadomo, że mieli odpowiednią ilość konnych podwodów, bo kiedy zdobyliby posterunek musieliby zabrać zdobyczne rzeczy i broń.

W tej walce obsługiwałem moździerz, nie znając podstawowej zasady, że przy odpalaniu pocisków należało otwierać usta. Ja tego nie robiłem i na skutek wybuchów pocisków zostałem tak ogłuszony, że przez okres 3-ch dni zupełnie nie słyszałem, widziałem tylko towarzyszy, jak ruszali ustami. Nie udałem się nawet do lekarza, bo go w Cisnej nie było.

W obronie, pamiętam narzekania funkcjonariusza Józefa Wierzbickiego, że bolą go ręce od ładowania dysków do RKM „dikterowa” i taśmy do RKM mauzer.

Nad ranem banderowcy podpalili świetlicę, a płomień oświetlił nam przedpole. Ogień bojowy osłabł, kończyło się natarcie wroga, który idąc w kierunku wsi Dołżyca śpiewali

- wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani


Po 10 godzinach walki, posterunek został utrzymany, bez żadnych strat osobowych. Byliśmy odcięci od telefonu i nie mogliśmy prosić o pomoc. Zostawieni sami sobie i giń duszo z ciałem. Należy nadmienić, że był to jeden z posterunków MO w powiecie leskim, który nie ugiął się pod naporem UPA.

Na drugi dzień tj. 13 stycznia 1946 roku decyzją zastępcy komendanta posterunku p. Bolesława Faliszewskiego wycofaliśmy się furmankami do Baligrodu. Tam przebywaliśmy przez okres około 2 tygodni.

Przedsięwzięcie wyzwolenia Cisnej z pomocą wojska i milicji było trudne do zrealizowania. Bieszczady to teren górzysty, zalesiony, a z wierzchołków gór łatwy do obserwacji. Banderowcy mogli śledzić każdy ruch na szosie, którą przemieszczało się wojsko.

Dowódca tej jednostki nie chcąc narażać ludzi, po krótkiej wymianie ognia wydał rozkaz o przerwaniu akcji i nastąpił powrót do Baligrodu.

Po kilku dniach przyjechał do Baligrodu płk Wieliczko - dowódca 9. Dywizji Piechoty. Wezwał mnie celem ustalenia operacji wojskowej w odsieczy Cisnej. Zaproponowałem natarcie WP z trzech różnych stron: Wetlina-Cisna, Nowy Łupków-Cisna, oraz lasami przez górę Wołosań-Cisna. To zadanie powierzone mi wykonałem, tak, że nad ranem Wojsko Polskie było na skraju lasu w Cisnej, gotowe do ataku na pozycje banderowców. Niestety, żadnej walki nie było, banderowcy opuścili Cisnę i odeszli w nieznanym kierunku.

Ocenę powyższych wydarzeń przedstawił Stanisław Myśliński, który pisze na str. 122:

„Po minięciu Jabłonek naprzeciw Kalnicy zostali ostrzelani przez grupę konną z sotni Stacha. Bluznęli więc w odpowiedzi krótkimi seriami z kilku erkaemów. Przerażone konie rzuciły się w głęboki śnieg, grzęznąc po brzuchy. Bandyci klęli kopiąc buciorami zmęczone zwierzęta. Pościg załamał się upowcy strzelali jednak, dopóki sanie nie zginęły im z oczu”.

Ten fragment opisu, jakoby banderowcy nas zaatakowali bronią maszynową nie odpowiada prawdzie. Przejazd nasz z Cisnej do Baligrodu odbył się bez przeszkód, żadnej walki nie było.

Przedstawiony na stronie 132 opis sytuacji na wzgórzu Betlejemka nie istniał. Funkcjonariusze nigdzie się nie wycofali, walka trwała do 6:00 rano, a my na drugi dzień na podwody ładowaliśmy rzeczy i broń szykując się do Baligrodu.

Jaka była sytuacja po opuszczeniu przez nas posterunku, nie wiem. Gdyby mnie ktoś zapytał po ponad 60.latach, która decyzja byłaby słuszna- opuścić Cisnę i udać się do Baligrodu, czy pozostać w Cisnej? Na tamtą sytuację odpowiem dzisiaj, że nie wiem. Każda sytuacja była bardzo groźna.

Podobnych akcji było w mojej ponad 2 letniej służbie kilka. Współpraca w wojskiem, obligowała funkcjonariuszy MO do wykonywania zadań wojskowych i podporządkowaniu się rozkazom dowódców WP.

18 lutego 1947 roku odznaczono mnie Krzyżem Walecznych. W uzasadnieniu podano: „Podczas napadu na Posterunek MO Cisna przez bandę UPA w sile 300 ludzi, załoga Posterunku licząca 20 ludzi broniła się w ciągu 10 godzin zmuszając bandę do wycofania się. Jako erkaemista okazał się jednym z najdzielniejszych z załogi. Zdyscyplinowany.”


Fot. Antoni Stankiewicz pod Pomnikiem w Cisnej upamiętniającym walki z oddziałami UPA

Latem 1947 roku zostałem wezwany do Rzeszowa na sześciomiesięczne przeszkolenie funkcjonariuszy MO w zakresie służby prewencyjnej. Kurs ukończyłem z wynikiem dobrym. Będąc na szkoleniu zostałem włączony do oddziału operacyjnego Komendy Wojewódzkiej MO w Rzeszowie. Celem miała być walka z oddziałami UPA na terenie przemyskiego. Operacja ta miała na celu likwidację bandy „Oracza”. W skład naszej grupy operacyjnej wchodziło około 30 ludzi, w tym żołnierze KBW pod dowództwem porucznika Ankensztajna. Ponadto głównymi osobistościami było 2 członków z bandy „Oracza”, którzy mieli ułatwić nawiązanie kontaktu z bandą. Był to major Wyszyński i członek żandarmerii (nazwiska nie pamiętam). Domyślam się, że byli to dezerterzy, którzy uciekli z bandy i zgłosili się do KWMO lub UB w Rzeszowie i wyrazili zgodę na udział w likwidacji bandy „Oracza”. Nie powiodło się nawiązanie kontaktu z bandą, a p. mjr Wyszyński miał wielką nadzieję w sprawie. Pewnego dnia mjr Wyszyński przedstawił plan takiego przedsięwzięcia w następujący sposób: 

Zgłaszając się do bandy Oracza Wyszyński miał wytłumaczyć swoją długą nieobecność swoim pobytem w NRF, w Monachium u Bandery, gdzie rzekomo omawiali plan dalszego działania politycznego i operacyjnego w Bieszczadach. Licząc na pozytywne przyjęcie go w bandzie i pozyskanie zaufania miał zaproponować Oraczowi spotkanie na polanie na osobności celem przekazania mu bardzo ważnych, poufnych wiadomości. W momencie oddalenia się Oracza i Wyszyńskiego od grupy strilców, Wyszyński miał obezwładnić Oracza. W tym samym momencie nasz oddział miał się rozprawić z obstawą Oracza. Mieliśmy do dyspozycji broń maszynową. 

Plan zaakceptowano przez naszych. Nie wiem, jak długo nie było Wyszyńskiego w oddziale Oracza, należy jednak przypuszczać, że Wyszyńskiego nie było długo w bandzie, bo Oracz nie podjął ryzyka spotkania się z nim. Po 3 lub 4 dniach pobytu w lasach przemyskich, dowództwo zadecydowało się udać do jednostki wojskowej, by omówić kolejny plan działania. My zaś, mieliśmy pozostać na miejscu i mieliśmy nakazane, że bez względu na sytuację, nie wolno nam było podejmować żadnej akcji w stosunku do UPA.

Obozowaliśmy w lesie. Kiedy podczas przygotowywania posiłku, rozpaliliśmy ognisko niespodziewanie środkiem naszego obozowiska przeszło dwóch banderowców. Bez słowa oddalili się od nas, a następnie przystanęli na pobliskim wzgórzu. Członek żandarmerii UPA, będący w naszym oddziale podjął się rozmowy z tymi dwoma banderowcami. Naśladując głos sowy, dał sygnał „hu-hu”, utożsamiając się z ludźmi Oracza. Tamci odpowiedzieli również podobnymi pohukiwaniami. Doszło między nimi do rozmowy. Żandarm przekazał banderowcom, że mjr Wyszyński ma bardzo ważne informacje do przekazania Oraczowi, i że za chwilę tu się zjawi. Po długiej, głośnej i wulgarnej kłótni między nimi, gdzie banderowcy zarzucali im zdradę narodu ukraińskiego, doszli do ugody. Wyszyński miał się pojawić w ciągu 15 minut. Nie zgłosił się, a banderowcy odeszli. Wyszyński posiadał pistolet TT a drugi żandarm pistolet PPSz, w każdej chwili mogli użyć swojej broni, ale akcji zaniechano. Cały oddział wrócił do Rzeszowa, kończąc sprawę bez powodzenia. 

Wstępując w szeregi MO w sierpniu 1945 r znałem sytuację jaka panowała w Bieszczadach, a przede wszystkim, że UPA po raz pierwszy zaatakowała posterunek w Cisnej 24 lipca 45r. Zginęło wówczas sześciu funkcjonariuszy MO. Następne dwa napady w grudniu i styczniu przeżyłem osobiście, biorąc udział w obronie posterunku MO 2w Cisnej. 

Z tytułu toczonych walk przez 2,5 roku z oddziałami UPA, o których piszę we wspomnieniach, złożyłem odpowiednie dokumenty i zostałem przyjęty w poczet kombatantów. Na mocy ustawy z dn. 26 V 1982 r Dz. U. Nr 16 poz. 122 z wyszczególnieniem okresu działalności do listopada 1947 r, jak to określono za utrwalanie władzy ludowej, zamiast napisać za walki z UPA. W wyniku wszczętego postępowania weryfikacyjnego przez Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych zobowiązano mnie pismem z 18 IV 2000r do nadesłania w terminie 14 dni wszelkich wiarygodnych dokumentów mogących przyczynić się do ustalenia charakteru pracy lub służby, co też uczyniłem. Mimo przedłożenia stosownych dokumentów z walk UPA na przestrzeni 2,5 roku, otrzymałem decyzję o pozbawieniu mnie uprawnień kombatanckich z tytułu uczestnika walk o ustanowienie i utrwalanie władzy ludowej, z uzasadnieniem, że kierownik urzędu nie jest zobowiązany do wyjaśnień czy istnieją przesłanki do przyznania uprawnień kombatanckich z tytułu działalności określonej w art. 1 ust. 2, art. 2 i 4 cyt. Ustawy. 

W kolejnej decyzji z dn. 3 XI 2000r kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych napisał, że w rozumieniu art. 1 ust.2 pkt 6 uprawnienia z tytułu udziału jednostek wojskowych oraz służb zmilitaryzowanych w walkach nie przysługują funkcjonariuszom milicji, gdyż MO nie była zmilitaryzowaną służbą państwową. W sprawie pozbawienia mnie uprawnień kombatanckich skierowałem skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie. Kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych decyzją z 8 V 2003 roku przywrócił mi uprawnienia kombatanckie z tytułu walk zbrojnych z oddziałami UPA. 

Ustawa z dn. 24 I 1991 r o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych z okresu powojennego była po dzień dzisiejszy przerabiana chyba ze 24 razy i zawsze uszczuplano kombatantom jakieś przywileje. Ale nie zweryfikowano do dzisiaj art. 25 ust. 2 cyt. ustawy z zapisu- określenie „utrwalanie władzy ludowej” na określenie tego okresu „walka z UPA”. W zasadzie w ustawie z 1991 roku postawiono tamę przed funkcjonariuszami MO, że jeśli bronili tego terenu, posterunku MO w czasie napadów przez UPA, należy ich pozbawić praw kombatanckich. A przecież ustawa kombatancka jest do dzisiaj niezgodna z konstytucją RP. 

W wyniku tej ustawy niezgodnej z konstytucją na terenie powiatu leżajskiego pozbawiono uprawnień kombatanckich 20 funkcjonariuszy MO, którzy walczyli z oddziałami UPA.

Natomiast żołnierz WP otrzymuje uprawnienia kombatanckie, mimo, że nie walczył z UPA, wystarczyło mu zaświadczenie z WKR, że jego jednostka brała udział w takich walkach. 





Reasumując, za moje skromne działanie w Bieszczadach w zakresie walk z oddziałami UPA w latach 1945-47, zwłaszcza za obronę posterunku MO w Cisnej rozkazem 9. Dywizji Piechoty zostałem odznaczony 18 lutego 1947r Krzyżem Walecznych.

Pomnik w Cisnej upamiętniający walki z oddziałami UPA


Na Cmentarzu Komunalnym w Cisnej - znajduje się mogiła zbiorowa funkcjonariuszy MO poległych w walkach z UPA

W centralnej części mogiły ustawiony jest lastrykowy krzyż, obok dwie tablice:
POLEGLI W WALCE O UTRWALENIE WŁADZY LUDOWEJ”

  • BOLESŁAW FALISZEWSKI POLEGŁ *22 III 1910 ┼27 VII 1945
  • JÓZEF PASTUSZAK *1906 ┼ 24 VII 1945
  • WŁADYSŁAW BŁACHUT *1916 ┼ 24 VII 1945
  • MIECZYSŁAW HALIK *25 X 1925 ┼ 24 VII 1945
  • STANISŁAW MAINARDI *1 IV 1925 ┼ 24 VII 1945
  • EDWARD WIŚNIEWSKI *1922 ┼ 24 VII 1945
  • MICHAŁ IWANICKI *8 IX 1908 ┼ 11 XII 1945.„
Mogiła znajduje się w zadowalającym stanie technicznym. Bezpośrednią opiekę sprawują rodziny pochowanych.

Biografia Antoniego Stankiewicza

cz. 1. Kulików - wspomnienia Antoniego Stankiewicza
cz. 2. Antoni Stankiewicz Żubracze i ucieczka na Węgry

zobacz też:




sobota, 18 kwietnia 2015

Bój o Kuryłówkę 6-8 maja 1945

A gdy już Armia Czerwona nas 'wyzwoliła' w lipcu 1944 roku ...
- rozpoczęły się represje wobec polskiego podziemia. NKWD dokonywało aresztowań żołnierzy Armii Krajowej, NOW. Oddziały partyzanckie nie pozostawały jednak bierne. Na terenie Kuryłówki, Brzyskiej Woli działał Oddział 'Wołyniaka', zwalczały komunistyczny aparat władzy i jego konfidentów, walczyły z ekspedycjami NKWD, likwidowały byłych współpracowników niemieckiego okupanta oraz broniły ludności polskiej przed atakami Ukraińców, dokonywały również pacyfikacji ukraińskich wsi. 
W Krzeszowie stacjonował sztab ewakuacyjny, który organizował wyjazd Ukraińców z Polski. W Kulnie znajdował się punkt przesiedleńczy dla Ukraińców. Ukraińcy wcale nie mieli ochoty zostawiać majątków i wyjeżdżać z Polski w nieznane. Tu za Niemców było im bardzo dobrze, zajmowali wszystkie stanowiska w urzędach.
19 marca 1945 r., na św. Józefa miejscowi Ukraińcy z pomocą żołnierzy radzieckich spalili wiele domostw w Kuryłówce. Wywiązała się walka między sowietami a oddziałami partyzanckimi "Ojca Jana", przy wsparciu oddziałów NOW-AK "Majki" i in. Oddział "Wołyniaka" był w tym czasie w Tarnawcu ze swoją bojówką. Na polach przed Kulną podczas bitwy, która przebiegała jak na froncie wojennym zastrzelono ok. 40 Moskali. Ukraińcy buszowali po domach, ominęli jednak dom moich dziadków Feldmanów, bo u nich na drzwiach napisane było ‘Uwaga! Tyfus!’ Córka Janina (moja mama) rzeczywiście wtedy chorowała, tyle, że na świnkę.
W Niedzielę Palmową, 25 marca 1945 roku do Kuryłówki wpadli ubowcy z resortu z Biłgoraja w poszukiwaniu partyzantów, ich szefa 'Ojca Jana' i jego żony Janiny Oleszkiewicz-Przysiężniak. Postrzelili Łukasza Buciora, ojca kuzynki mojej babci Franki Feldman.
Wcześniej, o godzinie 5.00, zbrodniarze z PUBP w Biłgoraju, NKWD i LWP KBW rozpoczęli pacyfikację Brzyskiej Woli. Aresztowano ok. 40 osób. Następnie oddziały pacyfikacyjne udały się do Kuryłówki, gdzie aresztowano kolejnych 7 osób. Aresztowanych załadowano do krytego samochodu ciężarowego i kolumna ruszyła w kierunku Kulna. W miejscowości Kulno na łączce przy szosie rozstrzelano bez sądu następujące osoby:

1. Stanisław Diakiewicz żołnierz AK
2. Franciszek Socha żołnierz AK
3. Piotr Piotrowski żołnierz AK
4. Józef Głąb żołnierz AK
5. Kazimierz Korczowski vel Karczowski żołnierz AK
6. NN z oddziału Wołyniaka
oraz 5 osób o nieustalonych nazwiskach, repatriantów z kresów wschodnich.
UB "reprezentował" m.in ppor. Józef Leśniak.

Ks. Kazimierz Węgłowski ówczesny proboszcz parafii rzymsko - katolickiej w księdze zgonów dokonał stosownych wpisów z podaniem przyczyny śmierci tj. "Zastrzelony i tu podał przez kogo". W późniejszym czasie w kancelarii parafii zjawili się funkcjonariusze WUBP z Rzeszowa i skonfiskowali księgę. Księdza Węgłowskiego później przez wiele lat nękano i przesłuchiwano pod byle pretekstem. Później okazało się, że "nieznany sprawca" wydrapał słowa po "Zastrzelony .......... ".
Moja mama z babcią Franką i pani Oleszkiewiczowa uciekły do Werfla. Za Jagosiakiem miedzą w nocy uciekały do Brzyskiej Woli.

Franciszek Oleszkiewicz został w domu, gdy pojawili się enkawudziści w Kuryłówce schował się pod żłób w stajni, parobek Wicek co chwilę wchodził do stajni i dla kamuflażu przynosił siano i zakrywał nim Oleszkiewicza. Ubowcy obrabowali Oleszkiewicza dom, zabierali z salonu wszystko co popadło. Dywany, nakrycia, zabili świnie na podwórzu. To trwał kilka godzin.

Potem ubowcy pojechali na Brzyską Wolę i tam zabrali leśniczego Diakiewicza. Zabrali także sołtysa Franciszka Sochę. Wywieźli ich do Kulna i tam ich obydwóch zastrzelili. Diakiewicza pochowano na cmentarzu w Tarnawcu, tuż obok grobu Janki Oleszkiewicz-Przysiężniak. Dopiero we wtorek pani Katarzyna Oleszkiewiczowa wróciła do domu z Brzyskiej Woli. Nie spodziewała się, że dosłownie za parę dni, w
 Wielką Sobotę 31 marca 1945 roku ci sami oprawcy zamordują jej córkę Janinę Oleszkiewicz-Przysiężniak - żonę 'Ojca Jana'.

W niedzielę 6 maja 1945 roku:

Trwały zmagania między oddziałami partyzanckimi, a Moskalami sprowadzonymi przez Ukraińców. Przestraszeni m
ieszkańcy Kuryłówki ukrywali się, gdzie kto mógł. Pani Emilia Szczęsna z dziećmi - Marylką i Romkiem, nauczycielka Różańska, która uczyła w Kuryłówce angielskiego, a mieszkała u Oleszkiewiczów, moja rodzina Feldmanów, Teresa Pająkowa z dziećmi ukrywali się u Czapli 'z kamienicy'. Wszyscy leżeli na podłodze i przerażeni wyczekiwali końca wystrzałów. Podczas walk zastrzelony został niejaki Fredek, po południu wieźli go na furmance koło domu Feldmanów. Moja ciotka Maryna i jej koleżanka Teresa Pająkowa poleciały do Oleszkiewicza zobaczyć co tam się dzieje, widziały na podwórzu Ukraińców. Wieczorem oddziały skierowały się w kierunku lasu.

W tym dniu został zastrzelony Karol Kycia s. Jana i Anastazji Kuryło. Mógł cieszyć się wolnością, tyle co wrócił do rodziny z przymusowych robót w III Rzeszy i niestety, 6 maja 45. został rozstrzelany przez Moskali dosłownie pod domem. Miał zaledwie 25 lat. 8 maja odbył się pogrzeb Karola, rodzina Kyciów zdążyła pochować swojego syna, a kiedy wróciła po pogrzebie do domu, zastała palące się swoje gospodarstwo.

Partyzanci dostali rozkaz, by się wycofać, nie mieli zaplecza, a obawiali się nalotów. Doradzili mieszkańcom ewakuację na jakiś czas w obawie przed możliwymi dalszymi walkami na terenie wsi. Kuzyn mojego dziadka Juliana - Jan Feldman z Wiązownicy z oddziału Radwana ostrzegł mieszkańców o przygotowywanym natarciu. Partyzanci z oddziału Radwana nocowali u moich dziadków. Przygotowania do walki trwały całą noc. Kopano okopy, prowizoryczne bunkry. Osadzano w nich żołnierzy. W domach mieszkańców odbywały się narady wojenne, ukrywano broń i amunicję. Kuryłówka przypominała obóz warowny. Akcja zaczęła się o świcie 7 maja 1945 roku.

Dziadek Julian Feldman zdołał ukryć w zielonym kufrze swój, swój (jeszcze kawalerski) płaszcz, chustę barankową, do walizki kilka sukienek córek, zimowe płaszcze. Nieco wcześniej ukryli w stajni pod słomą głowice maszyny do szycia, do piwnicy wrzucili jakieś kapy. 
Bronek Kostek, sekretarz Dwornik i Julian Feldman pojechali furmanką za San, schronili się u Adama Schönborna w Starym Mieście.

Marylka z Welców Karpińska żona granatowego policjanta z Sieniawy, która mieszkała na placu Pauliny Matuszowej załadowała do wózka dziecięcego jakieś ubrania, kilka rzeczy m. in. nakrycie stołowe i razem z moją mamą Janiną Feldman ewakuowały się również do Starego Miasta, dołączyły do uciekinierów schronionych u Schönbornów. Ostatecznie schroniły się w Leżajsku u państwa Dullów, bo w Starym Mieście 
u Schönbornów nie było już miejsca. Karpińska schowała wózek w Starym Mieście u krewnej Anielci, w stercie chrustu.
Karpińska wiele razy spała u moich dziadków Feldmanów, ukrywając się przed Ukraińcami, przez których była kilkakrotnie obrabowana.

Moja babcia Franciszka Feldman postanowiła nie opuszczać domu, została na gospodarstwie doglądać bydła, bo lada moment miała się ocielić krowa. Ukrywała się razem z Pauliną Matuszową w pobliskich krzakach zarośniętych pokrzywami i od czasu do czasu w dogodnym momencie zachodziła do domu nakarmić bydło. Po oporządzeniu bydła 
Babcia Franka zapakowała na furmankę pierzynę, siano dla konia i zawiozła do Schönborna.

Ci, którzy ewakuowali się ze wsi, przedostawszy się promem do Starego Miasta i Leżajska oczekiwali na rozwój wydarzeń.

W poniedziałek po południu Moskale przemaszerowali spokojnie przez wieś, udali się do Leżajska, ulicą Sanową podeszli po Sąd, a potem wrócili do Krzeszowa. Wydawało się, że strzelanina ucichła, Sowieci się wycofali, walki zostały zakończone.
Mieszkańcy Kuryłówki zaczęli wracać do domów. Bielaki wrócili, Jerzy Buczko wrócił z rodziną, Pękalowa wróciła, Ćwikły z górki wrócili zza Sanu.  Po południu zabrali Mikołaja i Jerzego Buczko.

8 maja 1945 roku. Wtorek. Imieniny Stanisława.

W odwecie 8 maja 1945 roku wojska sowieckie przy współudziale polskich sił bezpieczeństwa dokonały pacyfikacji Kuryłówki. Rosjanie zajęli szkołę i stamtąd ostrzeliwali. W cerkwi przebywali aresztowani mieszkańcy, którym nie udało się schronić przed Ukraińcami. Aresztowali Katarzynę Wilkową, i jeszcze kogoś?, przetrzymywali ich całą noc w cerkwi.

Wieś została doszczętnie spalona.

Tym, którym udało się ewakuować do sąsiedniej wioski - do Starego Miasta udało się ocalić życie. Zostali ostrzeżeni przez partyzanckie oddziały Radwana o przygotowywanym natarciu i zdążyli się schronić. Ale niektórzy pozostali w domach. Zginęli tragicznie.

Spalili Mikołaja Bielaka i Jerzego Buczka. Podobno służąca (Ruska), wydała Moskalom Mikołaja, zdradzając jego kryjówkę na strychu stajni. Moskale zabrali Mikołaja oraz jego sąsiada Jerzego Buczka do lasu w okolicy Kulna-Naklika? Polali im wrzątkiem głowy i rozstrzelali w bestialski sposób.




Moja mama Janina Feldman schroniła się u Dullów na ul. Sanowej w Leżajsku. Razem z Dullową rano poszły do klasztoru do spowiedzi. Jej drugi mąż Stanisław Cisek z Żołyni zginął na wojnie i ona co roku na 'św. Stanisława' chodziła do klasztoru modlić się. Kiedy wróciły do domu, podczas śniadania zorientowały się, że coś się dzieje, jakiś ruch się zrobił wśród sąsiadów. Wyleciały na podwórze i dowiedziały się, że Kuryłówka się pali. Łuna palącej się wsi była widoczna w Leżajsku, oddalonym 7 km od Kuryłówki.
Moja ciotka Maryna, młodsza córka Feldmana była w tym czasie w szkole w Leżajsku i tam przebywała u ??

Babcia Franka Feldmanowa wczesnym rankiem 8 maja zdecydowała się pojechać do Starego Miasta, chciała sprowadzić dziadka do domu, bo jak się jej wydawało, skoro w poniedziałek walki ucichły, pora wracać do domu. Dziadek zaczął powoli przygotowywać się do powrotu do domu, poszedł po kobyłę, która się pasła na błoniu. 

Babcia i dziadek zdążyli jedynie dotrzeć do Sanu, czekali na prom, gdy zobaczyli uciekających w popłochu ludzi z Kuryłówki. Była godzina 8, może 9 rano, gdy zobaczyli łuny unoszące się nad Kuryłówką. Dziadek Julian Feldman zawrócił, a babcia Franka z córką Maryną nie zważając na niebezpieczeństwo poleciały przez pola do Kuryłówki. Zastały płonące wszystkie zabudowania. Babcia zdążyła jeszcze wygrzebać zakopane nadpalone maszyny do szycia. W stajni dwie krowy przywiązane łańcuchami już dogorywały. Gdyby każdy wiedział, że będą palić, to zabraliby więcej dobytku ze sobą. Nikt nie przypuszczał, że będzie taki bieg wydarzeń.
Podpalali równocześnie stodołę, stajnię i chałupę, tak samo u Ryfki Keil spalili wszystko.

Sąsiad Julek Makara i Staszek Czapla spalili się żywcem ukryci w schronie piwnicy u Czapli. Babcia Franka pomagała Marii Makarowej wydobywać zwęglone zwłoki męża. Jan Czapla
ojciec spalonego żywcem syna Staszka z rozpaczy mało nie oszalał, chodził w obłędzie po podwórzu między zgliszczami i również zginął tragicznie, przywalony palącymi się jeszcze belkami. Staszek był młody, może dwa lata po ślubie. (Michał Czapla syn Jana był przy śmierci Janki Oleszkiewiczowej).




W Księdze Zgonu ksiądz Kazimierz Węgłowski zapisał:
Julian Makara ur 28 marca 1907 syn Antoniego i Agnieszki Skiby, mąż Marii Gorący zmarł 8 maja 1945 roku. Jako przyczynę zgonu wpisał – udusił się w schronie podczas palenia Kuryłówki”.


Dzień później, 9 maja kiedy już ogłoszono koniec wojny, mieszkańcy Kuryłówki nie mieli powodu do entuzjastycznego świętowania Dnia Zwycięstwa. Ukraińcy jeszcze raz przyjechali palić dalszą część Kuryłówki. Spalili gminę i posterunek milicji. Wojna skończona, syreny wyły, Ukraińcy zaczęli się wycofywać i nie dokończyli niszczenia reszty wsi.
9 maja zginął również Jan Josse, (ojciec inżyniera Józefa Jossego, chemika, absolwenta lwowskiej uczelni, który pracował w Zakładach Spirytusowych w Łańcucie). Podobno go zastrzelili i wrzucili do ognia.

W tym dniu Franciszek Góral - ojciec Zośki Góralowej i Michał Kostek - ojciec Emila ps. 'Maciek', komendanta miejscowej placówki NOW-AK rozmawiali na błoniach, gdy pojawili się Moskale. Franciszek i Michał próbowali się schować w ziemiance koło cerkwi (między cmentarzem, a ogrodem Feldmanów były 'gruby', Krupicha miała tam ziemniaki), niestety Moskale ich dojrzeli. 
- Wyłazi! wyłazi! - krzyczał sowiecki żołnierz
Michał Kostek nie chciał wyjść z tej ziemianki, został postrzelony, natomiast Franciszek Górala, posłusznie wyszedł, zabrali go na posterunek na placu Oleszkiewicza i tam na podwórzu go zastrzelili. Milek Kostek ps. Maciek sprowadził lekarza z Leżajska (lekarz mieszkał na Podklasztorem). Niestety, nie udało się, Michał zmarł jeszcze tego samego dnia 9 maja 1945. U Kostka zastrzelili świnie.



Straty były ogromne. Spalono 200 zabudowań gospodarskich.
Podczas tych kilkudniowych walk zginęło wiele osób: Mikołaj Bielak s. Antoniego i Marii Koba, Jerzy Buczko, Julek Makara, Jan Czapla, Staszek Czapla, Karol Kycia, Franciszek Góral i Michał Kostek s. Wojciecha i Rozalii Kuszaj, Jan Josse. Stefania Pityńska z Krupów ps. 'Perełka' została postrzelona.

Ludzie pozostali bez środków do życia. Nie mogli liczyć na sąsiedzką pomoc, bo wszyscy mieszkańcy wsi dzielili taki sam tragiczny los. Z pomocą przychodzili im ludzie z sąsiednich wiosek, udzielając im dachu nad głową, do czasu odbudowania własnych domów.

Moi dziadkowie w Dniu Zwycięstwa stracili cały dobytek. Dziadek Julian przez wiele dni sam porządkował zgliszcza, zakopywał popalone bydło. Późnymi wieczorami wracał o głodzie, wyczerpany z sił do rodziny Ćwikłów (teściów). Przygarnęli moich dziadków, mamę i ciotkę, dali schronienie, ale niestety, też nie mieli ich czym nakarmić.
Dużą pomoc okazywała moim bliskim rodzina Pietrychów z Tarnawca, która rozumiejąc tragedię, zaświadczyła, że ‘prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie’. 

Pani Emilia Szczęsna ukrywała się u Córkowiczów w szkole w Starym Mieście, straciła cały dobytek, miała piękny, nowy, zaledwie rok wcześniej wybudowany dom, została sama z dziećmi. W 1942 roku mąż Józef Szczęsny zginął w Oświęcimiu. 


środa, 15 kwietnia 2015

Archeologiczne odkrywanie śladów przeszłości w Kuryłówce

Miałam przyjemność rozmawiać z Mirosławem Mazurkiem z Fundacji Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego. Grupa archeologów z tego Ośrodka Archeologicznego prowadzi w pobliżu kościoła i plebani badania archeologiczne na zlecenie Urzędu Gminy Kuryłówka.
Czego się spodziewają się?
Zdążyli już odkryć fragmenty oficyny popałacowej. 



Pan Bucior z Tarnawca opowiedział mi, że jeszcze w latach 70. ub. wieku, w miejscu odkrytej obecnie oficyny, stała tam piwniczka ze schodami w kształcie elki, ale zaskoczony jest odkrytymi przez archeologów fundamentami po prawej stronie od tej piwnicy. Wówczas te fundamenty nie były widoczne. Dzieciaki kręciły się przy tej piwnicy, skakały po schodach. więc ówczesny proboszcz ks. Lorenc w obawie o bezpieczeństwo przeganiał ich stamtąd. 

Teraz archeolodzy skierowali badania kilka metrów obok tej oficyny. Wygląda na to, że ekipa natrafiła na fosę. Czyżby stał tam jakiś dwór warowny? Fosę zazwyczaj budowano w celach obronnych. Budowle obronne z reguły miały dodatkowe potajemne wyjścia, dające szansę ucieczki w przypadku oblężenia. Trzeba pamiętać, że w wyniku wielokrotnych najazdów Czyngisa-chana i tatarskiej ordy w XIII wieku, także w kolejnych stuleciach - XIV, XV, XVI w. Kuryłówka, podobnie jak Leżajsk i okoliczne wsie były wielokrotnie łupione i niszczone. Ludzie bestialsko mordowani, a kobiety bez względu na wiek gwałcone.

W ziemi, na głębokości zaledwie 50 cm wygrzebali kawałki potłuczonych garnków, niektóre fragmenty są ornamentowane, produkowane jakieś, bagatela, 3500 lat temu, z epoki brązu.
Z wykopalisk, we fragmentach ciemniejszej piaszczystej ziemi wygrzebano np. talerz placek z przełomu epoki brązu i wczesnej epoki żelaza, sprzed ok. 2500 lat, a to kultura łużycka.
Czy mogły być przywleczone?
Nie! - odpowiada pan Mirosław Mazurek. Takie fragmenty zachowane są w pozostałościach domostw, zabudowań gospodarczych. To mogła być jakaś piwniczka. 
Pierwsze ślady pobytu człowieka - stanowiska archeologiczne kultury przeworskiej w Tarnawcu i Ożannie - znane były dotychczas sprzed 1000 lat p. n. e. 
Znaleziska monet rzymskich w Tarnawcu, świadczą o intensywnym rozwoju osadnictwa z okresu rzymskiego. Przyjmuje się, że początkiem Cesarstwa Rzymskiego był rok 27 p.n.e., W 395 roku cesarstwo definitywnie rozpadło się na część zachodnią i wschodnią. W wyniku wędrówki ludów Państwo zachodnie upadło w 476 roku.
Opisane jest wykopalisko monet, wygrzebane przez dzieci w Kuryłówce w 1903 roku. Przypuszczalnie, że skarb zakopany został po roku 1650, za czasów inwazji szwedzkiej 1655. Obszerniej piszę o tym na końcu posta.
W połowie XVI wieku połączono w dwie sąsiednie wsie w jedną o nazwie Kuryłówka. Dziedziczka Zofia ze Sprowy Odrowąż (1540-1580), szlachcianka o piastowskich korzeniach po kądzieli nadała przysiółkowi Kuryłówki nazwę Tarnawiec na cześć nieżyjącego męża - Jana Krzysztofa Tarnowskiego, przedstawiciela tarnowskiej linii sławnego rodu Tarnowskich.
Na mapach katastralnych podobno widać dwór. Stał za na skarpie za budynkiem plebani w kierunku rzeki Złotej.
Od pewnego czasu mieszkańcy Kuryłówki z ciekawością przyglądają się archeologom i prowadzonym przez nich wykopaliskom. Mnożą się opowieści i legendy. 
Przypomniały mi się opowieści mojej prababki Marianny Milli, kiedy to w trakcie przedmałżeńskich nauk, musiała, wraz z przyszłym mężem Józefem Feldmanem odpracować w czynie społecznym prace zlecone przez tamtejszego proboszcza, ks. Franciszka Staruszkiewicza. Ślub pradziadków odbył się 21 czerwca 1887 roku. Trzeba było rozebrać ruiny wspomnianych lochów, znajdujących się koło plebani, a cegłę z tych lochów przenieść w okolice kościoła. Z tej cegły zbudowano później ogrodzenie wokół kościoła. Nie wiadomo, na jakim odcinku rozebrano lochy, pracę zaniechano ze względów bezpieczeństwa. 
Pisałam o tym na blogu, zobacz >> 

Opowieści o istnieniu lochów krążą nadal wśród mieszkańców Kuryłówki i Tarnawca. 
Niedawno napisał ktoś do mnie:

W dzisiejszych czasach wiele osób posiada GPR (Ground Penetrating Radar) - Georadar którym można ta zagadkę rozwiązać. Grunty rolne otacza jace plebanie powinny ułatwić zadanie.
Ta sama cegle, którą nosiła Pani prababka nosiliśmy na religii za księdza Lorenca.
Ks. Lorenc bardzo często opowiadał o lochach prowadzących do Leżajska. Według kościelnego cegła pochodziła ze starego muru wokół plebani.
Pozostałości wspomnianej cegły można znaleźć dokładnie tutaj: 50.288949, 22.470710
50 cm pod powierzchnia. Pozdrawiam.


Także pan Bucior z Tarnawca potwierdził, że legenda o lochach, a przynajmniej o podziemnych korytarzach krążyła od dawna we wsi. 
Jego tato Władysław Bucior też opowiadał o istnieniu lochów. 
Również Emil Czajka z Tarnawca opowiadał, że jak w dzieciństwie wchodził z kolegami do 'tego lochu' to świeczka gasła. 
Na skarpie za plebanią w miejscu, gdzie stał dwór były już wcześniej robione badania archeologiczne, ale podobno nie potwierdzono istnienia tych tajemniczych lochów. Wiadomo, że w miejscu, gdzie obecnie stoi kościół, kiedyś była tam kaplica dworska.



***
Marzy mi się spełnienie moich dziecięcych fantazji, kiedy to chciałam odkryć podziemnie lochy łączące Kuryłówkę z Leżajskiem. Podobno ich nie ma i nigdy nie było. Legendy krążą o takich przejściach, a ja wierzę, że jeszcze nic straconego, w dobie dzisiejszych możliwości techniki. 
Może kiedyś archeolodzy odnajdą ciała pół tysiąca żołnierzy Diabła Stadnickiego, którzy polegli w walce pod Tarnawcem. 
Podobno, 14 sierpnia 1610 roku Stanisław Stadnicki herbu Szreniawa (1551-14 sierpnia 1610 w Tarnawcu) zwany Diabłem toczył prywatną wojnę ze starostą Leżajska - Marszałkiem Koronnym Łukaszem Opalińskim. Opaliński zdobył jego rezydencję w Łańcucie wraz z samym miastem w roku 1608. Władca Łańcuta jednak zrobił odwet zdobywając rezydencję wraz z miastem Leżajsk. Ostatecznie przegrał wojnę z Opalińskim. Walczyło pod Tarnawcem wtedy około 6000 ludzi. Poległo tu pół tysiąca żołnierzy Stadnickiego a inni uciekli. Diabeł w odwrocie po bitwie pod Tarnawcem ukrył się w lesie, ale gdy nieostrożnie wychylił się zza kłód drewna został dostrzeżony przez Kozaków. "Diabła" dobił Tatar Persa. Po śmierci na ciele Stadnickiego naliczono 10 ran od ciosów i pchnięć. Opaliński żałował, że "diabła" nie wzięto żywcem, wynagrodził jednak Persę, który na najbliższym sejmie otrzymał nobilitację i nazwisko Pers Macedoński.
Legenda głosi, że odrąbaną głowę Diabła przywiózł do Lublina jeden z zalotników pięknej panny Reginy Żegocianki, by serce jej zdobyć i obnosił ją zatkniętą na drzewcu po Lublinie. [1]

***
WIADOMOŚCI NUMIZMATYCZNO-ARCHEOLOGICZNE. 
Łańcuckie - do gabinetu archeologicznego przy uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, wykopalisko monet, wygrzebane przez dzieci w Kuryłówce w powiecie Łańcuckim w Galicyi. Monet tych jest 71 sztuk przeważnie talarów, których klasy- fikacya jest nastepująca: Zygmunta jII ortów kor. 1621 (3 sztuki) 1622 (3) 1623 (8) 1624 (2) - ortów gdańskich 1616 (1) 1617 (1) 1618 (2) 1623 (1) 1624 (3) 1625 (3) 1626 - Jana Kazimierza szóstaków koło 1624 (2) 1625 (1) 1626 (1) 1627 (1) lat niepewnych (4) - ortów kor. 1650 (4) - Jerzego Wilhelma pruskiego ortów 1622 (2) 1623 (1) (1) -- Ferdynanda III cesarza talarów 1628 (11) - miasta Campen 1628 (1) - Zwoll 1628 (1) - zakonu krzyżackiego (rok 1626 zatarty) (1) - Leopolda tyrolskiego 10 krajcerów 1630 (1) 1632 (1) - Filipa IV hiszpańskiego talarów 1631 (1) pół- talarów 1625 (1) 1b28 (1) - Alberta i Elżbiety wielkorządców niderlandzkich 1/2 talarów 1617 (1) 1624 (1) cwierć talarów bez roku (2) - talarów belgijsko geldryjskich z 1643 r. (1) z miaBta Campen 1646 (1) - półtalarów belgijskich bez roku (?) (1) - Henryka de la Tour ks. Bouillon talarów sedańskich sztuk 1. z 1613 r. , Ponieważ najpóźniejszemi monetami są tu orty Jana Kazimierza z 1650 roku, wszystkie zaś te orty są nadzwyczaj zniszczone i wytarte z użycia, więc przypuszczać należy, że skarb zakopany został po roku 1650, najprawdopodobniej za czasów inwazyi szwedzkiej 1655, która i w te strony województwa krakowskiego dotarła. [2]
***

Linki związane z tematem:
[2] WIADOMOŚCI NUMIZMATYCZNO-ARCHEOLOGICZNE 1903 Nr 1/2 http://mbc.malopolska.pl/dlibra/plain-content?id=18369


czwartek, 2 kwietnia 2015

Statystyka czyli kto, skąd i co czyta na moim blogu

Zestawienie statystyczne wyświetleń mojego bloga 'W poszukiwaniu korzeni - zapiski genealogiczne' wg licznika jest imponujące. Dziennie około 260 wyświetleń, w ostatnim miesiącu 5200, a łącznie 146873. Super. 
Liczba wyświetleń wg kraju w ciągu 1 tygodnia:
Polska - 829
Stany Zjednoczone - 132
Niemcy - 80
Rosja - 71
Ukraina - 35
Wielka Brytania - 30
Irlandia - 25
Liban - 8 (skąd takie zainteresowanie?)
Francja - 5
Kanada - 3

Najczęściej odwiedzane posty w ciągu ostatniego tygodnia






środa, 25 marca 2015

70. rocznica zamordowania Janiny Oleszkiewicz-Przysiężniak

25 marca 2015 roku odbyły się w kościele pw św. Józefa w Kuryłówce uroczystości związane ze śmiercią Janiny Oleszkiewicz-Przysiężniak ps. 'Jaga' - łączniczki i sanitariuszki NOW-AK i NZW w Oddziałach "Ojca Jana".bestialsko zamordowanej 70 lat temu przez funkcjonariuszy UB.
Organizatorem uroczystości był Jerzy Przysiężniak - siostrzeniec mjr.Franciszka Przysiężniaka ps. „OJCIEC JAN”.
Udział w uroczystościach wzięli:
Grupa Rekonstrukcji Historycznej im. Wojciecha Lisa ps. 'Mściciel' z Mielca, grupa harcerzy i Reprezentacja Podkarpackiego Stowarzyszenia Poszukiwaczy 'Ocalić os zapomnienia' ze Stalowej Woli, przywieźli ze sobą sztandar ŚZŻAK - Stalowa Wola, młodzież z Niska - grupa "Niżańscy Patrioci", Stowarzyszenie Narodowy Krasnystaw, Ruch Narodowy i Narodowe Siły Zbrojne Lublin, Młodzież Wszechpolska i Obóz Narodowo Radykalny z Biłgoraja, ze Stalowej Woli pan Stanisław Szymula, pan Zbigniew Markut, pan Jan Rzękeć, Pani Wioletta Gut-Siudak z Jarosławia doktorantka KUL, 
Henryk Atemborski - związany z partyzantką ziemi kieleckiej żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, Brygady Świętokrzyskiej, Dionizy Garbacz autor książek 'Wołyniak legenda prawdziwa',  'Żołnierze Wołyniaka', 'Czas wyklętych' oraz Władysław Baj - kuzyn Janiny Oleszkiewicz-Przysiężniak. Była również Aleksandra Naskręska kuzynka Stefanii Krupy-Pityńskiej ps 'Perełkajednej z bohaterek książki Szymona Nowaka 'Dziewczyny Wyklęte'. 
Był również Tadeusz Puchalski- syn Stanisława Puchalskiego autora książki 'Partyzanci Ojca Jana'. Oczywiście nie zabrakło mieszkańców Kuryłówki, którzy znali rodzinę Oleszkiewiczów oraz znali historię ich tragicznie zmarłej córki Janki Oleszkiewiczówny.

To pierwsze wydarzenie o Żołnierzach Wyklętych w Kuryłówce od czasów zakończenia wojny.
O godzinie 17 odprawiona została Msza Święta w intencji Janiny Przysiężniak z d. Oleszkiewicz ps. "Jaga. 



Po mszy świętej złożono wieńce i kwiaty, zapalono znicze na grobie zamordowanej Janiny Przysiężniak "Jagi".
Pani Wioletta Gut-Siudak, która jest historykiem zajmującym się badaniem losów żołnierzy podziemia niepodległościowego, doktorantką Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II wygłosiła prelekcję o losach "Jagi" i Oddziałach "Ojca Jana".
Głos zabrała również Pani Maria Błońska z Kuryłówki, pochodząca z miejscowości Graba. Opowiedziała o swojej babci Helenie Mikołajczyk, która gościła partyzantów biorących udział w walkach na tamtym terenie w grudniu 1943 roku. Wtedy to w Grabie miał się odbyć ślub Janiny Oleszkiewicz ps. 'Jaga' z Franciszkiem Przysiężniakiem ps. 'Ojciec Jan'. Niestety, zasadzka urządzona przez Niemców pokrzyżowała te plany. Napisałam o tym więcej w poście pt. Janina Oleszkiewicz-Przysiężniak ps. 'Jaga'.

Ja zaś wspomniałam kilka słów o mojej mamie Janinie Stankiewicz z Feldmanów. Moja mama była przyjaciółką Janki. Nie mogła osobiście uczestniczyć w uroczystościach, ponieważ aktualnie przebywa u swojej córki w Lesku, ale sercem, duchem i myślami była z wszystkimi tutaj na grobie Jagi. 

Władysław Baj - cioteczny brat 'Jagi' łamiącym ze wzruszenia głosem złożył serdeczne podziękowania wszystkim uczestnikom spotkania za udział w tej doniosłej uroczystości. 
Po oficjalnym spotkaniu uczestnicy długo jeszcze snuli refleksje na temat wojny, osobistych przeżyć związanych z wydarzeniami podczas drugiej wojny światowej.



***


*****

***
Przy okazji złożono hołd pod pomnikiem Józefa Zadzierskiego ps. Wołyniak, kilka osób wygłosiło przemówienia okolicznościowe.

'Po tylu latach cichych opowieści i przeżyć wreszcie możemy przeżyć prawdę, bo prawda nigdy nie umiera - powiedział pod pomnikiem Wołyniaka pan Wincenty Pażyra Honorowy Obywatel Miasta i Gminy Nowa Sarzyna, autor licznych opracowań z zakresu I i II wojny światowej z terenu Sarzyny.
Moje pokolenie i niektórych tu z was wychowało się na opowieściach ojców, którzy opowiadali o żołnierzach walczących o wolność i o kobietach i dziewczynach, które musiały wiele wycierpieć, a nawet oddały życie za Ojczyznę. Cieszę się, że my żyjący możemy o tym mówić, możemy przekazać młodzieży, która chce ich naśladować, ich obecność jest najlepszym świadectwem  patriotyzmu'.

Henryk Atemborski ps. 'Pancerny' przybliżył sylwetkę 'Jagi', wspominał także o żołnierzach wyklętych.'Cześć i chwała bohaterom' - takimi okrzykami oddali hołd żołnierzom wyklętym pod pomnikiem Józefa Zadzierskiego 'Wołyniaka'.




Linki:
Oleszkiewicz Franciszek - Biogram
Upamiętnia miejsca walk żołnierzy Armii Krajowej - Zbigniew Markut

niedziela, 22 marca 2015

Dokumenty spadkowe CK Sądu Powiatowego w Leżajsku

W zbiorach Archiwum Państwowego w Rzeszowie (ul. Bożnicza 2, 35-064 Rzeszów) znajduje się inwentarz zbioru CK Sądu Powiatowego w Leżajsku. 
Księgi nabytków dot. spadków (aktowe materiały archiwalne) z lat 1872-1918. Materiały archiwalne w języku polskim, niemieckim i angielskim.
W zakładce 'Słowa kluczowe' jest indeks ponad 4000 osób, po których został spadek. Figurują tam nazwiska różnych wyznań, nazwiska licznie występujące obecnie w Leżajsku, ale również nazwiska mi obce. 
Jeśli nawet nie jesteś spadkobiercą to na pewno dokumenty mogą się okazać wspaniałym źródłem do badań genealogicznych.

Link do Archiwum Państwowego w Rzeszowie

CK Sąd Powiatowy w Leżajsku


Krótka historia sądownictwa w Leżajsku

W 1855 r. miała miejsce reforma administracji w wyniku której utworzono powiat leżajski z siedzibą władz powiatowych w Leżajsku. Utworzenie starostwa zwiększyło liczbę inteligencji w mieście. Staroście podlegała Sąd Powiatowy oraz urząd finansowy. Starostą został Gottlieb Rit. Starostwo działało do 1863 roku. Wówczas w miejsce powiatu leżajskiego utworzono powiat z siedzibą w Łańcucie, a Leżajsk spadł do rangi miasteczka, którego prawa serwitutowe wykupili Potoccy. W 1867 dokonano ostatniej zmiany w podziale administracyjnym Galicji, w wyniku którego Leżajsk znalazł się w nowym powiecie z siedzibą w Łańcucie, w okręgu skarbowym z siedzibą w Jarosławiu. Pozostał jednak siedzibą Sądu Powiatowego, których w politycznym powiecie łańcuckim było 3 (Leżajsk, Łańcut i Przeworsk). Sądy te podlegały Sądowi Obwodowemu w Rzeszowie, a ten Wyższemu Sądowi Krajowemu w Krakowie.
W 1886 r. otwarto Urząd Podatkowy w Leżajsku, na czele z poborcą Antonim Luckschandlem. Antoni Luckschandel - wieloletni radny był kierownikiem Urzędu Podatkowego w okresie przedautonomicznym, prokuratorem w Leżajsku. Zgromadził ok. 40 tys. koron. Przeznaczył pieniądze z części sprzedanego majątku na stypendium dla uzdolnionej młodzieży pochodzącej z biednych rodzin, sierot, a w swoim testamencie przeznaczył na Szpital Ubogich (Dom Przytulisko Starców) 2000 koron i na ochronkę 1000 koron. 
W 1910 r. nastąpiła reorganizacja sądów powiatowych, w których zwiększono liczbę sędziów likwidując przy tym stanowiska adiunktów. Sądem Powiatowym w Leżajsku kierował naczelnik (Stanisław Matuziński). Sędzią powiatowym został Jan Grzegorczyk. Oprócz sędziego powiatowego było 2 etaty sędziów, 3 etaty komisarzy do ksiąg gruntowych oraz 7 etatów oficjałów i kancelistów. Dzięki zmianom Sąd Powiatowy stopniowo się rozwijał, w związku z czym zwiększono liczbę składów orzekających i liczbę adiunktów. W 1910 r. zreorganizowano również sądy pierwszej instancji tworząc stanowisko naczelnika sądu, na miejsce sekretarza sądu utworzono etat sędziego powiatowego, a na miejsce adiunktów etaty sędziów.

źródło:

wtorek, 17 marca 2015

Maria Werfel Mikulska (1921-2009)

Jedną z bliskich koleżanek mojej mamy Janiny Stankiewicz z Feldmanów była Maryna Werfel Mikulska. Maryna była moją matką chrzestną. Pamiętam spędzone chwile u Werflów. Dziadek Julian i babcia Franka Feldmanowie zabierali mnie w dzieciństwie na gajówkę. Jechaliśmy furmanką, pewnie na jagody. Do dzisiaj czuję smak leśnego płynnego miodu, którym częstował nas ktoś z domowników. Pamiętam słoneczną pogodę, las, śpiew ptaków i ten miód zjadany łyżeczką ze szklanego talerzyka.

Moja mama wspomina:

Maryna urodziła się 13 marca 1921 roku, mieszkała w leśniczówce znanej wszystkim jako Werflówka w Brzyskiej Woli. 



Ojciec Józef Werfel urodził się w Sarzynie, ale w Brzyskiej Woli mieszkał i pracował jako gajowy. Żonę Magdalenę z Łachów pochodzącą z Woli Zarczyckiej sprowadził do leśniczówki po ślubie, który się odbył 1 lipca 1908 roku w kościele w Woli Zarczyckiej. 

Nasi Rodzice żyli w wielkiej przyjaźni - wspomina mama. Pani Werflowa była bardzo sympatyczną, życzliwą kobietą. Wszyscy darzyli ją wielkim szacunkiem.

Werflowie mieli siedmioro dzieci. Najstarszy był Aleksander. Olech ur. się w 1910 roku. 

Ludwik poślubił Wandę Szeligę z Leżajska, 
Janina starsza ode mnie o rok (ur. 1923), a Leon o rok młodszy (ur. 12 lutego 1925), najstarsza Ala była nauczycielką i mieszkała w Sarzynie. 

Z Marylą mimo, że była trzy lata ode mnie starsza byłyśmy bardzo zżyte. Przyjaźniłam się z nią, ale też z Ludwikiem, Janką i Alą. W 1926 roku Ludwik podpisał się na Polskiej Deklaracji o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych. Była to inicjatywa narodu polskiego z okazji 150-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Ludwik był wówczas uczniem klasy II Państwowego Gimnazjum w Leżajsku. 

Wszystkie dzieci były wykształcone. Janek chodził do szkoły w Jarosławiu, Maryla w Przemyślu, Janka w Łańcucie.

Leon poślubił 30 grudnia 1950 roku Stanisławę Wnuk c. Stanisława i Rozalii Pędziwiatr. 

Jan Werfel poślubił Irenę wdowę po Stanisławie Diakiewiczu. Wyjechali z Brzyskiej Woli i pracował jako nadleśniczy w Dębogórze k Poznania. Był adiunktem u Gyjakiewicza.

Stanisław Diakiewicz pierwszy mąż Ireny zginął śmiercią tragiczną. Został rozstrzelany w Niedzielę Palmową w lesie w Kulnie. Pochowany jest na Cmentarzu w Kuryłówce, niedaleko grobu tragicznie zmarłej Janiny Oleszkiewicz-Przysiężniak ps. Jaga.
Po latach podczas spotkania w Sieniawie z rodziną Werflów moja mama ogląda zdjęcia i przywołuje wspomnienia z czasów młodości.

Na gajówce u Werfla w Brzyskiej Woli zbierało się towarzystwo z okolicznych wiosek. Z Wólki Łamanej przychodził Skowronek, który miał powołanie na księdza czy zakonnika, ale wojna udaremniła jego edukację. Z 
Kuryłówki przychodziła Janka Oleszkiewicz i jej brat Marian, Binek Michlewski, Zośka Bielakówna, Irka Ciszkówna Rakszawska, z Brzyskiej Woli przychodziła Krzyśka Świętoniowska córka kierownika szkoły w Brzyskiej Woli, Stefan Kosiarski. Spędzaliśmy wspólnie miłe chwile.

Werflowie mieli w lesie miejsce na ugorku ogrodzone na siatkówkę, obsadzone drzewami. 

Fot. Werflówka w Brzyskiej Woli. 

Graliśmy tam w siatkówkę, śpiewaliśmy przy ognisku, a potem pani Magdalena Werflowa zapraszała wszystkich na podwieczorek. Był świeżo upieczony chleb, miód z własnej pasieki. Późną nocą rozweselone towarzystwo, ze śpiewem na ustach wracało do Kuryłówki. Zdarzało się, że zostawałam na noc, a nawet przebywałam tam kilka dni.

Tam na górce balowaliśmy też na weselu Ali i Olecha Werflów.

Moja mama, Maryna Werflówna i jej siostra Janka były świadkami tragicznych wydarzeń, jakie wydarzyły się 29 czerwca 1944 roku w Kuryłówce na Kahlówce.
Obie siostry mieszkały w Brzyskiej Woli, a więc prawie po sąsiedzku, niedaleko Szyszkowa. Partyzanci zostali ostrzelani w Szyszkowie przez 1000-osobową grupę Kałmuków (Mongołów) dowodzonych przez oficerów Wermachtu, z którymi stoczyli krwawą bitwę. W czasie strzelaniny zostało rannych 12 żołnierzy, m.in. dowódca zgrupowania „Szpak”. Zostali przewiezieni na Kahlówkę. Potrzebna im była pomoc, trzeba ich było nakarmić, opatrzyć rany. Maryna i Janka słysząc strzały z bitewnych pól w Szyszkowie, wystraszone uciekły do Kuryłówki i schroniły się u Feldmanów. Na Kahlówce mama, Maryna i Janka wzięły się do roboty. Pomogły Marii Kostkowej gotować obiad, strugały ziemniaki, obierały ogórki na mizerię, robiły makaron i przyrządzały kurczaki. W międzyczasie ktoś pojechał do Leżajska po lekarza, wkrótce Jędrzejowski przywiózł dr. Bolesława Szaniawskiego. Po obiedzie poszły razem z Maryną Werflówą i jej siostrą Janką Werflówną do rzeki prać bandaże po zmianie opatrunków przez doktora Bolesława Szaniawskiego.
Od wielu lat, corocznie 29 czerwca odbywają się uroczystości z okazji rocznicy tragicznych zmagań żołnierzy AK z Kałmukami na Kahlówce w Kuryłówce. Maryna Werfel Mikulska dopóki żyła, co roku przyjeżdżała z Sieniawy do Kuryłówki oddać hołd poległym. 
Fot. Spotkanie na Kahlówce

Fot. Maria Werfel Mikulska, Janina i Antoni Stankiewiczowie na cmentarzu w Kuryłówce w dniu 1 listopada 2008

Nie ma już śladu po Werflówce. Wybrałam się tam w 2007 roku z grupą zapalonych regionalistów Rafałem Cirytem, Sławkiem Kułaczem i Zbyszkiem Pierścionkiem. Pozostały jeszcze zgliszcza piwnicy. Teren w lesie porośnięty trawą jest mocno rozkopany. Pasjonaci militariów szukają resztek broni, łusek po walkach partyzantów oddziału Wołyniaka.



Maria Mikulska z d. Werfel zmarła 13 kwietnia 2009 roku w Sieniawie. Przeżyła 88 lat.




Rodzice Marii Mikulskiej pochowani są na Cmentarzu Parafialnym w Kuryłówce, par. Tarnawiec


Linki:

Popularne posty

Etykiety

8 maja 1945 (1) AGAD (18) AGAD< Seidler (1) AK (1) Aleksander Bilski (1) Alfred Mogiła Stankiewicz (1) Almanach (1) Amberg (1) Anders (1) Andres (1) anegdoty rodzinne (1) Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy (5) Antonówka (1) AP Przemyśl (1) apelatywy (1) Arbeitsamt (2) archeologia (1) Archiwum Akt Nowych (1) Archiwum Główne Akt Dawnych (1) Archiwum Państwowe (1) Archiwum Państwowe w Rzeszowie (1) arcybiskup Wiednia Christoph von Schönborn (1) Argasiński (1) Art (1) austriackie korzenie (1) Babijczuk (1) Banas Wanda (1) Banaś (1) Baran (1) Bartoszewski (1) Bartłomiej Brodziak (1) Bawaria (5) Bazylika OO Bernardynów (1) Beigert (7) Betlejemka (1) Biblioteka Publiczna (1) Bielsko-Biała (1) Bieszczady (3) Bilger (3) Biogramy (18) Biłgoraj (1) Blaschke (2) Blog Roku 2011 (1) Blog Roku 2012 (1) Bloomfield (1) Bochdan (1) Bochdan Hipolit (1) Bohemia (1) Bohorodczany (3) Borek Franciszek (1) Bończa (4) Bractwo Kurkowe (1) Bridgepoint (1) Bruckenthal (1) Brygidki (1) Brzeziński (1) Brzyska Wola (2) Buczacz (1) Budapeszt (1) Buderaż (1) Bychawa (1) Bychawka (2) Bój o Kuryłówkę (1) Bąkowice (1) cadyk (1) Census (1) Census of the United States (1) Centralne Archiwum Wojskowe (2) cerkiew w Kuryłówce (1) Christoph von Schönborn (1) Chudy (1) Chyrów (1) Chłodnicki (1) Cieczkiewicz (1) Cielenkiewicz (1) Cieplice (1) Cieślikowa (1) Ciryt Rafał (1) Cisna (4) ck armia (2) CK Sąd Powiatowy (1) Cmentarz (2) cmentarz greckokatolicki w Kuryłówce (1) Cmentarz Rakowicki (2) Cmentarz w Kuryłówce (1) Cmentarz Łyczakowski (1) Connecticut (1) Czapla (1) Czapliński (1) Czarnota (1) Czeremuszna (1) Czernichowce (1) czerwonka (1) Czułyma (1) de Pourbaix (1) Dec (1) Diakiewicz (2) Dobrzański (1) Dolny (1) Dornbach (7) Dreyseitel (1) Drohobycz (1) Drzewo genealogiczne (22) duchowni (1) Dworaczek (1) dyzenteria (1) Dziewczyny wyklęte (1) Dziki Franciszek (1) Dąmbska (1) Eger (1) Ehresmann (1) Ejczun (1) Elimelech Weissblum (1) Ellisisland (5) emigracja (1) Emil Kostek ps Maciek (1) Epidemia cholery (4) epoka brązu (1) epoka żelaza (1) Etymologia nazwisk (2) Family Search (6) Feldman (15) Feldman Franciszka (2) Feldman Jadwiga (1) Feldman Jan (1) Feldman Janina (2) Feldman Julian (3) Feldman Józef (1) Firstenhof (2) Fischer (2) Fredro (2) Fredro Aleksander (1) Freifeld (1) Fruzińska (1) gaz musztardowy (1) Gazetka Rodzinna (1) Gdula (1) Gedroyc (4) gen. Anders (1) Genealogia (41) Genebase (1) Genek Kwieciński (1) genogram (1) Genpol (1) Giedroyć (1) Gillershof (3) Gimnazjum oo. Jezuitów (1) Gliniany (1) Gnändiger (1) GOK Kuryłówka (1) Gottlieb Rit (1) Gołkowice (1) Gołębiowska (1) Graczyk (1) grekokatolicy (1) Grekowicz (1) Griner (1) Groll (2) Grottger Artur (1) Gryger (1) Gródek Jagielloński (2) Guguł (1) h. Zaremba (1) Halesiak (1) Halik Rafał (1) Harlender (1) Hartford (1) Hartleb (3) Haszto (1) Hausner (12) Hausner Artur Walenty (2) Hausner Karol Aleksander (1) Hausner Ryszard (1) Hausner Stefan (1) Hektor (1) Herman (1) Historia (3) Hofman (1) Honoriusz Stankiewicz (1) Hornung (1) Horodenka (1) Horst (3) Huber (1) I wojna światowa (9) I wojna światowa nad Sanem (1) I WW (3) II wojna Światowa (9) III Rzesza (1) IIWW (1) Imieniny Antoniego Stankiewicz Antoni (1) Ingram (1) Internet (2) Iwaszek Agnieszka (1) IWW (1) Jaga (2) Jagiełła (1) Jamroży (1) Janina Oleszkiewicz (1) Janina Oleszkiewicz Przysiężniak (2) Januszewski (1) Jarosław (3) Jasiński (1) Jelna (1) Jose (1) Josefinendorf Józefówka (2) Józefówka (1) Kacprzak (1) Kahl (1) Kahlówka (2) Kalatówki (1) Kapral (2) Kapral Zofia (1) kardynał Schönborn (1) Karolówka (1) Katyń (1) Kałmuk (2) Kaźmierczak (1) Keswick (1) Kiersnowska (1) Kijanowski (1) Kimlowski Józef (1) Kisielewicz Adam (1) Kiszakiewicz (1) Kobelnica (1) Kochaj (1) Kociatkiewicz (1) Kolejka Leśna (1) kolonizacja józefińska (3) koloniści niemieccy (31) Konopka (1) Korczyński (1) Kosiarski Józef (2) Kostrzewa (1) Kowalska Dorota (1) Koziebrodzka (1) Koło ŚZŻAK w Leżajsku (1) kołowrotek (1) koń (1) Kończyce (1) Kościół św. Anny (1) kościół św. Józefa (1) Kościół św. Mikołaja (1) kościół św. Stanisława Biskupa (1) Krach (8) Kraków (7) Krasnopolski (1) Krasnystaw (1) Kresy (8) Kronenberg (2) Kronenberger (3) Krupa (2) Krupa Stefania (1) Krzemieniec (3) Krzeszów (4) Krzyżanowski (1) Król Kurkowy (1) Księgi Kościelne (22) księgi metrykalne (10) Kubis (1) Kucharski (1) Kuczyńska (1) Kukiz (1) Kukiz Paweł (1) Kukiz Tadeusz (1) Kulików (1) Kulinaria regionalne i narodowe (1) kultura łużycka (1) Kumaszka (1) kurierzy (2) Kuryłówka (15) Kuryłówka Dornbach (49) Kuziński (1) Kułacz (1) Kułacz Sławomir (3) Kwieciński (1) Kycia Michał (1) Kłupko (1) Kőnigsberg (1) Larendowicz (1) Legenda (1) legioniści (1) Legiony (2) Leja (1) Leopold Lewicki (1) Lesko (1) Leżachów (1) Leżajsk (23) Limeryki (1) Linki Przydatne (1) Lipman (1) Lisowski (1) Litke (1) Lubaczów (3) Lubelskie Korzenie (4) Lubelskie TG (1) lubgens (7) Lublin (1) Lubomirka (1) Luckschandel (2) ludobójstwo (1) Ludwig (5) Ludwik (4) Luton (1) Lwów (13) Madonny Kresowe (1) Magiera (1) Majdańska Huta (1) malaria (1) Markiewicz Mieczysław (1) Markowski (1) Matuszko (1) Matuszko Julian (1) Matuziński (1) Maziarski (1) Meder (4) Medycyna (5) Merkel Angela (1) metryki (2) Michalik (1) Michałówka (1) Michlewski (1) Miechocin (1) Miednoje (1) Mieszczańskie Towarzystwo Strzeleckie we Lwowie (1) Mikulska (1) Milii Wiktoria (1) Milli (12) Milli Antoni (1) Milli Justyn (1) Milli Marianna (3) Milli Roman (1) Minakowski Marek (2) Miękisz Nowy (1) Mogiła (1) Moje zainteresowania i pasje (1) Monne Wanda (1) Motyka (1) Motyka Janusz (1) Mróż (1) Muzeum Powstania Warszawskiego (1) Myheritage (1) Na co umierali nasi przodkowie (2) NAC (2) Nefling (5) Nekropolia (1) Neunburg worm Wald (5) Newsweek (1) Nida Rudolf (1) Nida Stanisław (1) Niedenthal (2) Nielepkowice (1) Niemczyk (1) Niesiołowski (1) Nisko (5) NOW-AK (1) NOW_AK (1) Nowaczyk Małgorzata (1) Nowak Szymon (1) Nowosielski (1) Nysa (1) odbiorcy (1) Oddział Ojca Jana (1) Ogrody Wspomnień (1) Ojciec Jan (1) Oleszkiewicz (3) Oleszkiewicz Janina (1) Ordyczyńska Anna (2) Ordyczyńska Maryla (2) Ordyczyńska Wiktoria (1) Ordyczyński (5) Ordyczyński Józef (1) Ordyka (1) Osiński (1) Ossowa (1) Ostasiuk (1) Ostrowiec (3) Ośniki (1) Paczyński (1) Padew Narodowa (1) papierosy (1) Parczewski (1) partyzanci (2) patronimiki (1) PCK (1) Peigert (1) Perełka (1) Piave (2) Piawa (2) Pietrusiewicz (1) Pietruszewicz (1) Pietrycha (1) Pikulski (1) Piliszko (1) Pityński (3) Piłat (1) Piłsudski (1) plebania (1) Pleśniany (1) poczta (1) Poddębce (1) Podzameczek (1) Politechnika Śląska (1) Polska Deklaracja o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych (1) Polska The Times (1) Polski Słownik Biograficzny (5) posag (1) Potoccy (2) Potocki (2) prawosławni (1) Prech (1) Presch (1) Pro Memoria (2) Pro Memoriam (1) Przedmieście Jarosławskie (1) Przemyśl (2) Przydomki (1) Przysiężniak (3) Przysiężniak Jerzy (1) Przędzel (1) ps Szpak (2) PSB (5) Pudełkiewicz (1) Puławy (1) Pławo (1) rabin (1) Radwan (1) Radziechów (2) Rakszawa (1) Rawa Ruska (1) Raźnikiewicz (1) reb (1) Regmunt (2) Reichert (2) Reiner (1) Reising (1) Renda Krzysztof (1) Rogala (1) Rokita Jan Maria (1) Romański Zdzisław (1) Rup Bogumił (1) Ruski Koniec (1) Rydygier (2) Rymut (1) rzeź wołyńska (1) Sambor (1) San (1) Schaff (1) Schiffer (1) Schoenborn (1) Schoesser (1) Schonanger (1) Schönborn (2) Schősser (1) Sekuła (1) Seltenreich (1) Sieniawa (1) Skalken (1) Skalska (1) Skałat (1) Skorupka (1) Skowronek (1) Sobieszczański (2) Sobór Św. Trójcy (1) Socha (2) spadek po (1) Spis Ludności Miasta Krakowa (1) Stachyra (1) Stadion hr Franciszek (1) Stanisław Jerzy Gdula (1) Stanisławów (3) Stankiewicz (11) Stankiewicz Antoni (4) Stankiewicz Felicja Eugenia (1) Stankiewicz Jan (2) Stankiewicz Janina (1) Stara Wieś (1) Staroń (1) Staruszkiewicz (1) Stary Zbaraż (1) statystyka (1) statystyka wyświetleń (1) straż grobowa (1) Stryj (1) Sturmwind (1) Suchodolski (1) Suchorzewski (1) Suchorzewski Jan Kazimierz (2) szalona Baśka (1) Szczepkowska (1) Szczepkowska Joanna (1) Szczepkowski (4) Szczepkowski Andrzej (1) Szczepkowski Jan (1) Szeptycki (2) Szewczyk (1) Szpunar (1) Szpyrka (1) szwabskie pierogi (1) Sędzimir (1) Słowacki Juliusz (1) Słownik geograficzny Królestwa Polskiego (1) T.G. "Sokół" (1) Tab (1) Tarnawiec (9) Tarnowscy (1) telegraf (1) Teodor Rhein (1) tercjarka (1) TMZL (1) Tokarski (1) Tomasz Nitsch (1) trafika (1) Trociuk (1) Tryncza (1) TSL (2) Tuligłowy (1) Turki (2) Twer (1) tyfus (1) Tykocin (1) UB (1) Uhnów (2) UJ (1) Ujejski (1) Ukraina (1) Ulas (1) ulica Ariańska (2) ulica Łyczakowska (1) UPA (2) Urbański (1) Urząd Repatriacyjny (2) Virtuti Militari (1) Wagner (3) Wajdowicz (1) Wanago (1) Wanda Wasilewska (2) Wanderszeit (1) Warkowicze (1) Wawel (1) Wańczyk (1) Weisenberg (1) weiße suppe (2) Werfel (2) Werflówka (1) wiano (1) Wiedeń (1) Wielkanoc (1) Wien (1) Wieniawa Chmielewski (1) Wildenthal Dzikowiec (6) Wilkos Aniela (2) Wilkos Katarzyna (1) Wioletta Gut-Siudak (1) Wirtenbergia (1) Wiązownica (2) Więcsław (1) Wodecki Ernest (2) Wodziczka (1) Wojnar Antoni (1) Wołyniak (3) Wołyń (4) Wróbel (1) Wspomnienia (12) Wszystkich Świętych (1) Wyszukiwarki (1) Wywód przodków (8) Wólka Batorska (1) Wólka Łamana (1) Wątróbka (1) Węgry (2) Yaki (1) Zabłotny (1) Zadwórze (1) Zadzierski (2) Zakopane (1) Zaleszczyki (1) Zamarstynów (1) Zamość (1) Zarzycki (1) Zawadowicz (1) Zawadzki (1) Zawirski (1) Załuże (1) Zbaraż (2) Zborów (1) ZBOWID (1) Zdołbunów (1) Zofia ze Sprowy Odrowąż (1) Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (1) ZWZ (1) Złoczów (1) Ćwikła (9) Ćwikła Franciszek (1) Ćwikła Jan (1) Łaskawski Ignacy (1) Ławra Poczajowska (1) Łopatyń (2) Łuck (1) Śniatyn (1) Światowy Związek Żołnierzy AK (1) Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej (1) Świete Wrota (1) Święto Zmarłych (1) ŚZŻAK (1) Żdżanne (1) Żmigród (1) Żoladkiewicz (4) Żołnierze Wyklęci (2) Żołynia (1) Żubracze (5) Żuk (1) Żółkiew (5)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...