'Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci'. - Wisława Szymborska

sobota, 25 lutego 2012

Wanda Brzyska Wasilewska

Na podstawie wspomnień mojej mamy Janiny Stankiewicz spróbuję napisać o jej koleżankach. 
Janka Oleszkiewiczówna, która była serdeczną przyjaciółką mojej mamy, w okresie nauki w leżajskim gimnazjum oraz Liceum Ogólnokształcącym w Leżajsku mieszkała na stancji u państwa Ordyczyńskich na ul. Słowackiego w Leżajsku. Razem z nią mieszkały jeszcze dwie koleżanki. Wanda Wasilewska z Brzyskich - wysoka, przystojna, o długich blond włosach, pochodząca z Łazowa, Weronika Jeleniakówna córka gajowego z Jastrzębca i Gienka ? z Tarnogrodu. 



Z domów rodzinnych do szkoły było daleko, więc na okres nauki wynajmowały stancję w pobliżu szkoły.  Janka była o 2 lata, Wanda o rok starsza od mojej mamy. Z nieznanych mamie przyczyn Wanda po jakimś czasie kontynuowała naukę w Łańcucie. Kiedy się spotykały towarzysko, Wanda chętnie opowiadała o nowej szkole, o koleżankach i nauczycielach w Łańcucie. Znana była z wesołego usposobienia i skłonności do śmiechu bez powodu. Opowiadała, że jak pewnego razu dostała ‘śmiechawki’ w trakcie lekcji, nauczycielka poprosiła ją o opuszczenie klasy za niestosowne zachowanie, Wanda wyszła na korytarz, ochłonęła, po czym po chwili postanowiła wrócić na zajęcia  i kiedy otworzyła drzwi ponownie wybuchła histerycznym śmiechem, zarażając przy okazji takim samym śmiechem uczniów.
Wanda  z jej ulubionym psiakiem Śnieżkiem   
Wanda Brzyska pochodziła z nauczycielskiej rodziny, ojciec Józef był kierownikiem szkoły w Łazowie gm. Krzeszów, matka Maria pracowała tam jako nauczycielka. Pracowali też w szkole w Kustrawie. W okresie wojny mieszkali w Krzeszowie, tam w urzędzie gminy pracowała Wanda, jako tłumaczka języka niemieckiego, a jej siostra Danuta w spółdzielni rolniczej. 
Wojna przekierowała jej priorytety życiowe. Wciągnęła się w działalność konspiracyjną.  W styczniu 1943 roku została zaprzysiężona na żołnierza Armii Krajowej, być może do AK wciągnął Wandę jej narzeczony - ppor. Konrad Wasilewski, który był komendantem placówki AK w Krzeszowie nad Sanem. Wkrótce poślubiła Konrada. Koleżanka z ławy szkolnej Janina Oleszkiewicz, działająca już wtedy w konspiracji  pod pseudonimem  ‘Jaga’ była jej dróżką na ślubie. Jaga poznała na weselu swojego przyszłego męża dowódcę oddziału leśnego majora Franciszka Przysiężniaka ‘Ojca Jana’.  

Wanda była młoda, piękna i zdeterminowana do walki o wolność Ojczyzny. Wartości patriotyczne przejęła nie tylko z domu rodzinnego, od ojca, który w tym czasie był komendantem  Związku Walki Zbrojnej, ale też ze szkoły, gdzie aktywnie działała w harcerstwie.
Kuryłówka, Krzeszów i okoliczne wsie należały w czasie II wojny do pow. Biłgoraj. Łatwo było jej nawiązać kontakty z innymi placówkami.
11 czerwca 1844 roku rozpoczęła się olbrzymia niemiecka operacja przeciw partyzantom  pod kryptonimem "Sturmwind I" (Wicher I), obejmująca swym zasięgiem lasy janowskie i lipskie, zakończona dnia 14 czerwca 1944 r. bitwą na Porytowym Wzgórzu.
Wiosną 1944 roku komenda obwodu biłgorajskiego AK organizowała stacjonarne szkolenie podoficerów. Wanda została zakwalifikowana na takie szkolenie. W dniu 13 czerwca 1944 roku niespodziewanie Kawaleryjski Korpus dr Dolla złożony z Kałmuków, prymitywnych, bestialskich Mongołów zaatakował obóz szkoleniowy. Partyzanci nie byli przygotowani do prowadzenia ciężkich walk, mieli słabe uzbrojenie, nie mieli szansy przetrwania obławy. W ręce wroga wpadło 16 partyzantów, łącznie z Wandą związani sznurami drutem, pod silną eskortą kawalerii kałmuckiej, przewiezieni zostali do Obozu Przejściowego w Biłgoraju, wewnątrz którego znajdował się gmach gestapo.
Rozpoczęło się wielodniowe, okrutne śledztwo. Bito ją i torturowano do nieprzytomności, po czym wywleczono do piwnicy. W dniu 26 czerwca, w czasie kolejnego przesłuchania, będąc u kresu sił i wytrzymałości, wykorzystując chwilową nieuwagę Niemców wyskoczyła z piętra na bruk ulicy. Ucieczka się nie udała, połamała ręce i nogi. Oprawcy dręczyli ją tak do 4 lipca 1944 roku, po czym zastrzelili.
Przed egzekucją partyzantów Niemcy poinformowali o tym ludność miasta specjalnym obwieszczeniem.
Początkowo nie wiadomo było, gdzie Niemcy ukrywali zwłoki maltretowanych ofiar. Z relacji miejscowej ludności wiadomo było, że samochody z więźniami wyjeżdżały do lasu, a wracały po jakimś czasie puste.
Rodzice Wandy z pomocą  znajomych przeszukiwali wskazane miejsce w podbiłgorajskim lesie, przeczesując krok po kroku każdy kawałek lasu. W pewnym momencie zauważyli uschnięty skrawek jagodnika.  Spod ziemi ukazały się jasne włosy, w odgrzebanej mogile znaleziono 5 osób, w tym zmaltretowane ciało Wandy.
Przypuszczano, że Wanda  została rozstrzelana 4 lipca 1944 roku w lesie Rapy koło Biłgoraja. Tego dnia gestapowcy zastrzelili 65 żołnierzy Polski Walczącej, wziętych do niewoli w wyniku przeczesywania lasów janowskich w ramach operacji  ‘Wicher I’ i ‘Wicher II’, z których 60 pochowano we wspólnej mogile, a pięcioro w tym Wandę Wasilewską ps. Wacek w mogile pod uschniętym jagodnikiem.

Jak podaje wnuk Józefa Brzyskiego  - Bogdan Siejek fakty dot. ostatnich dni Wandy są inne:
Wanda Wasilewska została zabita nie w dniu zamordowania grupy 60 partyzantów (4.lipca 1944 r), lecz już w dniu 21.czerwca 1944. Dlatego nie ma jej na obwieszczeniu gestapo z 4. lipca, i dlatego też ciało odnaleziono w innej mogile kilkaset metrów dalej. Daty te potwierdza sporządzona własnoręcznie notatka jej ojca, a mojego dziadka Józefa Brzyskiego, który zapisał między innymi:
(...)"28.05.1944 - ostatnie pożegnanie na plebanii w Krzeszowie na Zielone Świeta; 10.06.44 uwięziona w lesie; 21.06.44 śmierć Wandusi; 22.06.44 ucieczka z Krzeszowa do Jasiennika" (...)
Zawsze w naszej rodzinie obchodziło się rocznicę jej śmierci w dniu 21.czerwca, a pierwsza tablica na jej grobie w Krzeszowie (przed ustawieniem pomnika) także jednoznacznie wskazuje tą datę.
Wanda Wasilewska ps. Wacek pochowana jest w zbiorowej mogile na cmentarzu parafialnym w Krzeszowie nad Sanem. Po ekshumacji w Rapach wszystkich rozpoznanych partyzantów z Krzeszowa (w tym i Wandę) pochowano w zbiorowym grobie, na którym w latach 90-tych postawiono wspólny pomnik. Wanda leży jako pierwsza z prawej i w tym miejscu dziadkowie postawili w latach pięćdziesiątych odrębny nagrobek (którego zdjęcie kiedyś już przesłałem), a który został zdemontowany przy budowie pomnika.


Za działalność w ruchu oporu, który podobnie jak Wanda Wasilewska został aresztowany w Biłgoraju, okrutnie torturowany,  a następnie rozstrzelany na zamku w Zamościu został również Zbigniew Sobieszczański z Krzeszowa. Niestety, nie ma go uwzględnionego na tablicy zbiorowej w Krzeszowie.

PS. Właścicielem zdjęć jest Pan Bogdan Siejek. Dziękuję serdecznie za udostępnienie i możliwość publikacji.


Po dwóch latach dostałam od Joanny Wyrostek list. Pozwolę sobie zacytować jego treść:


Pani Anno,

jestem dziennikarką Biłgorajskiej Telewizji Kablowej. Nie jesteśmy potężną redakcją, ale działamy już od 20 lat, docieramy do tysięcy mieszkańców naszego miasta i reszty w Internecie :)

Od pewnego czasu, poza normalnym cotygodniowym wydaniem Wieści Biłgorajskich i innymi obowiązkami, zajmuję się ciekawostkami historycznymi z naszego regionu, mówię o wydarzeniach nieznanych dotychczas, zapomnianych, a ważnych z punktu widzenia Ziemi Biłgorajskiej, o osobach, których życie odcisnęło piętno na historii miasta, a o których dziś, niestety, po prostu się nie pamięta. Jedną z takich osób była bez wątpienia Wanda Wasilewska.

Okna naszej redakcji usytuowane są obok budynku, gdzie w czasie wojny mieściło się Gestapo, a ulica, gdzie stoi budynek nosi imię Wandy Wacek Wasilewskiej. Często siedząc przy biurku patrzyłam w ona budynku i myślałam o tej dzielnej, młodej dziewczynie, która wolała wyskoczyć z okna tej mordowni, niż być dalej przesłuchiwaną i torturowaną. Marcowy odcinek programu "Czy wiesz, że" (nomen - omen 3 marca minęła rocznica jej urodzin...) postanowiłam poświęcić jej pamięci, zwłaszcza, że znana jest w Biłgoraju jedynie z racji próby samobójczej i ..nazwy ulicy. Próbując dotrzeć do wiadomości o niej natknęłam się na Pani blog, dzięki czemu udało mi się odnaleźć jej rodzinę m. in. pana Bogdana.

Przy okazji zaczęłam się rozczytywać w innych materiałach, jakie udało się Pani zgromadzić i jakie publikuje Pani w Internecie. Jestem pod wrażeniem zapału i ogromu pracy, jaka została w to włożona.

Przy okazji przyszło mi do głowy, że jako osoba rozkochana w historii (i nie tylko, bo jak widzę równie mocno żyje Pani sprawami teraźniejszymi :) może zechce Pani rzucić okiem na materiał o Wandzie, od wczoraj jest już dostępny na stronie Biłgorajskiego Centrum Kultury, gdzie jest nasza siedziba.

Niżej przesyłam link i serdeczne pozdrowienia

Joanna Wyrostek


Czy wiesz ze ...Wanda "Wacek" Wasilewska

***
Bogdan Siejek, wnuk Józefa Brzyskiego przesłał mi skany ostatniego rozdziału książki Konrada Bartoszewskiego ("Wir") pt. "Wspomnienie", w którym pięknie pisze o obu dziewczynach - Wandzie 'Wacek' Wasilewskiej i jej koleżance Janinie Oleszkiewicz-Przysiężniak. Otrzymał je od syna pp. Bartoszewskich, Pana Piotra. Pozwolę sobie wkleić skany fragmentów wspomnień:





****
Kolejne informacje:

Kolb wraz z dwoma innymi gestapowcami przesłuchiwał w 1944 r. niejaką Wasilewską, żonę podporucznika ps. “Grota”, którą Kałmucy złapali w bunkrze za Hutą Krzeszowską (...), tak strasznie ją wraz z gestapowcami skatował, że Wasilewska nie mogąc znieść tortur wyskoczyła oknem, złamała sobie obie nogi i nadwyrężyła kręgosłup, gestapowcy jeszcze parokrotnie nosili ją na noszach na przesłuchanie do Kolba. Wreszcie ten ostatni wraz z innym gestapowcem wywieźli Wasilewską i jeszcze dwóch Żydów (sic!) pod Rapy (...) i tam, jak ustaliłem, zastrzelił własnoręcznie Wasilewską.

Roman Kolb, szef biłgorajskiego Gestapo prawdopodobnie nazywał się Robert Colb (lub Calb/Kalb). Nazywany przez samych Niemców “żółtym psem”, potężnie zbudowany, czterdziestoparoletni SS-Hauptsturmführer (kapitan SS) przed wojną związany z Halle (nad rzeką Saale, w Saksonii) trafił do Biłgoraja na przełomie 1942/1943 r. Wcześniej pracował w zamojskim Gestapo jako kierownik sekcji żydowskiej i był współodpowiedzialny za deportacje do obozów śmierci. W czasie pierwszej akcji w getcie (11 kwietnia 1942 r.) osobiście zastrzelił dwie córki i żonę znanego zamojskiego lekarza Jonasa Perelmuttera. 28 kwietnia Niemcy przeprowadzali akcję przeciwko komunistom.

Trząsł całym gestapo, żadne badanie nie odbywało się bez niego. Nienawidził Polaków. Bez żadnego powodu bił kobiety, mężczyzn i dzieci polskie na ulicy, żydów również, najeżdżał na ludzi koniem, katował szpicrutą do krwi, gdy szedł do restauracji legitymować i ktokolwiek z ludności nieniemieckiej nie wstał na jego widok, podbiegał do niego i bił po twarzy ręką lub szpicrutą.


poniedziałek, 20 lutego 2012

Babcia Jerzego Nowosielskiego pochodziła z Tarnawca


W blogu genealogicznym ‘
Hausner - Dzieje Rodzinne’ pisanym przez Wojtka Hausnera, a czytanym przeze mnie systematycznie i z dużą uwagą natknęłam się wątek poświęcony Nowosielskim, Hausnerom i Harlenderom.Wojtek zaczerpnął informacje z biografii malarza Jerzego Nowosielskiego opisanej przez Krystynę Czerni i skojarzył z informacjami o swoim prapra- Janie Hausnerze. Postawił tezę, czy Jan Hausner może być tym pradziadkiem, który ukrywał powstańców styczniowych przed Austriakami, któremu z wdzięczności zbiegowie z Królestwa pozostawili obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, a który to obraz wisiał u Jerzego Nowosielskiego w kuchni nad stołem?

Skojarzyłam Nowosielskiego, głównie z sensacyjnych informacji sprzed roku podawanych w mediach.

Jerzy Nowosielski - malarz, rysownik, scenograf, jeden z najwybitniejszych współczesnych malarzy ikon i cerkiewnych polichromii, zmarł 21 lutego 2011 roku (dokładnie rok temu), a dwa dni po śmierci artysty włamano się do jego mieszkania i skradziono dzieła malarskie m. in. 10 obrazów i cennych ikon.


Sięgnęłam po biografię ‘Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego’ pięknie opracowaną przez Krystynę Czerni.

Nazwisko Harlender od razu skojarzyłam z Tarnawcem (Dornbach), kolonistami i księgami parafialnymi Tarnawiec. Nazwisko nie trudno było zapamiętać, bowiem w moich dokumentach genealogicznych odnalazłam 3 różne zapisy tego nazwiska i analizowałam, który zapis jest prawidłowy. Harlönder, Harländer, Hallender czy Harlender?

W Księdze Zapowiedzi T. I. z Dornbach par. Tarnawiec znalazłam zapisy, do których nie dotarła autorka biografii, a o których nie wiedział też sam artysta.

Okazało się, że babcia Jerzego Nowosielskiego to Maria Hausner z Tarnawca 8. Urodziła 16 października 1840 w Dornbach - zmarła w Krakowie, pochowana jest na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie w grobowcu rodziny Nowosielskich.

Maria była córką Jana Hausnera i Katarzyny Beigert.

Wyciągi Familijne T. I. Dornbach z 1795-1890 rejestrują rodzinę Hausnerów, gdzie jest zapis o Harlenderach.


Maria Hausner mając 26 lat poślubiła 30 letniego Stanisława Harlöndera. Zapisy w Księdze Zapowiedzi podają, że służył w pułku Regiment ck Mazuchelli, mieszkał w Głębokiem Przedmieściu w Jarosławiu. 

Ślub odbył się 30 stycznia 1866 roku w kościele w Tarnawcu.

Stanisław był synem Franciszka Harlöndera i Anny Stachowicz. Zmarł 19 marca 1911, Jarosław, tuberkuloza.

W Tarnawcu urodziło się troje dzieci: Karolina ur 16 grudnia 1866, Dornbach 8,

Jan Harlőnder ur 22 maja 1869, Dornbach 8 i Rozalia Harlőnder ur 3 sierpnia 1871, Dornbach 8.

Maria i Stanisław Harlönderowie mieli więcej dzieci, jednak nie udało mi się odszukać w księgach danych o innych dzieciach, widocznie wyjechali z Tarnawca. Córka Harlenderów Anna Harlender - urodziła się już w Jarosławiu. Ślub ze Stefanem Nowosielskim odbył się w Kościele Św. Mikołaja w Krakowie.

Zastanawiam się, dlaczego w biografii jest tak mało informacji o austriackich korzeniach matki. Jerzy Nowosielski nie lubił mówić o patriotyzmie, narodowości. Kim jesteśmy i skąd pochodzimy?

-Naszą wyobraźnię buduje dzieciństwo, pamięć pierwszych kolorów, zapachów, dźwięków, zapisany w sercu kod pierwszych wzruszeń - czytamy w biografii Jerzego Nowosielskiego.


BLOGI POWIĄZANE:





sobota, 18 lutego 2012

Kulików - wspomnienia Antoniego Stankiewicza

Wspomnienia Antoniego Stankiewicza - mojego taty.

Urodziłem się 17 kwietnia 1924 roku w Kulikowie, małej wsi w powiecie radziechowskim, woj. tarnopolskim, liczącej (wg Księgi Adresowej Polski z 1929r) zaledwie 577 mieszkańców, gdzie sąd powiatowy był w Radziechowie, a sąd okręgowy w Złoczowie. Kulików słynął z mąki i pysznego chleba opiewanego w wierszach i piosenkach. Wspominają go Szczepcio i Tońcio w kołysance "Jak zarobim dwieści złotych...". "Kulikoski" chlib - gatunek chleba znanego we Lwowie pod nazwą "Chleb żytny (!) kulikowski". Wypiekany w przedwojennej jeszcze (sprzed I wojny) piekarni Natana Schwarca przy ulicy Źródlanej, w formie dwóch złączonych malutkich bocheneczków, posypanych czarnuszką. Powszechnie uchodził za przysmak, podawano go nawet w kawiarniach!

Właścicielem ziemskim Kulikowa był Władysław Ignacy Marek ks. Gedroyc. Podobno książę będąc w Paryżu wygrał klucz wsi w karty. Podobno, bo informacji takiej nie znalazłam we wspomnieniach jego wnuczki Józefy Renaty Dąmbskiej-Gedroyć, która napisała książkę 'Tajemnice Bieszczad. Placówka AK Żubracze'.

Książę Władysław Ignacy Marek Giedroyć i jego żona księżna Małgorzata Renata de Pourbaix (pochodząca z belgijsko-francuskiej bogatej rodziny bankierów, uciekinierów jeszcze z czasów rewolucji francuskiej na Kresy Wschodnie) byli też właścicielami Miękisza Nowego koło Jarosławia. Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, Gedroyciowie w obawie utraty życia wyjechali 25 maja 1915 roku do Kulikowa. Wybudował gorzelnie w Kulikowie.

Razem z nimi wyjechała Rozalia Piliszko i Jan Stankiewicz, moi przyszli rodzice. Matka Rozalia Piliszko pochodziła z Laszek. Urodziła się 14 lutego 1900 r. w Miękiszu Nowym. Ojciec Jan Stankiewicz ur. się 14 marca 1898 roku w Rawie Ruskiej - Małe Mosty z ojca Karola i matki Anny Baran. Trudno powiedzieć, czy rodzice pobrali się z miłości. Podobno, książę Gedroyć, wyswatał ich, ponieważ zauważył, że jego córka Jadwiga podkochiwała się w przystojnym Janie. Ślub Rozalii i Jana Stankiewicza odbył się w Łopatynie w 1922 roku i tam urodziło im się 3 z 5 synów: Karol, Władysław i Antoni. Franciszek i najmłodszy syn Jan urodził się już w późniejszym okresie w Żubraczem koło Cisnej. Ojciec pracował jako gajowy.
       

Trudno mi przypomnieć sobie jakieś wydarzenia z tamtych lat, ale jak przez mgłę pamiętam, że mieszkaliśmy w dużym, długim na 30 m, parterowym domu, malowanym na biało, najprawdopodobniej pobielonym wapnem. Jak był umeblowany dom, nie pamiętam. Pamiętam ojca, który mnie bardzo skarcił za to, że wypuściłem wodę z maszyny do omłotów zboża. Pamiętam również wycieczkę do lasu dębowego, kiedy to z bratem Karolem i jakąś koleżanką bez zgody rodziców poszliśmy nazbierać barwinku. Mama pilnie nas poszukiwała i na szczęście znalazła nas.

Z Kulikowa w pow. radziechowskim, miejsca mego urodzenia wyjechałem w 1927 roku, mając zaledwie 3 lata. Razem z ojcem, matką oraz braćmi Karolem i Władysławem wyjechaliśmy do Żubraczego w Bieszczadach. Razem z rodziną Gedroyciów, u których pracowali rodzice.

Po drodze, jak pisze Józefa Renata Dąmbska-Gedroyć zatrzymali się na krótki okres w Antonówce nad Horyniem w rejonie włodzimierzeckim obwodu rówieńskiego, gdzie babcia Renia właśnie kończyła budowę gościnnego dwupoziomego domu. Stamtąd koleją przez Lwów do Żubraczego.

Do dzisiaj widzę cudowny obraz jak z bajki. Duże miasto, tramwaje, złote liny przecinające ruchliwą ulicę, kolorowe wystawy sklepowe. To obraz jaki zapamiętałem z podróży nocą przez Lwów. Tory tramwajowe oświetlone nocą wydawały mi się strugą wody. Obraz ten był spaczony, bo nie miałem żadnego porównania, na wsi nie było elektryczności, ani tramwajów. Podziwiając kamienice, wielkomiejski ruch stopniowo, zachwyceni kolorowymi okami wystaw sklepowych urządziliśmy sobie przechadzkę po Lwowie, stopniowo oddalając się od rodziców. Poszukiwania w nerwowej atmosferze dwóch niesfornych dzieciaków zakończyły się nawet pomówieniem napotkanych Żydówek o kradzież dzieci. Żydówka odpierała te zarzuty, sprawa się wyjaśniła, kiedy nas odnaleziono przy oknie wystawowym. Fakty ze Lwowa znam bardziej z opowiadania rodziców niż z własnej pamięci.

cz. 1. Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy
cz. 2. Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy w gospodarstwie Georga Schmidta
cz. 3. Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy w gospodarstwie u pani Wasyl
cz. 4. Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy u Franza Grolla
cz. 5. Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy. Kapitulacja Niemiec
cz. 6. Antoni Stankiewicz, Praca w III Rzeszy. Między pracą a pracą

niedziela, 12 lutego 2012

Przeprawa przez San w Kuryłówce

W czasie I wojny światowej w 1915 roku most na Sanie w Starym Mieście łączący Leżajsk z Kuryłówką został dwukrotnie wyburzony.
W okresie międzywojennym, zanim ponownie wybudowano most na Sanie, jedyną komunikacją była łódka, którą można było się dostać z Kuryłówki do Starego Miasta.
Dzieci, które w Kuryłówce miały możliwość chodzić tylko do szóstej klasy szkole podstawowej, jeśli chciały kontynuować naukę w gimnazjum w Leżajsku musiały przemierzyć 8 kilometrową trasę, najczęściej na piechotę, musiały też korzystać z przeprawy na Sanie. Przewoźnik podjeżdżał łódką, a kiedy San był zamarznięty, a kry stwarzały niebezpieczeństwo, wiosłami odpychał kry.
W listopadzie 1929 roku ruszyły pierwsze prace związane z budową mostu finansowane przez Ministerstwo Robót Publicznych. Duży wkład w budowę mostu włożył Franciszek Uhniat, który w latach 20. -30. XX w. był dyrektorem Departamentu Finansowego Ministerstwa Komunikacji w Warszawie. Most budowało WP, uroczyste otwarcie mostu odbyło się 21 marca 1936 roku.
Trzy lata później, w związku ze zbliżającą się ofensywą niemiecką, wycofujące się wojsko polskie ostrzegło mieszkańców Kuryłówki o planowanym wysadzeniu mostu.
Dziadka Juliana nie było w tym czasie w Kuryłówce. Był na wojnie, brał udział w Wojnie Obronnej 39. Wrócił dopiero 20 października.
Babcia Franka z córkami schroniła się w Wólce Łamanej u swojej znajomej Marii Skowronek 'Gebiściak'. Była z nią zaprzyjaźniona, Maria Skowronek jeszcze przed wojną uczyła się u babci szycia. Babcia zabrała ze sobą krowy, konia. Przed Niemcami uciekli też inni mieskańcy Kuryłówki. Bielak z rodziną zatrzymał się u sołtysa Praconia, też w Wólce Łamanej. 
Kiedy ludzie uciekali z Kuryłówki, prababka Marianna Feldman została na gospodarstwie. 
13 września 39. na 4 dni przed napaścią Rosji na Polskę wysadzono 3-letni betonowy most na Sanie w Starym Mieście. Jak wysadzili most to ludzie w Wólce Łamanej, mimo dużej odległości widzieli kłęby dymu.
I znowu trzeba było przeprawiać się przez San łódką.
W Wólce Łamanej byli parę dni, aż do czasu, gdy do Kuryłówki przyszli Moskale. Żołnierze pilnowali terenu, uniemożliwiając przedostawaniu się uciekinierów z zachodniej Polski. A uciekinierów wszędzie było pełno, chronili się po stodołach, mieszkali po kryjomu u Kyci 'Niemaka' koło księżej plebani. Mostu już nie było, to próbowali przedostać się przez San wpław, mieli ze sobą rowery, uciekali także piechotą.
W czasie wojny kwitnął handel. Ludzie przywozili z Leżajska naftę, sól, cukier w workach, materiały i inne towary.
Koło Sanu od strony Kuryłówki na pobliskich polach handlowano, jak na targowisku. Ludzie przyjeżdżali po towar z Kulna i okolicznych, a nawet odległych wiosek.
Jose, wykorzystując swoje znajomości, gdyż pracował kiedyś w zakładach spirytusowych w Łańcucie, organizował przemyt spirytusu i rumu. Handlowali z Oleszkiewiczem, który miał knajpę w Kuryłówce. Dziadek był konwojentem, a pomagał im Józef Szczęsny
Matuszko ze Starego Miasta, znajomy dziadka, który był z nim w Obronie Narodowej, służył swoimi końmi. Przywozili alkohol w beczkowozach. Z cennym towarem trzeba było przeprawić się przez San. Most już był spalony. Od strony Starego Miasta przy brzegu stali niemieccy wartownicy, kontrolowali bagaże. Początkowo dziadek po opłaceniu przewozu, próbował ich przekupić, dając im pół litry wódki, z czasem na pytanie ‘co wieziesz?’ cyganił, że petroleum. Dla zmylenia obkręcali szmatą nasączoną naftą wlew w beczkowozie.  I jakoś się udawało przechytrzyć Niemców.
Autor zdjęcia nieznany
Po wojnie, kiedy miasto należało do Łańcuta funkcjonował na Sanie prom. Przewoźników było 3 czy czterech, a pracownik miejski zbierał opłaty za przewóz. M. in. Opłaty zbierał Marian Gdula z Leżajska. Przy promie była zapięta łódka, na wszelki wypadek. A wypadków nie brakowało.
Kiedy moja mama mieszkała w Kuryłówce, a pracowała w Leżajsku, latem wracała do domu zazwyczaj pieszo. Zimą mieszkała u państwa Dolnych, a jedną zimę u państwa Chmurów na Siedlance. Zdarzało się, że wracając do domu przysiadała się do kogoś po drodze na furmankę.
Pewnego razu skorzystała z uprzejmości młodego gospodarza z Dąbrowicy. Koń się spłoszył wjechał z górki na prom, orczyk uderzał konia mocno po nogach, nie wyhamował, przejechał przez prom i wpadł do wody razem z furmanem. Mama w ostatniej chwili zdążyła wyskoczyć z furmanki, potłukła się mocno, ale uratowała torbę i dokumenty, które ze sobą wiozła. Miała ze sobą dokumenty znajomej na wyjazd do Ameryki, które przepisywała na maszynie w pracy.

***
Zdjęcia mostu na Sanie w Kuryłówce. Fotografie pochodzą z albumu Jacka Śliwińskiego i Krzysztofa Wojtanowicza.



***
Obecnie mamy nowy most, ale przeprawa niekiedy nie jest wcale bezpieczna, zwłaszcza w czasie wielkich powodzi.
Obecny most na Sanie w Kuryłówce

Prom na Sanie w Ubieszynie koło Sieniawy
zobacz też:
Wspomnienia wojenne o Rodzinie Ożgów i Naskręskich

Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy. Między pracą a pracą

Część VI wspomnień

Ciężka praca u bambra, podłe jedzenie i żadnych rozrywek. Co może robić, by nie zwariować siedemnastoletni letni chłopak z dala od rodziny, od Ojczyzny, upokarzany na każdym kroku przez niemieckich bambrów?
Przy pomocy prymitywnych narzędzi, mając siekierę, oślik i nóż- wystrugałem sobie skrzypce. W prezencie od listonosza dostałem struny.
Grywałem na nich z wielką pasją, przenosząc się myślami do moich rodzinnych stron.
Tęskniłem za swoim krajem lat dziecinnych, za beztroskimi zabawami z dziećmi, za łowieniem ryb w górskim potoku, za polowaniami z ojcem w bieszczadzkich lasach i pewnie też za swoimi skrzypcami, które dostałem kiedyś od ojca, a które zostały w Żubraczem.
Nikt mnie nie uczył gry na tym instrumencie. We wsi nie było nawet szkoły podstawowej, a co dopiero szkoły muzycznej. Moi młodsi koledzy Adam i Leon Adamczyk umieli grać dobrze, być może to od nich się nauczył gry. Woźnica Janek i Bronek, koledzy z podwórka też grali na skrzypcach.
Kiedy po latach odwiedziłem swojego bambra w Bawarii, jego syn przypomniał mi, że w czasie wojny miałem własnoręcznie zrobione skrzypce, na których namiętnie grywałem.
Tony! Co się z nimi stało?- wypytywał.
http://www.aordycz.com/hobby/anstankiewicz.htm
Wszystkich robotników obowiązywał rygor i surowe zakazy. Ciężka ponad ludzkie siły niewolnicza praca. Obowiązywał zakaz opuszczania miejsca pracy bez specjalnego zezwolenia. Za naruszenie zakazu miałem dwie, może trzy nagany. 
Niemcy mieszkający w okolicy Neunburga byli narodem katolickim. Każdą niedzielę i święta podążali do kościoła na mszę na godzinę 10 rano. Po kościele chyba każdy z nich wstępował do gospody na kilka piw, czasem pograć w zechcyka, a potem wracali do domu na obiad. My również mogliśmy w niedzielę chodzić do kościoła na mszę. 
My Polacy też mieliśmy swoją piwiarnię w Neunburgu, do której schodzili się z okolicznych gospodarstw prawie wszyscy Polacy. Przy kuflu piwa można było dowiedzieć się co nowego na froncie, co w polityce, jak się komu pracuje u swojego bauera. 
Zdarzało się, że urządzaliśmy sobie polowania. W pobliskich lasach rogaczy było do cholery. Zaproponowałem Piotrkowi z Dębicy
- Piotrek idziemy na polowanie? 
Idziemy. 
Piotrek, który był krótkowidzem miał karabin z I wojny światowej, pociski z mausera nie pasowały.

Raz ty strzelasz, raz ja strzelam. Gdy był na obstrzale, zrobił zasłonę z gałęzi, po I strzale Piotrek zmierza się do strzału, a ja widzę, jak 2 Amerykanów zbliża się w naszym kierunku. Piotrek nie strzelaj, próbowałem go ostrzec, ale nie zdążył i wypalił. Amerykanie pojechali dalej.
Zacząłem uciekać, zgubiłem zegarek, nie było czasu na szukanie, bo zobaczyłem rogacza. Daj karabin bo tam rogacz jest. Strzeliłem i trafiłem.
Zanieśliśmy rogacza do Niemca, który opowiadał, że jest komunistą. Oporządziliśmy. Zjedliśmy obiad, wypiliśmy wino. 

piątek, 3 lutego 2012

Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy. Kapitulacja Niemiec

Podjąłem pracę u właściciela restauracji, masarni i rolnika jednocześnie - pana Jelihonca vel Jelechowicza?
Najprawdopodobniej było to już po 12 czerwca 1945 roku.
Po tych wszystkich wydarzeniach, z biegiem czasu poszły w zapomnienie nasze urazy, a życie się toczyło nadal.  Obarczeni rytmem obowiązków jakie wynikały z podziału pracy w gospodarstwie rolnym, powoli zapominaliśmy o przykrych zajściach. Nadal spotykaliśmy się, jak dawniej w każdą niedzielę w Neunburgu, łakomi wiadomości z frontu, ze świata. Amerykanie zrzucali ulotki z samolotów, przekazując nam informacje o postępach przesuwania się frontu rosyjskiego na Zachód, a zachodniego na Wschód. Wiadomości przechwytywane były coraz bardziej optymistyczne, dawały nadzieję o zbliżającym się zakończeniu wojny.
Wylądowanie wojsk amerykańskich na ziemi francuskiej i kolosalne postępy w wyzwalaniu Francji, napawały nas nadzieją na wolność, a obawą ludności niemieckiej przed klęską totalną. Ludność niemiecka bała się jednoczesnego pojawienia się Amerykanów i wojska rosyjskiego.
Pewnego czasu w trakcie dysputy politycznej pytał Groll pana Żoladkiewicza:
- dlaczego wojska radzieckie tak zawzięcie walczą, kiedy wiadomo, że w Rosji jest bardzo źle pod względem wyzwolenia narodu itp.
- Chyba dlatego, bo komunizm został wcześniej wprowadzony w Rosji, niż hitleryzm w Niemczech - odpowiedział pan Żoladkiewicz, próbując załamać jego duchowe przekonanie hitlerowskiej ideologii. Żoladkiewicz był antykomunistą, chociażby z powodu pełnienia funkcji vice prokuratora miasta Wilna. Ponadto był negatywnie ustosunkowany do ZSSR, chociażby dlatego, że jeden z oficerów radzieckich w tym czasie uwiódł mu żonę. Skąd miał takie wiadomości o swojej żonie?- tego nie wiem.
Sytuacja w Rosji była nie do pozazdroszczenia pod każdym względem, zwłaszcza bezpośrednio po I Wojnie Światowej, kiedy wywierano presję przez chłopów na tworzenie kołchozów i sowchozów. Wówczas represja ta miała kulminacyjny szczyt. Wg danych statystycznych zginęło około 20 mln. ludzi z głodu. Pamiętam, kiedy przed wojskiem radzieckim uciekał pewien chłop ....., furmanką, który miał 2 piękne kruczo-czarne konie, a na wozie żona i czterech bardzo przystojnych synów. Na moje pytanie dlaczego ucieka na zachód, oświadczył ze łzami w oczach, że za Rosji pracował w kołchozie, razem z żoną, od rana do nocy, a kiedy przychodził do domu, zastawał dzieci głodne, zapłakane, a on nie miał czym ich nakarmić. Sytuacja głodujących rodzin w Związku Radzieckim była zjawiskiem bardzo częstym. Rano wstali i pojechali na „Zapod” tj na Zachód.
Częsta rozmowa z obywatelem Zw. Radzieckiego pochodzącego z Charkowa, który był robotnikiem bambra z przyległej osady, oceniał gospodarkę niemiecką, jako karłowatą, rozdrobnioną itp. Chwalił radzieckie kołchozy.
- Rozumiesz! U nas jeśli zasiano pszenicę czy żyto, to ten obraz falującego zboża przypominał obraz falującego morza.
Wobec czego mamy ocenę 2 ludzi Związku Radzieckiego, którzy oceniali gospodarkę radziecką. Jeden z nich oceniał ją bardzo negatywnie, ponieważ nie był w stanie zabezpieczyć rodzinie byt, mimo ciężkiej pracy w kołchozie. Drugi z nich uznawał, że gospodarka niemiecka (rolnictwo) było rozdrobnione w stosunku do kołchozów radzieckich.
Uważam, że te 2 przykłady różnej oceny sytuacji gospodarczej, wyglądały tak, jak przedstawiali je robotnik kołchozowy z jednej strony  i przedstawiciel młodzieżowej komunistycznej partii Stalina z drugiej.
Mój młodszy ode mnie o 3 lata brat Władysław był ciężko ranny od niemieckiego pocisku w 1944 roku. Przebywał w różnych szpitalach Związku Radzieckiego, począwszy od szpitala w Stanisławowie, Kijowie, po Charków. Miał możliwość obserwowania rannych żołnierzy z różnych środowisk i oceniał je negatywnie, mimo, że przebywał w wojskowych szpitalach przez okres ponad 2 lat. Potem wypisali go do szpitala cywilnego. Tam leżał z jednym prezesem kołchozu, który był bezdzietnym i zaproponował adopcję mojemu 17-letniemu bratu. Żona prezesa przynosiła mu dużo smakołyków i wspaniałego jedzenia, z czego  Władek korzystał.
Oto są opinie 3 ludzi wypowiadanych z 3 różnych środowisk.
Brat w czasie pobytu w szpitalu cywilnym, w którym pobyt był w znacznie gorszym pod każdym względem. Kiedy mój ciężko ranny brat potrzebował krwi, a szpital nie mógł mu jej zapewnić, przewieziono go do kostnicy. Przez 3 dni dogorywał. Oznaki życia zauważyła pielęgniarka, która zjawiła się w tym czasie w tej kostnicy. Zgłosiła ten fakt lekarzowi. Lekarz wyjaśnił jej, że niestety, ale jest bezradny, że krwi brakuje w szpitalu dla wielu żołnierzy. Sanitariuszka zdecydowała się oddać ¼ litra krwi, dzięki niej Władek przeżył. Żył jeszcze wiele lat, aż do 1991 roku.
Wracając na łono polityki i sytuacji jaka panowała w Bawarii. Zapamiętałem w mojej pamięci przemarsz wojsk niemieckich z terenów Niemiec do Czechosłowacji, a po jakimś czasie z powrotem przemarsz z Czechosłowacji do Niemiec. Ten miszung i bałagan powodowany był wypieraniem wojsk niemieckich z terenów zachodniej Ukrainy. Z doniesień pamiętam wyzwolenie Stanisławowa, Lwowa, Równego. Wydawało się, że to kwestia bardzo krótkiego czasu, kiedy armia dotrze do Bawarii. Zimą 1945 roku chyba cały teren Polski był już oswobodzony, bo niebawem niemiecka ludność z Wrocławia została ewakuowana i kilka rodzin przejściowo nocowało w Neflingu u Grolla. Nacieranie wojsk rosyjskich jak i amerykańskich w ostatnim okresie czasu posuwało się dość szybko.
Dokładnie pamiętam zajęcie przez Amerykanów miasta Schwandorf, odległego ok. 50 km od Neflingu. Po 3 dniach dotarli do miasta Neunburga, o czym zawiadomił nas niemiecki student (studiował rolnictwo w Berlinie), będący na stażu u Grolla. Karczowałem w tym czasie razem z Andrzejem Gąsiorem ze Stuposian pniaki po ściętych sosnach, gdy z wielką radością młody student wykrzykiwał do nas:
Andreas! Toni! Chodźcie do domu. Amerykanie są już w Neunburgu!
Zastanawiałem się, czy wracać do domu, obawiałem się, czy Groll nie zechce nas zlikwidować. Duże ilości żołnierzy niemieckich ukrywało się w bawarskich lasach, stodołach bambrów. Zwiększona podejrzliwość, bezład, bałagan. Spodziewałem się bitwy, próby wyrównania porachunków między nami a bambrem. Groll mógłby przy pomocy żołnierzy ukrywających się u niego w stodole zrealizować swoje obietnice. Dwukrotnie wysyłał Groll studenta po nas i dwukrotnie przekonywał nas do powrotu. Gdy wróciliśmy zobaczyłem wystraszonego bambra z białą flgą w ręku, zrobioną z białego prześcieradła na jakimś drągu.
Nic się takiego nie stało, chociaż Niemcy mocno przeżywali swą klęskę. Jedni płakali, inni upijali się na umór i chodzili z miejsca na miejsce. Myśmy również to wszystko przeżywali, w pozytywny sposób. Przestaliśmy pracować u bambrów, ale korzystaliśmy z ich gościnności, z noclegów i wyżywienia.
Mimo, że niejednokrotnie obiecywałem sobie solenne wyrównanie porachunków, obeszło się bez zemsty na baorach za poniżanie mojej godności Polaka.
Polacy rozbili wielkie magazyny wina, najbogatszego właściciela z Neunburga, nazwiskiem Tuszer. Takim kwaśnym niedojrzałym winem, słodzonym dużą ilością cukru  do obrzydzenia zatruwaliśmy nasze organizmy.
Swego czasu bamber oświadczył nam, że musimy podjąć pracę u tego samego bambra, u którego pracowaliśmy w czasie wojny. Jego oferta pracy była dla nas, Polaków bardzo upokarzająca Mieliśmy żal do Amerykanów, że nie znaleźli lepszego rozwiązania, że nie chcieli nam pomóc, że nie zaproponowali nam godniejszego sposobu na życie. Amerykanie chętnie dawali się przekupywać, byli zapraszani do Niemców na przyjęcia, a Polaków kierowali do pracy jako wyrobników. Sytuacja klarowała się na korzyść Niemców, a Polacy mieliby być nadal sługusami obywateli niemieckich.
Postanowiliśmy się zbuntować. Pewnego razu, ze śpiewem na ustach wyjechaliśmy z Neflingu do Neunburga. Wyjazd nastąpił bryczką, ze sztandarem biało-czerwonym i głośno śpiewanym hymnem „Marsz, marsz Dąbrowski”.
Dzisiaj uznaję naszą decyzję za naganną, bo nie przemyślaną i spontaniczną. Należało się udać do dowództwa amerykańskiego i postawić na swoim. Na przykład można było wymóc na Niemcach konieczność wyżywienia przez okres 2 miesięcy tych wszystkich Polaków, którzy przez tyle lat na nich harowali, bez konieczności podejmowania pracy na ich gospodarstwie.
Im bliżej koalicjanci antyhitlerowscy zbliżali się do bram niemieckich miast, tym bardziej Niemcy obawiali się o swoje życie, wśród mieszkańców niemieckich landów obserwowano nastroje paniki.
Zimą 1944/45, a zwłaszcza w ciągu ostatnich tygodni wojny pośpiesznie ewakuowano więźniów z obozów koncentracyjnych, wypuszczono wiele tysięcy więźniów odzianych nieraz w obozowe pasiaste łachmany, w drewniakach na nogach. Wychudzeni i wycieńczeni słaniali się maszerując zatłoczonymi szosami przy dotkliwym mrozie.
Tysiące więźniów podróżowało  koleją w zatłoczonych wagonach przez terytorium Niemiec.
Miejscowi działacze i przedstawiciele władz lokalnych, członkowie NSDAP i Hitlerjugend, żołnierze Wehrmachtu, a także zwykli mieszkańcy obawiając się zemsty wynędzniałych więźniów kacetów za doznane krzywdy, brali udział w polowaniu na setki więźniów kacetów, którzy podczas nalotu amerykańskich bombowców na miasto i na dworzec kolejowy uciekli z transportu, z wagonów po części objętych pożarem.
Część konwojowanych więźniów nie wytrzymywała podróży, padała z wycieńczenia, głodu, ze zmęczenia. 
Wzdłuż całej trasy "Marszu Śmierci", wzdłuż szos w Dolnej Saksonii, Bawarii i Meklemburgii – niemal wszędzie tam, gdzie naziści założyli obozy pojawiły się mogiły zmarłych z wycieńczenia lub zastrzelonych więźniów w tych ostatnich dniach przed wyzwoleniem. Wielu niedobitków, jeszcze żyjących napotykałem leżących, często konających przy drodze. 
Trzeba było uruchomić szpital dla chorych więźniów. Pewnego razu spotkałem pana Wacława Żoladkiewicza w Neunburgu. Zaproponował mi pracę w szpitalu zorganizowanym na prędce dla więźniów obozu koncentracyjnego Dachau. Niemcy konwojowali tych więźniów z Dachau przez Neunburg w stronę Czechosłowacji, w czasie, gdy podpisany został  akt bezwzględnej kapitulacji.
Skorzystałem z propozycji pana Żoladkiewicza i następnego dnia pojawiłem się w szpitalu. Zjadłem śniadanie, dostałem biały fartuch i zaprowadzono mnie na ogólną salę, gdzie leżało około 50 chorych. Niesamowity lament, krzyki, widok konających ludzi i wynoszenie zmarłych odstraszyły mnie ze szpitala. Uciekłem po godzinie.
Do dziś słyszę tamte żydowskie lamentowanie chorych- „Mameły, tateły!!”
          Ciekawy artykuł na łamach Polityki o wydarzeniach w Neunburg vorm Wald opisujący pogrzeb ofiar  zabitych podczas marszu śmierci z obozu koncentracyjnego Flossenbürg http://www.polityka.pl/swiat/tygodnikforum/1512244,1,plonace-stodoly.read#ixzz1lKZ9Fb1q
               Po kapitulacji III Rzeszy do p. Jelihonca vel Jelechowicza? stale przychodził towarzysko mgr Przybylski, vice starosta z Jasła. Podczas rozmów wspominał o swoim pobycie w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Pochwalił się, że ma schowany wielki majątek w złocie. Powiedział do mnie:
- „Stankiewicz, ty zostań w Niemczech, ja jadę do Oświęcimia po to złoto, wracam do Neunburga, a potem pojedziemy do Afryki Murzynów bić w dupę i będziemy żyć jak lordowie”.
Nie zdążył pan Przybylski nacieszyć się bogactwem. Do Oświęcimia po złoto pojechał, ale podobno w obozie pracował jako kapo, rozpoznali go Czesi, prawdopodobnie został rozstrzelany.
Oficerka amerykańska zwiedzała wraz z p. Tuszerem jego wszystkie magazyny, sklepy, transport i inne zakamarki tego miasta. Amerykanie ściągali wszelką broń, którą ludność niemiecka znosiła na rynek i tam pozostawiali bez żadnego pokwitowania. Kiedy oglądałem tę broń- była ładna hałda. Amerykanie wszelkiego rodzaju broń, amunicję, miny zwozili na obszerne łąki na skraju miasta, gdzie wysadzali. Byłem świadkiem takiej eksplozji, kiedy w drodze z Neflingu do Neunburga natknąłem się na wojska amerykańskie. Fala uderzeniowa spowodowana wybuchem amunicji była tak duża, że wszystkie okna w mieście wyleciały, a ja znalazłem się w pobliskim rowie.
Niewątpliwie Niemcy miały opracowany plan likwidacji całych narodów słowiańskich, tak jak to opisywał generał Strąp. Za swoje zasługi w Powstaniu Warszawskim miał dostać 10 000 ha najlepszej ziemi, zmuszać ludność kaukaską do pracy, zniszczyć kulturę kaukaską poprzez wprowadzenie taniego alkoholu, rozpić tamtejsze społeczeństwo. Gdyby Niemcy wygrały wojnę taki los i mnie spotkałby w Niemczech.
Wojna się skończyła. Co robić dalej? Co z moją Rodziną? Czy ocalała?
Czy zdążę jeszcze kogoś żywego z Rodziny spotkać?
Po jakimś czasie Amerykanie zaproponowali chętnym do powrotu Polakom pomoc. Podstawili na stacji kolejowej wagony, kto był chętny mógł wyjechać. W ostatnie chwili zgłosiłem się do mego pracodawcy, któremu oświadczyłem, że wracam do Polski. Nie zatrzymywał mnie. Dał mi na drogę żywność, alkohol itp.
            Nie miałem zamiaru wracać do Polski, bowiem nie było żadnych wiadomości z domu - z Polski od 2 lat. Ciągle rozmyślałem, co z moją rodziną, jak się mają bracia, jakie zniszczenia na terenie Bieszczad zostały dokonane przez wojnę. Walki tam trwały około 6 tygodni.
Lokalna prasa niemiecka podawała skąpe informacje o tym, jak armia radziecka posuwa się na Zachód, wyzwalając po kolei polskie miasta i tereny.
Byłem przekonany, że państwo polskie szybko odbuduje się ze zniszczeń wojennych, sytuacja szybko się ustabilizuje.
Istotnie niebawem taka odbudowa następowała. Warszawa zniszczona prawie w 75%. Także Wrocław, Rzeszów.
Kiedy w sierpniu 1945 roku wysiadłem na stacji Czechowice-Dziedzice, zgłosiłem się do władz repatriacyjnych, gdzie spisano moje dane osobowe i wydano mi bilet na dalszy przejazd do Żubraczego. Załatwianie formalności trochę się przedłużało, wobec tego zdecydowałem się przenocować przed powrotem do domu w Dziedzicach. Tej nocy, pamiętam, wielki ruch, bieganinę osób, strzały. Od miejscowej ludności dowiedziałem się o sytuacji panującej w kraju.
W kraju istnieją oddziały partyzantów, którzy nie zgadzają się z obecną rzeczywistością i walczą w ruchu niepodległościowym. Istnieją również grupy rabunkowe, które rabują co się nadarzy. 
Po załatwieniu wszelkich formalności w biurze repatriacyjnym, ruszyłem do Żubraczego.







zobacz także: Antoni Stankiewicz

Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy u Franza Grolla

Część IV wspomnień


Mimo, że stosunki między mną, a panią Wasyl uległy znacznej poprawie, wkrótce zupełnie nieoczekiwanie zmieniłem swoje miejsce pracy. I to nie z mojej winy. Trafiłem na gospodarstwo do pana Franza Grolla, u którego wytrwałem 2 lata. Od 1 czerwca 1943 do 12 czerwca 1945. Z dokumentów wynika, że było to w Amberg niedaleko Neunburg worm Wald.
  U gospodarza Grolla pracowało 3 obcokrajowców- Janina Szydełko z Cierpisza Górnego z powiatu łańcuckiego, Andrzej Gąsior ze Stuposian w powiecie leskim i August, który był Francuzem. Janina i Andrzej zgłosili się na ochotnika na roboty do III Rzeszy, zaś Augusta wzięto do niewoli niemieckiej z łapanki. Francuzów lokowano po 30 ludzi u bambrów. Już pod koniec 1943 roku sami przychodzili i odchodzili do pracy u przydzielonym im gospodarzy. Takim Francuzem był właśnie August.
Kiedy w 1943 roku August zachorował, a była to pora żniw, jego bamber okropnie się wzburzył. Nawał pracy, a ten wybrał sobie porę na chorowanie. Groll odgrażał się, że kiedy tylko pojawi się na gospodarstwie, to mu pysk porozbija. August został przez Andrzeja Gąsiora uprzedzony o pogróżkach. Po kilku dniach choroby powrócił do pracy, nie uniknął jednak awantury. Krzyczeli, jeden po niemiecku, drugi po francusku, wymachiwali rękami, skakali sobie do oczu.
Wreszcie wyprowadzony z równowagi Francuz nie wytrzymał i skoczył do bambra z widłami, ten wziął nogi za pas i w popłochu uciekł . Po tym incydencie bamber  postanowił zrezygnować z pracy Augusta, dogadał się z moją panią Wasyl i dokonał zamiany robotników bez udziału arbeitzantu. Francuz poszedł do pani Wasyl, a ja trafiłem do Grolla. 
Taka decyzja uszczęśliwiła chyba wszystkich. Ja, czyli Tony byłem zadowolony, głównie z kuchni, jaką serwowała nam nowo poślubiona żona Franza. Okazała się hojną gospodynią, a wyżywienie stało się przyjemnością. Groll jednak nie był zadowolony z hojności żony wobec robotników. Próbował interweniować, ustawiać żonę, zaczęły się kłótnie. Wkrótce, może  po kilkunastu dniach jedzenie się pogorszyło, ale i szczęście Grolla ze swoją nową żoną, poślubioną sąsiadką, nie trwało długo, zaledwie 3 miesiące.
Trudno było nam się pogodzić z podłym jedzeniem, kiedy zakosztowaliśmy przyjemności z przyrządzanych wcześniej posiłków.  Znowu zaczęliśmy się buntować, a dezaprobatę wyrażaliśmy wielokrotnie. Aż pewnego dnia przy śniadaniu głośno zaprotestowałem.
- Zupa jest tak podła, że nie będę jej jeść, a nie mam zamiaru harować w od rana do wieczora o głodzie.
Zelektryzowało to bambra, ale bez ogródek zareagował:
- Jak ci dam lepsza zupę, to ci ściana więcej odda.
Na to gwałtownie zareagował Gąsior, solidarnie wstawiając się w mojej obronie. Mocno uderzył pięścią w stół, tak że wszystkie talerze podskoczyły do góry.
- Andreas! Ja do ciebie nic nie mam, tylko do tego świńskiego Polaka, któremu się zupa nie podoba- próbował załagodzić panującą atmosferę bamber.
To nasi ludzie giną na froncie, a jemu się zupa nie podoba - kontynuował wzburzony Groll.
Nastąpił okres beznadziejności, zastraszania mnie, krzyczenia pod byle jakim pretekstem.
- Co Ty chcesz od tej zupy?- zapytał korzystając, że byliśmy na osobności, kiedy pomagałem mu przykręcać zęby w bronach.
- Nie wiem, przecież nie jestem kucharzem, ale smakowo zupy są kiepskie - próbowałem spokojnie wyjaśniać, co doprowadzało go do kolejnego ataku furii. Korzystał z każdej okazji, by wyżywać się na mnie, wykrzykiwać, ubliżać, poniżać. Trwało tak przez cały dzień.
Wieczorem, jak w każdy dzień o tej porze rżnięto sieczkę dla bydła. Każdy wykonywał swoją pracę, która do niego należała. Bamber zrzucał widłami siano ze stogu, czy z sąsieka w stodole, ja podawałem to siano na pomost do sieczkarni, ktoś inny wykonywał następne czynności itp. Bamber machając widłami musiał tak się naładować złością, że w pewnym momencie ni stąd ni zowąd zeskoczył z sąsieka, grożąc mi palem wykrzykiwał, że na takich złych Polaków już dawno ma przygotowane pociski. Niewiele czekając, nie zważając na konsekwencje, rzuciłem widły w słomę, przystawiłem się do bambra i wykrzyczałem mu:
- No! Przynoś te pociski i strzelaj! Strzelaj do mnie, bo ja nie mam zamiaru ciężko pracować na ciebie jeszcze przez dalszych 5 lat, a potem ty mnie zastrzelisz.
Od tej pory skończyła się dyskusja między nami. Zrezygnowałem z kolacji i poszedłem spać.
Następnego ranka bambra nie było podczas porannego obrządku w gospodarstwie. Pojechał gdzieś na motorze, a ja domyśliłem się, że jego wyjazd związany był z wczorajsza awanturą o białą zupę. Powrócił do domu, a wkrótce po nim, ok. 12-13 00 zjawił się dowódca NSDAP na miasto Neunburg.
Upewnił się czy to ja jestem Stankiewicz, po czym kazał się poprowadzić do mojego pokoju na strychu, celem zrewidowania mojego bagażu. W mojej walizce znalazł jedynie stare podarte ciuchy. O problemie z niesmaczną białą zupą był doskonale zorientowany. Wypowiedział kilkanaście przekleństw pod moim adresem, po czym zaczął mnie okładać po twarzy, kopać gdzie popadnie.
-Ty świński Polaku! Ja ci dam lepszą zupę!- wykrzykiwał z wściekłością.
Potem zeszliśmy na parter, Niemiec wymienił jeszcze kilka zdań z Grollem i ścieżką poszedł w kierunku swojego motoru BMW.  Usłyszał jednak moje wypowiedzi na temat tego zajścia i ponownie próbował mi grozić, że jak się wróci to pożałuję. Nie wrócił.
Była pora obiadu. Zestresowany całym zajściem nie pamiętam nawet kto uczestniczył przy stole. Zapamiętałem natomiast Katarzynę, siostrę I żony Franza Grolla, która ubolewała nad moim losem, ze łzami w oczach współczuła mi z powodu znęcania się nade mną.
- Nasi giną na froncie, a was tutaj maltretują- użalała się nad losem, pochlipując po kątach.
Po 63 latach od tego wydarzenia, przychodzi mi na myśl, dlaczego on, wysoko postawiony funkcjonariusz partyjny udał się do władz prosząc o interwencję w sprawie, którą sam sprowokował.
W końcu nie żądałem nic wielkiego, Grollowi dobrze się powodziło, nie brakowało mu niczego, mógł zadbać o robotników. Bamber miał 30 byków, które trzeba było nakarmić i napoić. Nosiło się wodę ze studni, co najmniej po 2 wiadra wlewało się do żłobu. Gnój woziło się bykami, bo koni nie było.  Mieszkaliśmy w drewnianej kajucie ze zbitych desek, razem z Andrzejem Gąsiorem spałem na jednym łóżku. Mój dobytek to przykrótkie portki i kalesony też przykrótkie w walizce. Nie mieliśmy dostępu do wody. Pracowaliśmy bez zastrzeżeń, więc przynajmniej miska strawy nam się należała.
Postawiłbym taką tezę, że on za daleko zabrnął w swoich wypowiedziach o świńskich Polakach, o pociskach przygotowanych na Polaków, o ich likwidacji itp. Takie wypowiedzi dyskwalifikowały go, postanowił więc uciszyć czy zastraszyć mnie poprzez swojego partyjnego kumpla. 
Franz Groll, członek partii SPD nie został powołany do wojska, bo jako właściciel dużego gospodarstwa rolnego, był bardziej potrzebny w kraju, niż na froncie. Jego produkty rolne potrzebne były do wyżywienia wojska. Obowiązkowa dostawa zboża obowiązywała także i niemieckich rolników. Taki bamber musiał dostarczyć dwa samochody zboża, nie wolno mu było zostawić dla siebie więcej jak 2 sztuki tucznika. Resztę miał sprzedać państwu. W zasadzie Niemcy, jako naród zdyscyplinowany dostosowywali się do tych obowiązków.
cdn 

Popularne posty

Etykiety

1 listopada 2016 (1) 71 rocznica bitwy pod Kuryłówką (1) 8 maja 1945 (2) AGAD (20) AGAD< Seidler (1) AK (1) album rodzinny (1) Aleksander Bilski (1) Alfred Mogiła Stankiewicz (1) Almanach (1) Amberg (1) Anders (1) Andres (2) anegdoty rodzinne (1) Antek Wichura (1) Antoni Stankiewicz. Praca w III Rzeszy (5) Antonówka (1) AP Przemyśl (1) apelatywy (1) Arbeitsamt (2) archeologia (1) Archiwum Akt Nowych (1) Archiwum Główne Akt Dawnych (1) Archiwum Państwowe (1) Archiwum Państwowe w Rzeszowie (1) arcybiskup Wiednia Christoph von Schönborn (1) Argasiński (1) Art (1) Ashner (1) Asner (1) Aszner (1) austriackie korzenie (1) Babcia Kasia (1) Babijczuk (1) Baczyński (1) Bal (1) Banas Wanda (1) Banaś (1) Baran (1) Bartłomiej Brodziak (1) Bartoszewski (1) Bawaria (5) Bazylika OO Bernardynów (1) Bąkowice (1) Beigert (8) Beigert Maciej (1) Bereza Tomasz (1) Berghaus Krakau (1) Betlejemka (1) Biblioteka Publiczna (1) Bielsko-Biała (1) Bieszczady (3) Bihar (1) Bilger (3) Biłgoraj (1) Biogramy (22) Biszcza (1) Bitwa pod Kuryłówką (3) Blaschke (2) Blog Roku 2011 (1) Blog Roku 2012 (1) Blog Roku 2015 (1) Bloomfield (1) Bochdan (1) Bochdan Hipolit (1) Bogacz Grażyna (1) Bogna Bender-Motyka (1) Bohemia (1) Bohorodczany (3) Bojarska Krzysztanowicz Jadwiga Wanda (1) Bończa (4) Borek Franciszek (1) Borek Stanisława (1) Borowa (1) Borszowska (1) Bój o Kuryłówkę (1) Bractwo Kurkowe (1) Bridgepoint (1) Bruckenthal (1) Brygidki (1) Brzeziński (1) Brzyska Wola (2) Buczacz (2) Budapeszt (1) Buderaż (1) Buniowski ks. Michał (1) Bychawa (2) Bychawka (3) cadyk (1) Census (1) Census of the United States (1) Centralne Archiwum Wojskowe (2) cerkiew w Kuryłówce (1) Chałupki Piskorowickie (1) Chłodnicki (1) Christoph von Schönborn (1) Chudy (1) Chyrów (1) Cieczkiewicz (1) Cielenkiewicz (1) Cieplice (1) Cieślikowa (1) Ciryt Rafał (1) Cisna (5) ck armia (2) CK Sąd Powiatowy (1) Cmentarz (2) cmentarz greckokatolicki w Kuryłówce (1) Cmentarz Łyczakowski (2) Cmentarz Rakowicki (2) Cmentarz w Kuryłówce (3) Connecticut (1) Czabański (1) Czapla (1) Czapliński (1) Czarnota (1) Czeremuszna (1) Czernichowce (1) czerwonka (1) Czułyma (1) Czupik (1) Ćwikła (8) Ćwikła Franciszek (1) Ćwikła Jan (1) Ćwikła Julian (1) Ćwikła Stanisław (1) Dąbek Przemysław (1) Dąmbska (1) de Pourbaix (1) Dec (1) Diakiewicz (3) Dobrzański (1) Dolny (1) Dornbach (7) Dreyseitel (1) Drohobycz (1) Drzewo genealogiczne (23) duchowni (1) Dworaczek (1) dyzenteria (1) Dziewczyny wyklęte (2) Dziki Franciszek (1) Dzików (3) Eger (1) Ehresmann (1) Eidschun Connie (1) Ejczun (1) Elimelech Weissblum (1) Ellisisland (5) emigracja (1) Emil Kostek ps Maciek (1) Epidemia cholery (4) epoka brązu (1) epoka żelaza (1) Etymologia nazwisk (2) Eustachiewicz (1) Family Search (7) Federkiewicz (1) Fehlbach (1) Feldman (18) Feldman Franciszka (3) Feldman Jadwiga (1) Feldman Jan (1) Feldman Janina (4) Feldman Józef (1) Feldman Julian (5) Firstenhof (2) Fischer (2) Florczak Marek (1) Franciszek Przysiężniak (1) Fredro (2) Fredro Aleksander (1) Freifeld (1) Fruzińska (2) Gala Twórców (1) gaz musztardowy (1) Gazetka Rodzinna (1) Gdula (1) Gedroyc (5) gen. Anders (1) Genealogia (44) Genebase (1) Genek Kwieciński (1) genogram (1) Genpol (1) Giedroyć (1) Gillershof (3) Gimnazjum oo. Jezuitów (1) Gliniany (1) Gnädinger (1) Gnändiger (1) Goetz (1) GOK Kuryłówka (2) Gołębiowska (1) Gołkowice (1) Gottlieb Rit (1) Graba (1) Graczyk (1) grekokatolicy (1) Grekowicz (1) Griner (1) Groll (2) Grottger Artur (1) Gródek Jagielloński (2) Gryger (1) Guguł (1) Gyjakiewicz (1) h. Zaremba (1) Halesiak (2) Halik Rafał (1) Harlender (1) Hartford (2) Hartleb (3) Haszto (1) Hausner (12) Hausner Artur Walenty (2) Hausner Jerzy Artur (1) Hausner Karol Aleksander (1) Hausner Ryszard (1) Hausner Stefan (1) Hausner Włodzimierz Karol (1) Hausner Zbigniew Henryk (1) Hektor (1) Herman (1) Historia (3) Hitler (1) Hofman (1) Honoriusz Stankiewicz (1) Hornung (1) Horodenka (1) Horst (4) Hryniszyn (1) Huber (1) Hütter (1) I wojna światowa (9) I wojna światowa nad Sanem (1) I WW (4) II wojna Światowa (11) III Rzesza (3) IIWW (1) Imieniny Antoniego Stankiewicz Antoni (1) Ingram (1) Internet (2) IPN (1) Iwaszek Agnieszka (1) IWW (1) Jaga (3) Jagiełła (1) Jamroży (1) Janina Oleszkiewicz (1) Janina Oleszkiewicz Przysiężniak (5) Januszewski (1) Jarosław (6) Jasiński (1) Jelna (1) Jose (1) Josefinendorf Józefówka (2) Józefówka (1) Junosza (1) Kacprzak (1) Kaczmarski Krzysztof (1) Kahl (1) Kahlówka (3) Kahlówka 2015 (1) Kalatówki (1) Kałmuk (2) Kapral (2) Kapral Zofia (1) kardynał Schönborn (1) Karolówka (1) Karwan (1) Karwan Konstanty (1896 - 1962) (1) Kasprowy Wierch (1) Katyń (1) Kaźmierczak (1) Keswick (1) Kiełbowicz Malwina (1) Kijanowski (1) Kijów (1) Kimlowski Józef (1) Kisielewicz Adam (1) Kiszakiewicz (1) Kłupko (1) Kobelnica (2) Kochaj (1) Kochańska Marzena (1) Kociatkiewicz (2) Kolejka Leśna (1) kolejka linowa (1) koloniści niemieccy (33) kolonizacja józefińska (3) Koło ŚZŻAK w Leżajsku (1) kołowrotek (1) komunia (1) Kőnigsberg (1) Konopka (1) koń (1) Kończyce (1) Korczyński (1) Kosiarski Józef (2) Kostrzewa (1) Kostrzewa Franciszek (1) Kostrzewa Michał (1) Kostrzewa Wawrzyniec (1) Kostrzewa Władysław (1) kościół Marii Magdaleny (1) Kościół św. Anny (1) kościół św. Józefa (1) Kościół św. Mikołaja (1) kościół św. Stanisława Biskupa (1) Kowalik Mariusz (2) Kowalska Dorota (1) Koziebrodzka (1) Kozieł (1) Krach (9) Krach Jan (1) Krach Weronika (1) Krach Zofia Kamila (1) Kraków (8) Krasnopolski (1) Krasnystaw (1) Kresy (8) Kronenberg (2) Kronenberger (3) Król Kurkowy (1) Krupa (3) Krupa Stefania (1) Krysa (2) Krystyniacki (1) Krzan Wanda (1) Krzemieniec (3) Krzeszów (6) Krzyżanowski (1) Księgi Kościelne (25) księgi metrykalne (11) Kubis (1) Kucharski (1) Kuczyńska (1) Kukiz (1) Kukiz Paweł (1) Kukiz Tadeusz (1) Kulików (1) Kulinaria regionalne i narodowe (1) kultura łużycka (1) Kułacz (1) Kułacz Sławomir (3) Kumaszka (1) kurierzy (2) Kurowski Bogumił (1) Kuryłówka (25) Kuryłówka Dornbach (51) Kuziński (1) Kwieciński (1) Kycia Michał (1) Larendowicz (1) Laszki (1) Legenda (1) legioniści (1) Legiony (2) Leja (1) Leopold Lewicki (1) Lesko (1) Leżachów (1) Leżajsk (25) Limeryki (1) Linki Przydatne (1) Lipman (1) Lisowski (1) Litke (1) lniany obrus (1) Lubaczów (3) Lubelskie Korzenie (4) Lubelskie TG (1) lubgens (7) Lublin (1) Lubomirka (1) Luckschandel (2) ludobójstwo (1) Ludwig (5) Ludwik (4) Luton (1) Lwów (14) Łaskawski Ignacy (1) Ławra Poczajowska (1) Łopatyń (2) Łuck (1) Madonny Kresowe (1) Magiera (1) Majdańska Huta (1) malaria (1) Markiewicz Mieczysław (1) Markowski (1) Markut Zbigniew (1) Marusarz (1) Mastyło Konrad (1) Matuszko (1) Matuszko Julian (1) Matuziński (1) Maziarski (1) Mazur Kasia (1) Meder (5) Medycyna (5) Merkel Angela (1) metryki (2) Michalik (1) Michałówka (1) Michlewski (1) Miechocin (3) Miednoje (1) Mielec (1) Mieszczańskie Towarzystwo Strzeleckie we Lwowie (1) Miękisz Nowy (2) Mikulska (1) milicja (1) Milii Wiktoria (1) Milli (14) Milli Adam (1) Milli Antoni (1) Milli Justyn (1) Milli Marianna (4) Milli Roman (1) Milli Wilhelmina (1) Minakowski Marek (2) MO (1) Mogiła (1) Moje zainteresowania i pasje (1) Monne Wanda (1) Mortka (1) Motyka (1) Motyka Janusz (1) Mowa pogrzebowa (1) Mróż (1) Muzeum Powstania Warszawskiego (1) Myheritage (1) Na co umierali nasi przodkowie (2) NAC (2) Naskręski (1) Nefling (5) Nekropolia (1) Neunburg worm Wald (5) Newsweek (1) Nicpoń (1) Nida Rudolf (1) Nida Stanisław (1) Niedenthal (2) Nielepkowice (1) Niemczycki (1) Niemczyk (1) Niesiołowski (1) Nisko (6) NKWD (2) NOW_AK (1) NOW-AK (2) Nowaczyk Małgorzata (1) Nowak Szymon (2) Nowosielski (1) Nysa (1) obrzędy (1) odbiorcy (1) Oddział Ojca Jana (1) Ogrody Wspomnień (1) Ojciec Jan (5) Oleszkiewicz (3) Oleszkiewicz Janina (1) Ordyczyńska Anna (4) Ordyczyńska Maryla (4) Ordyczyńska Wiktoria (1) Ordyczyński (7) Ordyczyński Józef (1) Ordyk (1) Ordyka (3) organista (1) Osiński (1) Ossowa (1) Ostasiuk (1) Ostrowiec (3) Ostrowska Henryka (1) Ostrowski (1) Ośniki (1) Ożga (1) Paczyński (1) Padew Narodowa (1) papierosy (1) Papp (1) Parczewski (1) partyzanci (3) pasja i twórczość (1) patronimiki (1) PCK (1) Peigert (1) Penier (1) Perełka (1) Piave (2) Piawa (2) Piechota (1) Pietrusiewicz (1) Pietruszewicz (1) Pietrycha (1) Pikulski (1) Piliszko (1) Piliszko Rozalia (1) Piłat (1) Piłsudski (1) Pityńska Stefania (1) Pityński (4) Piwnica pod Baranami (1) plebania (1) Pleśniany (1) Pławo (1) poczta (2) Poddębce (1) Podzameczek (1) poezja (1) Pogrzeb (2) Pokolenie IV (1) Pokolenie IX (1) Pokolenie V (1) Pokolenie VI (1) Pokolenie VII (1) Pokolenie VIII (1) Politechnika Śląska (1) Polska Deklaracja o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych (1) Polska The Times (1) Polski Słownik Biograficzny (5) Porytowe Wzgórze (2) posag (1) Potoccy (2) Potocki (2) Potomkowie rodziny Milli (1) Powidlaki (1) powstanie warszawskie (1) prawosławni (1) Prech (1) Presch (1) Pro Memoria (2) Pro Memoriam (1) Przemyśl (2) Przędzel (1) Przydomki (1) Przysiężniak (4) Przysiężniak Jan (1) Przysiężniak Jerzy (2) ps Henia (1) ps Maria (1) ps Szpak (2) PSB (5) Puchalski Tadeusz (1) Pudełkiewicz (1) Puławy (1) rabin (1) Radwan (1) Radziechów (2) Rafał Drabik (1) Rakszawa (1) Rawa Ruska (1) Rawska (1) Raźnikiewicz (1) reb (1) refleksje na temat (2) Regmunt (2) Reichert (2) Reiner (1) Reising (1) Renda Krzysztof (1) Robutka (1) Rogala (1) Rokita Jan Maria (1) Romański Zdzisław (1) Rudnik nad Sanem (1) Rup Bogumił (1) Ruski Koniec (1) Rydygier (2) Rymut (1) rzeź wołyńska (1) Sabat (1) Sadrakuła (1) Sambor (1) San (1) Schaff (1) Schiffer (1) Schoenborn (1) Schoesser (1) Schonanger (2) Schőnanger (1) Schönborn (2) Schősser (2) Schősser Franciszek (1) Schősser Jan (1) Schősser Małgorzata (1) Sekuła (1) Seltenreich (1) Serafin (1) Sędzimir (1) Sieniawa (1) Skalken (1) Skalska (1) Skałat (1) Skorupka (1) Skowronek (1) Skrzypczyk (1) Słomka (1) Słowacki Juliusz (1) Słownik geograficzny Królestwa Polskiego (1) Sobieszczański (2) Sobór Św. Trójcy (1) Socha (2) spadek po (1) Spis Ludności Miasta Krakowa (1) Stachyra (1) Stadion hr Franciszek (1) Stalowa Wola (1) Stanisław Jerzy Gdula (1) Stanisławów (3) Stankiewicz (11) Stankiewicz Anna Danuta (1) Stankiewicz Antoni (5) Stankiewicz Felicja Eugenia (1) Stankiewicz Jan (2) Stankiewicz Janina (5) Stara Wieś (1) Stare Miasto (1) Staroń (1) Staruszkiewicz (1) Stary Zbaraż (1) statystyka (1) statystyka wyświetleń (1) Stępak Sławomir (1) straż grobowa (1) Stryj (1) Sturmwind (1) Suchodolski (1) Suchorzewski (1) Suchorzewski Jan Kazimierz (2) Sulimów (1) Sybir (1) szalona Baśka (1) Szałajko Roman (1) Szamik Maria (1) Szaniawski (1) Szczepkowska (1) Szczepkowska Joanna (1) Szczepkowski (4) Szczepkowski Andrzej (1) Szczepkowski Jan (1) Szeptycki (2) Szewc (1) Szewczyk (1) Szpunar (1) Szpyrka (1) szwabskie pierogi (1) Śniatyn (1) Światowy Związek Żołnierzy AK (1) Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej (1) Świdnik (1) Świete Wrota (1) Święto Zmarłych (2) ŚZŻAK (2) T.G. "Sokół" (1) Tab (1) Tarnawiec (9) Tarnobrzeg (2) Tarnowscy (1) telegraf (1) Teodor Rhein (1) tercjarka (1) TMZL (1) Tokarski (1) Tomasz Nitsch (1) Towarzystwo Numizmatyczne (1) tradycje (2) trafika (1) trasa kurierska (1) Trociuk (1) Tryczyński (1) Tryncza (1) TSL (2) TTN (1) Tuligłowy (1) Turki (2) TVP Lublin (1) Twer (1) tyfus (1) Tykocin (1) UB (1) Ubieszyn (1) Uhnów (2) UJ (3) Ujejski (1) Ukraina (1) ul. Burmistrzów Zawilskich (1) Ulas (2) ulica Ariańska (2) ulica Łyczakowska (1) Uniwersytet Krakowski (1) UPA (2) Urbański (1) Urodzeni we Lwowie (1) Urząd Repatriacyjny (2) Virtuti Militari (1) W poszukiwaniu korzeni Zapiski genealogiczne (1) Wagner (3) Wajdowicz (1) Wanago (1) Wanda Wasilewska (2) Wanderszeit (1) Wańczyk (1) Warkowicze (1) Wawel (1) Wątróbka (1) Weisenberg (1) weiße suppe (2) Werfel (3) Werflówka (1) Węgierskie rody (1) Węgry (3) wiano (1) Wiącek (1) Wiązownica (2) Wiedeń (1) Wielkanoc (1) Wien (1) Wieniawa Chmielewski (1) Wierzbicki (1) Więcsław (2) Wildenthal Dzikowiec (6) Wilkos Aniela (2) Wilkos Katarzyna (1) Wioletta Gut-Siudak (1) Wirtenbergia (1) Wodecki Ernest (2) Wodziczka (1) Wojcieszyn Tadeusz (1) Wojnar Antoni (1) Wołyniak (5) Wołyń (4) Wólka Batorska (1) Wólka Łamana (1) Wróbel (1) Wspomnienia (14) Wspomnienia Antoniego Stankiewicza (2) Wspomnienia Janiny Stankiewicz (1) Wszystkich Świętych (1) Wyszukiwarki (1) Wywód przodków (9) Yaki (1) Zabłotny (1) Zadwórze (1) Zadzierski (2) Zadzierski Józef (1) Zahoń (1) Zakopane (1) Zaleszczyki (1) Załuże (1) Zamarstynów (1) Zamość (1) Zarzycki (1) Zawadowicz (2) Zawadowicz Stanisław (1) Zawadzki (2) Zawilska Maria Leontyna (1) Zawilski Leopold (1) Zawirski (1) Zbaraż (2) Zbigniew Markut (1) Zborów (1) ZBOWID (1) Zdołbunów (1) Zduńska Wola (1) Złoczów (1) Zofia ze Sprowy Odrowąż (1) Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (1) ZWZ (1) Żdżanne (1) Żmigród (1) Żoladkiewicz (4) Żołnierze Wyklęci (2) Żołynia (2) Żółkiew (5) Żubracze (6) Żuk (1)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...